Natalia Dyjas-Szatkowska

Od wielu lat kuszą w Zielonej Górze lodami

Właścicielką kiosku jest Teresa Korczak, ale w nazwie widnieje imię jej męża, pana Henryka - To mąż zawsze udzielał o nas wywiadów. Dzięki nazwie to Fot. Mariusz Kapała Właścicielką kiosku jest Teresa Korczak, ale w nazwie widnieje imię jej męża, pana Henryka - To mąż zawsze udzielał o nas wywiadów. Dzięki nazwie to on też spija śmietankę - śmieje się pani Teresa.
Natalia Dyjas-Szatkowska

Przez lata budka z lodami pana Henryka stała się na mapie Zielonej Góry miejscem kultowym. Budowa centrum przesiadkowego przy dworcu PKP spowoduje, że kiosk trzeba będzie zamknąć.

Jest takie miejsce w Zielonej Górze, które każdy mieszkaniec bardzo dobrze kojarzy. To budka z lodami przy dworcu PKP pana Henryka. To już 33. sezon działalności tego miejsca. Niestety, wszystko wskazuje na to, że ostatni. Bo wraz z przebudową centrum przesiadkowego właściciele muszą opuścić ten teren. Ale wszystko od początku...

- Sam ten pawilon w 1985 roku budowałem, od fundamentów, drzewko posadziłem, żeby był cień dla klientów - mówi Henryk Korczak, który pomaga żonie w sprzedaży lodów. Choć to Teresa Korczak jest właścicielką budki, to w nazwie na kiosku widnieje imię jej męża.

- To w ogóle jest cyrk! - śmieje się pani Teresa. - Był jeden wywiad, drugi, trzeci i ciągle mąż opowiadał, bo mnie nie było w tym czasie. I kiedyś mąż dzwoni, że znowu gdzieś chodzę, a on wywiadu musi udzielać. Mówię: „Słuchaj, jak jesteś moim rzecznikiem, to udzielaj wywiadów!”. I tak jakoś zostało, że nazwa to „Lody Pana Henryka”.

- Żona dostała ten teren kolejowy - opowiada pan Henryk. - Źle się czuła w poprzedniej pracy za biurkiem, a ona jest żywiołowa. Zdecydowała się więc na coś nowego.

I choć na początku smaki były tylko dwa, to kolejki były na wiele metrów.

- Jak żona jechała autobusem, to już kolejka ustawiała się przed kioskiem - śmieje się pan Henryk. - Wszyscy czekali, z pobliskich domów i zakładów pracy, żeby otworzyła. A to przecież masę trzeba zrobić. Każdy miał łaknienie za słodyczem, a wtedy wszystko było na kartki.

Ale państwo Korczakowie idą z duchem czasu. Ostatnio budkę pięknie pomalowali grafficiarze, małżeństwo działa nawet na facebooku, gdzie budka ma swój profil.

- Syn to prowadzi i same miłe komentarze ludzie nam piszą i po rosyjsku, turecku - mówi pani Teresa. - Jedna pani to nawet do nas przyjeżdża ze Szwecji i mówi, że 835 kilometrów jedzie na nasze lody.

Takich miłych klientów przez lata trochę się nazbierało...

- Kiedyś kolejka wielka stoi, chłopak wziął loda i krzyczy: „Ludzie, ludzie! Tu są najlepsze lody w całym Układzie Warszawskim” - śmieje się pani Teresa.

Dalej sporo przyjezdnych, wpada na lody do państwa Korczaków.

- Kiedyś budki obok nie było i widziałam cały peron - opowiada pani Teresa. - Jak wjeżdżał pociąg, to ja szybko za maszynę chwytałam i modliłam się, żeby ona tylko mi wytrzymała. Ludzie biegli, by w kolejce być pierwszym. To było tak pocieszne! Zawsze kierowałam się zasadą: czystość i uczciwość. Nie było dnia, przez te ponad trzydzieści lat, bym zostawiła maszynę czy kiosk nieumyty.

I choć małżeństwo mówi, że klientów jest mniej, to w trakcie naszej rozmowy wciąż przychodzą kolejne osoby, by kupić choć małego loda. Jak Oliwia, która jest tutaj codziennie.

- Przychodzę po przedszkolu z mamą i tatą, a dziś jestem z babcią - mówi nam. - Lody są dobre! Dziś wzięłam cytrynowe.

- Jako dziecko byłam tutaj na lodach, a potem wyjechałam do Niemiec - mówi Monika Sztejn. - Przyszłam przypomnieć sobie smak dzieciństwa razem z dziećmi, by i one spróbowały dobrych lodów. Nie rozczarowałam się. Lody są wyśmienite przez tyle lat... Mam nadzieję, że jak moje dzieci dorosną, to przyjdą skosztować lodów w nowym miejscu przesiadkowym.

Bo miejsce, na którym stoi kiosk, przez lata należało do PKP, teraz przechodzi ono w ręce miasta. Niebawem rusza przebudowa tego terenu pod centrum przesiadkowe. A wraz z nim prawdopodobnie skończy się działalność słynnej budki.

- Chcielibyśmy podziałać jeszcze we wrześniu, bo to Dni Zielonej Góry, ale już się nie uda - mówi pan Henryk.

- Zobaczymy, jak będzie wyglądała przebudowa, może znajdzie się tutaj dla nas miejsce? - mówi pani Teresa. - Bo gdzieś indziej, to już nie ma sensu zaczynać od początku. Jeżeli działać, to tylko tu, gdzie wszyscy nas znają.

Natalia Dyjas-Szatkowska

Dzień dobry! Nazywam się Natalia Dyjas-Szatkowska i jestem rodowitą zielonogórzanką. Pracuję w "Gazecie Lubuskiej" od 2016 roku. I choć z wykształcenia jestem filologiem polskim i teatrologiem, to swoją pracę zawodową związałam właśnie z mediami. 


W obszarze moich działań znajdują się: 



  • problemy i sprawy Zielonej Góry,

  • kwestie, które poruszają mieszkańców powiatu zielonogórskiego.


Ważne są dla mnie codzienne problemy mieszkańcówsprawy społeczne i kulturalne naszego regionu. Nie jest mi obojętny los zwierzaków i często piszę o nich na naszych łamach. Lubię spotkania z ludźmi i to właśnie nasi Czytelnicy są dla mnie wielką inspiracją. To oni podpowiadają, czym warto się zająć, co ich boli, denerwuje, ale i cieszy. 


Zawsze lubiłam rozmawiać z ludźmi. Jako osoba, która pracowała z nimi podczas organizacji różnych wydarzeń kulturalnych i festiwali, zrozumiałam, że to właśnie człowiek i jego historia są dla mnie najważniejsze. To więc chyba nie przypadek, że zaczęłam pracę w dziennikarstwie... 


W wolnych chwilach (jeśli jakaś się znajdzie... :)) nałogowo pochłaniam książki (kryminałom mówię nie, ale mocno kibicuję nowej, polskiej prozie) i z aparatem poznaję nasze piękne województwo lubuskie. Chętnie dzielę się urodą regionu na łamach "Gazety Lubuskiej" i portalu "Nasze Miasto". Nie boję się też pokazywać, co jeszcze mogłoby się tutaj zmienić. I to właśnie przynosi mi największą satysfakcję w pracy. Gdy uda się choć trochę ulepszyć otaczającą nas rzeczywistość. 


Czy w Twojej okolicy dzieje się coś ważnego? Masz sprawę, która Twoim zdaniem powinna zostać opisana w naszej gazecie? A może masz jakiś kłopot, który należy rozwiązać? Śmiało! Skontaktuj się ze mną, postaram się zająć danym tematem.


Kontakt do mnie: natalia.dyjas@polskapress.pl


Telefon: 68 324 88 44 lub: 510 026 978.

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.