Ojcowie nie płacą alimentów, a nasze państwo jest bezradne

Czytaj dalej
Fot. 123rf
Teresa Semik

Ojcowie nie płacą alimentów, a nasze państwo jest bezradne

Teresa Semik

W Polsce spokojnie żyje sobie 305 tys. dłużników alimentacyjnych. Już są winni państwu 10 mld zł. I nie ma na nich mocnych. Nie boją się ani komornika, ani prokuratora.

Całe społeczeństwo utrzymuje ich dzieci, a długi i tak stale rosną. Problem nie jest rozwiązywalny od lat. W 2010 roku my, podatnicy, utrzymywaliśmy dzieci 182,7 tys. dłużników alimentacyjnych, a dziś już jest 305 tys. alimenciarzy. W zdecydowanej większości są to mężczyźni - 95 proc. Zawsze znajdą sposób, by ominąć prawo i nie dać ani grosza, ale ta beznadziejna sytuacja świadczy o słabości państwa.

Gdzie jest prawo? Dlaczego, na przykład, kierowcę ukaranego stuzłotowym mandatem zawsze znajdą jacyś egzekutorzy, nawet jeśli jest bezrobotny, natomiast alimenciarza już nie dosięga sprawiedliwość? Każdy z tych 305 tysięcy dłużników ma średnio do oddania na swoje dzieci prawie po 33 tys. zł.

Wzrost dłużników alimentacyjnych bierze się stąd, że choć wiele ich dzieci dawno się usamodzielniło, oni dalej nie płacą zaległości i pozostają w rejestrach. Przychodzą nowi, którzy też nie płacą i to przypomina efekt kuli śniegowej. - Praktycznie od piętnastu lat chodzę po sądach i prokuraturach, żeby wywalczyć wypłatę zaległych alimentów - mówi Ewa K. z Bytomia. - Komornik podobno nic nie może zrobić, bo były mąż twierdzi, że albo utrzymuje się z dorywczej pracy, albo utrzymują go rodzice. Nie posiada majątku, choć widzę, że jeździ całkiem nowym autem. Zarejestrował się w urzędzie pracy i przedstawia kwit, że jest bezrobotny. Mógłby pracować, bo informatyków wciąż potrzeba, ale musiałby podjąć stałą pracę. Wtedy komornik wszedłby na jego pobory, a bezrobotnemu nie ma czego zabrać.

Z danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że najwięcej dłużników mieszka w woj. śląskim - niemal 37 tys. Następne w tej kolejce jest mazowieckie - ponad 36 tys., potem dolnośląskie - 31 tys. Najrzetelniej w spłacaniu alimentów wypadają mieszkańcy woj. opolskiego, podlaskiego i podkarpackiego. 36.691 dłużników alimentacyjnych z woj. śląskiego jest winnych państwu w sumie 1.117.082.027,86 zł. Ile pięknych inwestycji można by za tę kwotę zrealizować.

Jeśli przez dwa miesiące komornikowi nie uda się ściągnąć alimentów od zobowiązanego do płacenia rodzica, można się ubiegać o pieniądze z funduszu alimentacyjnego. Wtedy pieniądze na dzieci wykłada państwo (maksymalnie 500 zł). Dochód na osobę w takiej rodzinie nie może przekraczać 725 zł netto miesięcznie. Państwo powinno następnie ściągnąć pieniądze, które wypłaciło za alimenciarza, ale państwo jest w tej sprawie bezradne i udaje się ściągnąć zaledwie 13,9 proc. tych długów.

- Tatusiowie żyją sobie spokojnie, bez stresów, bo to państwo bierze w opiekę ich dzieci - mówi Sabina Kosiecka-Buszko z Mikołowa, kurator zawodowy w stanie spoczynku. - Najczęściej nie żenią się ze swoimi partnerkami, bo samotna matka może przecież liczyć na jeszcze większą szczodrość tego państwa. I nie ma tu znaczenia, że z ojcem swoich dzieci prowadzi wspólne gospodarstwo, że są razem w dzień i w noc. Matka wykazuje, że ojciec dzieci nie płaci, dochód ma niski i to wystarczy, by pieniądze popłynęły do niej z funduszu alimentacyjnego.

W Katowicach aktualnie z funduszu alimentacyjnego korzysta około 2700 uprawnionych osób. - Liczba dłużników alimentacyjnych sukcesywnie wzrasta, jednak z całą pewnością można stwierdzić, że nie jest to zjawisko gwałtowne - mówi Małgorzata Moryń-Trzęsimiech, naczelnik Wydziału Polityki Społecznej w katowickim magistracie. - W 2014 roku było ich 2200, a w 2015 roku - 2600. Liczba ta będzie ciągle rosła, z uwagi na to, że długi alimentacyjne nie ulegają przedawnieniu. Osób uprawnionych, które korzystają ze świadczeń funduszu alimentacyjnego, nie przybywa w takim tempie, co dłużników, ponieważ kryterium dochodowe - 725 zł na członka rodziny - nie jest podwyższane od lat. Część dłużników, wobec których prowadzone jest postępowanie administracyjne, nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań. Na przykład 236 z nich zostało osadzonych w jednostkach penitencjarnych.

W Częstochowie mieszka aktualnie więcej alimenciarzy niż w Katowicach, bo 3882. Są winni państwu prawie 73 mln zł. Liczba dzieci uprawnionych do wypłaty z funduszu alimentacyjnego w Częstochowie spadła z 2336 w 2014 r. do obecnie 2175. Rząd nie zapowiada, by zamierzał podnieść kryterium 725 zł na członka rodziny. I to jest chyba jedyny pomysł państwa na pozbywanie się problemu dłużników alimentacyjnych. Im bardziej ograniczy się dostęp dzieci do pieniędzy z funduszu alimentacyjnego, tym zadłużenie funduszu będzie mniejsze.

Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Bielsku-Białej też notuje w ostatnich dwóch latach nieznaczny spadek osób uprawnionych do pobierania świadczeń z funduszu alimentacyjnego - o 60. W tym samym czasie przybyło 91 dłużników alimentacyjnych.

Osoby, które nie płacą alimentów, powinny liczyć się z odpowiedzialnością karną. Art. 209 Kodeksu karnego mówi, że kto uporczywie uchyla się od wykonania ciążącego na nim z mocy ustawy lub orzeczenia sądowego obowiązku łożenia na dzieci, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. - Na koniec lipca 2016 roku w więzieniach siedziało 2852 skazanych za niepłacenie alimentów - informuje mjr Elżbieta Krakowska, rzecznik Dyrektora Generalnego Służby Więziennej. - Kolejnych 1249 skazanych odbywało karę za inne przestępstwo, ale mieli też wyroki za alimenty.

Nie jest tych spraw w sądach nadmiernie dużo. W Katowicach, w porównaniu z Sosnowcem, dużo mniej. Nie są to sprawy proste. - Dłużnikowi alimentacyjnemu trzeba wykazać, że uchylanie się od obowiązku przybrało formę uporczywości, że ma realne możliwości wywiązania się z ciążącego na nim obowiązku, a nie robi tego wyłącznie ze swojej złej woli - wyjaśnia Katarzyna Kluczewska, zastępca prokuratora rejonowego w Katowicach.

Jeśli sprawca wykaże, że jest biedny jak mysz kościelna, nie popełnia przestępstwa niealimentacji. Wystarczy też, że zamiast zasądzonej kwoty płaci mniej, ale udowadnia, że to wszystko, na co go stać, bo ma przecież także nową rodzinę i wymiar sprawiedliwości na ogół daje mu spokój. Ile jest prawdy w tym, że alimenciarz nie ma pracy, a ile jego niechęci do tej pracy, to już trudno rozstrzygnąć. - Nie dam tej zdzirze ani grosza - powie tylko o matce swoich dzieci i zrobi wszystko, by nie dać.

Radca prawny Rafał Kolano zwraca uwagę na dłużników, dla których alimenty są formą ukrycia majątku przed wierzycielami. Małżonkowie w drodze ugody uzgadniają wysokość fikcyjnych alimentów i jeden z rodziców zgłasza ich niepłacenie. Gdy komornik zajmuje majątek dłużnika, to w pierwszej kolejności spłacane są długi alimentacyjne. Pieniądze zostają więc w rodzinie. W tym wypadku opłaca się zalegać z alimentami. Dług alimentacyjny staje się tarczą dla zobowiązań wobec innych dłużników.

Cała Polska ekscytowała się swego czasu historią lobbysty Marka D., który zobowiązał się przed notariuszem, że w ciągu kilku dni wypłaci żonie i córce trzy miliony złotych alimentów zaległych za 11 lat i że co miesiąc będzie im płacił po 30 tys. zł. Alimentów jednak nie zapłacił, dlatego żona poszła do sądu, by ten nadał klauzulę wykonalności aktowi notarialnemu, co pozwoli komornikowi wszcząć egzekucję długu.

Rozwodzimy się na potęgę. W 1980 roku w Polsce rozpadło się prawie 40 tys. małżeństw. Rok temu - ponad 65 tys. Najwięcej rozwodników ma wykształcenie zasadnicze zawodowe, potem średnie. Może więc w mniejszej świadomości prawnej ludzi gorzej wykształconych upatrywać należy braku odpowiedzialności za swoje dzieci? Długi alimentacyjne są traktowane z przymrużeniem oka, bardziej jako zjawisko społeczne, a nie jako problem ekonomiczny - samotnych matek oraz budżetu państwa.

Coraz częściej alimenty na wnuki płacą dziadkowie, skoro ich dorosły syn czy dorosła córka płacić nie chcą, znikają gdzieś w świecie. - Są zdziwieni, oburzeni, ale płacić muszą, takie jest prawo - mówi radca, Rafał Kolano. Po sądowym pozwie, wzywającym dziadków do płacenia na wnuki, często szybko odnajduje się syn czy córka i zaczynają regulować swoje zobowiązania alimentacyjne.

- Sześciu na dziesięciu dłużników alimentacyjnych ma co najmniej jeszcze jednego wierzyciela z innej branży. Na liście dłużników krajowego rejestru jest ponad 175 tys. takich osób. Łączna kwota zobowiązań dłużników alimentacyjnych wobec innych branż urosła do 2,3 mld zł - wyjaśnia Adam Łącki, prezes zarządu Krajowego Rejestru Długów.
Poza niepłaceniem na dzieci najwięcej zobowiązań dłużnicy alimentacyjni mają wobec branży windykacyjnej. W sumie zalegają im z zapłatą ponad 1 mld zł.

Rzecz jasna są obszary biedy i jest grupa tatusiów bez grosza przy duszy. Zajmują się głównie zbieractwem, by mieć za co pić. - Taki tatuś nie pomyśli, by podzielić się zebranymi pieniędzmi z dziećmi, kupić im czekoladę, dać jego matce choćby 20 zł. W ogóle jest nieobecny w tej rodzinie - dodaje Sabina Kosiecka-Buszko.

Takich ludzi nie tyka się nikt, ani pomoc społeczna, ani policja. Nie będą zawracać sobie głowy kimś, kto na ogół sam nie chce sobie pomóc. Państwo bierze na swój garnuszek ich los oraz życie wszystkich ich dzieci.

Autor: Teresa Semik

Teresa Semik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.