Ogień i dym w sercu miasta

Czytaj dalej
Fot. ŁUKASZ ALBERSKI
redakcja Gazety Lubuskiej

Ogień i dym w sercu miasta

redakcja Gazety Lubuskiej

W sobotę około 18.30 zaczęła się palić wieża katedry. Akcja ratownicza trwała kilkanaście godzin

20 lat temu Ireneusz Gasza brał w katedrze ślub. Gdy rozmawiamy z nim w sobotę, kościelna wieża płonie żywym ogniem. 
– Nierealne... Nierzeczywiste! – powtarza Gasza. Akcję gaśniczą obserwują tysiące ludzi. Stoją dookoła głównego skrzyżowania Gorzowa, które rozpościera się przed świątynią, i w sąsiednich ulicach (policja i straż już odcięła na nich ruch). Wacław Marciń- czyk patrzy przy ul. Wodnej. – Ja pierniczę! Jak mi córka powiedziała: tata, katedra się pali, to ją zrugałem, że z takich rzeczy się nie żartuje. Ale patrzę: pali się! Złapałem telefon i obdzwoniłem rodzinę: brata, siostry, nawet kuzynów. Też nie wierzyli. Nie umiem opisać tego, co czuję, ale nigdy tego nie zapomnę – mówi. Obok niego niemal wszyscy trzymają telefony nad głowami. Kręcą filmiki, robią zdjęcia. I przecierają oczy ze zdumienia.

Mało kto wierzył...

Straż pożarna dostała sygnał o pożarze w sobotę o 18.28. Minutę później na miejscu był reporter „GL”. Szedł na jedną z imprez trwającego święta miasta. Dym dopiero lekko owiewał katedralną wieżę, jeszcze mało kto zadzierał głowę. Gdy reporter wyciągnął telefon i zaczął nagrywać, przechodnie myśleli, że ten dym to jakaś atrakcja Dni Gorzowa... Ale po kolejnej minucie, dwóch, trzech zawyły koguty, wozy strażackie i policyjne zablokowały okolicę. – Jezu! Katedra się pali! – powtarzają ludzie. – Niebywałe... Niesamowite...

Wierni byli w tym czasie na mszy. O pożarze nic nie wiedzieli. Jedna z przechodzących tędy gorzowianek weszła do kościoła i powiadomiła księdza, że wieża się pali. Ksiądz spokojnie poprosił ludzi, żeby wyszli z mszy. Chwilę później w ewakuacji zaczęli pomagać mundurowi. Nikt nie ucierpiał. Na zewnątrz sytuacja z minuty na minutę była groźniejsza. Dym gęstniał, spowijał już wieżę z każdej strony i co rusz buchał. Nawet z tarczy katedralnego zegara, w której pojawiła się olbrzymia dziura. Po kolejnych kilkunastu minutach z wieży w różnych miejscach zaczęły strzelać języki ognia. Strażacy lali już wodę i pianę z wysokościowych drabin, najpierw jednej, a potem aż pięciu, w tym 50-metrowej (katedra ma 40 m wysokości). W kolejnych minutach z dachu katedry zaczęły spadać dachówki. Strażacy i policjanci poszerzali strefę bezpieczeństwa, ale tłum nie topniał. Gorzowianie przez całą noc patrzyli, jak strażacy ratują symbol miasta. Gdy z drabin i podnośników gasili pożar i schładzali rozżarzoną kopułę, do wieży wchodziły kolejne ekipy, po sześć osób – z kamerami termowizyjnymi, bo widoczność była zerowa. W ekstremalnych warunkach strażacy wspinali się po stopniach wieży, próbując dotrzeć do źródła ognia. Co kilka minut ekipy musiały się zmieniać. – Dotarcie do zarzewia utrudnia skomplikowana konstrukcja wieży – relacjonuje o 21.25 kpt. Dariusz Szymura.

Ludzie ruszają na pomoc

– Jestem absolutnie wstrząśnięty i zszokowany – mówił „GL” ksiądz Zbigniew Kobus, proboszcz parafii katedralnej, gdy jechał na miejsce pożaru. – Po co jadę? Żeby być w tym miejscu, żeby ratować, jak tylko będzie taka możliwość, i modlić się – mówi.
Około 30 osób wbiega na teren ogrodzony taśmami i z boku kościoła wybiega po chwili z ławkami, drewnianym wyposażeniem, a nawet ciężkimi konfesjonałami. Są już upaćkane pianą gaśniczą... Dzielni mężczyźni ledwie je dźwigają. Jednym z nich jest Józef Siekierzycki. – Czemu ruszyłem na pomoc? Bo to ludzki, obywatelski obowiązek. Spotkała wasze miasto wielka tragedia – mówi. Mieszka w Szczecinie, w Gorzowie jest na targach staroci. – Zobaczyłem pożar, to ruszyłem pomagać – odpowiada, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie. Akcję ratowania konfesjonałów ogląda ze Starego Rynku pani Janina. Płacze. – To moja parafia. Taka tragedia... Nie mam słów... – łka. Płaczą też inni. – Jestem wstrząśnięty niesamowicie, wręcz zrozpaczony... Katedra to jest wielka własność i duma Gorzowa Wielkopolskiego, symbol naszego miasta... Ten pożar to jakby nasze miasto traciło coś najpotężniejszego... mówi łamiącym się głosem 88--letni Stanisław Samociak. Jest przewodnikiem katedralnym i ojcem jednego z poprzednich proboszczów parafii katedralnej.

– Sytuacja jest straszna, jesteśmy wstrząśnięci. W tej chwili najważniejsze jest uratowanie stropu, na którym wisi dzwon, żeby nie runął – mówi około 20.15 Jacek Wójcicki, prezydent Gorzowa. Regionalista Robert Piotrowski w rozmowie z reporterem „GL” zauważa, że katedra tak się pali, bo w wieży jest „pół lasu”. – Tam jest suche, stare drewno. Obawiam się, że nic nie zostanie... Oby całość nie runęła! – mówił, zerkając na płomienie buchające spod miedzianego hełmu wieży. Nieopodal ks. Henryk Grządko przez megafon modli się z grupką wiernych. Mniej śmiali – po cichu. Widać, jak usta wymawiają słowa modlitwy, a palce chodzą po paciorkach różańca.

– Pożar jest opanowany. Działania z podnośników: 50-metrowego i 42-metrowego dały efekt. Do środka wieży wprowadziliśmy czterech strażaków, którzy gaszą stropy między kopułą a zegarem. Stropy tlą się, palą... Konstrukcja jest na tyle wytrzymała, że można prowadzić akcję od środka. Sprawdziliśmy to za pomocą drona. Nasza akcja potrwa do godzin rannych – tuż przed 1.00 w nocy melduje kpt. Szymura. W niedzielę rano komenda wojewódzka w Gorzowie podaje, że w akcji wzięło udział 200 strażaków. Ściągnięto posiłki, m.in. kadetów z Poznania. 50-metrowy podnośnik przyjechał z Zachodniopomorskiego.

Iglica do rozbiórki

Wczoraj w samo południe na błoniach nad Wartą zgromadziło się aż 3 tys. osób, choć mszę „za katedrę” ogłoszono w sobotę późnym wieczorem. Odprawia ją biskup Tadeusz Lityński, ordynariusz diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. – Katedra została zanurzona w wodzie. Otrzymała jakby chrzest ratujący ją przed śmiercią. I to dosłownie 
– mówi. W sobotę, jak tylko dowiedział się o pożarze, przyjechał do Gorzowa z kurii w Zielonej Górze. Przed płonącą katedrą byli też: wojewoda Władysław Dajczak i minister rodziny Elżbieta Rafalska. Zapowiedzieli rządową pomoc w odbudowie. Po południu w Warszawie potwierdził to wicepremier Piotr Gliński, a minister Mariusz Błaszczak dziękował strażakom za ofiarność. Wsparcie obiecała marszałek Elżbieta Polak, która przyjechała do Gorzowa wczoraj. Pączkowały inicjatywy zbiórek na rzecz katedry ze strony Teatru Osterwy, żużlowej Stali, cygańskiego Terno, który w ten piątek otwierał Dni Gorzowa...

Przed 17.00 Bartłomiej Mądry ze straży pożarnej informuje: – Ważą się losy iglicy katedralnej. Jest przechylona. Inspektor nadzoru budowlanego oceni, czy nie grozi przechyleniem i upadkiem – mówi. Nie wyklucza, że iglica może być zdjęta nawet w niedzielę wieczorem (już po zamknięciu tego wydania „GL”). Po 18.00 Mądry rozsyła do dziennikarzy SMS: „Organy nietknięte! Suche! Woda poszła zewnątrzną ścianą!”.

redakcja Gazety Lubuskiej

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.