Redakcja "Gazety Lubuskiej"

Optymizm? Niby jest, ale zależy też, w jakiej branży

Optymizm? Niby jest, ale zależy też, w jakiej branży Fot. Jarosław Miłkowski
Redakcja "Gazety Lubuskiej"

Choć nastroje wśród przedsiębiorców są najlepsze od 6 lat, to barier im nie ubyło.

Mikro i mali przedsiębiorcy z województwa lubuskiego są w najlepszych nastrojach od sześciu lat - wynika z „Raportu o sytuacji mikro i małych firm” autorstwa ekspertów Banku Pekao. W badaniach wzięło udział aż 614 właścicieli firm.

Gorzów, Witnica. 20 proc. lepiej, ale i 20 proc. gorzej.

Tego optymizmu do końca nie podziela Stanisław Franczak, jeden z dwóch współwłaścicieli firmy Kaskat z Gorzowa. Zajmuje się ona sprzedażą przetworów mlecznych. To największe w tej branży przedsiębiorstwo w naszym regionie.

- Jeśli w Lubuskiem nastroje są coraz bardziej optymistyczne, to jednak nie w każdej branży - mówi nam. W Kaska¬cie nastroje są mieszane. Dlaczego? Coraz trudniej sprzedać towar. - W tej chwili jest duża nadprodukcja mleka surowego. Spowodowane jest to niską ceną ropy, spowolnieniem gospodarczym w Chinach, nadprodukcją mleka w Unii Europejskiej i na
świecie oraz embargiem nałożonym na Rosję - mówi nam S. Franczak. Zatrudnia on 29 osób. 12 z nich pracuje w produkcji, pozostali to handlowcy i pracownicy administracyjni.

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. - Trudna sytuacja wymusza szukanie nowych rynków zbytu, często orientalnych - dodaje w rozmowie z „GL” Franczak. Mówi nam, że w zeszłym roku doprowadziła ona do paradoksalnej sytuacji. Kaskat sprzedał o 20 proc. więcej towaru niż rok wcześniej, ale zarobił za to o... 20 proc. mniej. Śmiało można jednak powiedzieć, że firma się rozwija, bo choć przychody są mniejsze, to - jakby nie patrzeć - umocniła swoją pozycję na rynku.
Dwojakie są też nastroje, jeśli chodzi o najbliższe plany firmy. Dlaczego? Z jednej strony w tym roku Kaskat chce wprowadzić na rynek nowy innowacyjny produkt (szczegóły, co zrozumiałe, owiane są na razie tajemnicą). Z drugiej musi się wstrzymać z budową zakładu przetwórczego, który ma powstać w strefie gospodarczej w Witnicy.

Optymizm? Niby jest, ale zależy też, w jakiej branży
Jarosław Miłkowski Stanisławowi Franczakowi (pierwszy od lewej) z gorzowskiej firmy Kaskat udało się zgromadzić międzynarodowy zespół. Pracują u niego: Łukasz Mokrzycki, Muhammad Faisal z Pakistanu, Bartek Franczak, Mohamed Techaicha z Tunezji, Andrzej Kłok z Ukrainy i Laura Attia z Egiptu.

- Sytuacja firmy jest jednak dobra. Tak zresztą wpisuję do raportów, które co miesiąc wysyłam do Głównego Urzędu Statystycznego - mówi Józef Szczotka, drugi ze współwłaścicieli firmy.

Zielona Góra, Żagań. Eksport i małe inwestycje

Według danych Banku Pekao odsetek mikro i małych firm eksportujących w województwie lubuskim jest niższy w porównaniu z 2014 r. o 6 punktów procentowych i wynosi 17 proc. Wynik na tle kraju jest jednak dobry: wyprzedzają nas tylko przedsiębiorcy z Mazowsza i Zachodniopomorskiego.

- To właśnie eksport pomaga w utrzymaniu dobrej kondycji firmy - podkreśla Wiesław Laszczyk , właściciel firmy Lamo z Wilkanowa pod Zieloną Górą. Firma powstała w 1995 r. od zera. Właściciel własnoręcznie wykuwał pierwsze ogrodzenia i balustrady. Bo Lamo zajmuje się ślusarstwem i kowalstwem artystycznym. I przez 20 lat produkuje ogrodzenia, balustrady, schody, zadaszenia, balkony z metalu, w połączeniu z drewnem i szkłem.

Raport pokazuje, że nasze firmy inwestują najchętniej w kraju. W ubiegłym roku aż 50 proc. wydało pieniądze na ten cel. Nadal liderem jest południe województwa, ale szybko dogania je podregion gorzowski, gdzie odnotowano dwucyfrowy wzrost inwestujących firm.

- Problemem wśród mikro i małych firm jest jednak to, że nakłady inwestycyjne są stosunkowo niewielkie. 30 proc. to wydatki poniżej 10 tys. zł, 56 proc. - do 100 tys. zł - komentuje Tomasz Kierzkowski, dyrektor departamentu w Banku Pekao SA.
Inwestować zamierza Ireneusz Danieliszyn z Żagania z firmy Danieliszyn, który zatrudnia 50 osób. Jego przedsiębiorstwo sprzedaje materiały budowlane i świadczy usługi w tej branży.

- Kupiłem m.in. plac koło dawnego PKS-u w Żaganiu. Zamierzam tam wybudować obiekt handlowo-usługowy, który stanie w pobliżu planowanej galerii - zdradza nam swoje plany. - W przyszłości myślę o wybudowaniu w pobliżu dużego budynku dedykowanego służbie zdrowia, w którym mogłyby się skupić wszystkie praktyki lekarzy rodzinnych - dodaje.

Zaledwie co piąta firma zadeklarowała, że wdrożyła w ubiegłym roku innowacje. A to oznacza, że jesteśmy mniej innowacyjni niż reszta kraju. Jednak z drugiej strony mamy firmy, którymi możemy się chwalić. Przykłady? Kapituła Polskiej Nagrody Innowacyjności, przyznawanej przez Polską Akademię Przedsiębiorczości, uznała za wyjątkowy w skali całej Europy projekt zielonogórskiej firmy ITEO, która zamierza hodować algi i produkować z nich m.in. energię elektryczną.

Z Moskiewskiego Salonu Wynalazków i Innowacyjnych Technologii,,Archimedes 2016” ze złotym medalem wróciła młoda zielonogórska firma Monster&Devices Home. Nagrodę otrzymała za rozwiązanie, która pozwala zmienić każdą powierzchnię (np. ścianę, blat biurka) w interaktywny ekran dotykowy.

Nowa Sól. Mamy u siebie nawet „czarną listę”

Dużym problemem jest finansowanie. Większość firm korzysta ze środków własnych, a tylko 30 proc. z jakichkolwiek zewnętrznych źródeł finansowania (w tym dotacji).

Lubuscy przedsiębiorcy najdłużej w kraju muszą oczekiwać na zapłatę. W drastycznych przypadkach może to prowadzić nawet do utraty płynności finansowej i upadłości.

Co im najbardziej przeszkadza? Wysokość podatków, niejasne przepisy, koszty pracy i sam Kodeks pracy. - Żeby wykonać zlecone zadanie muszę zatrudnić pracowników - tłumaczy Ireneusz Danieliszyn. - Gdy zadanie kończy się po dwóch, trzech miesiącach, nadal muszę płacić ludziom i szukać dla nich innego zajęcia. Denerwują mnie też różne interpretacje przepisów przez urzędników.

- Kodeks pracy powinien być elastyczny. Dziś pracownik ma więcej praw niż pracodawca - dodaje Wiesław Laszczyk.
Bogumiła Ulanowska z Nowej Soli, szefowa firmy OmniMo¬do, zajmującej się głównie szyciem toreb i plecaków ma gotową „czarną listę”. - Jestem przeciwna podnoszeniu stawek godzinowych, bo jeżeli firma może zapłacić pracownikowi, to zapłaci. Jak najmniej ingerencji państwa w to, co dzieje się w firmie. Rynek i pracownicy zweryfikują czy firma jest stabilna, rzetelna - tłumaczy. - Za rok będziemy obchodzić 25-lecie. Nie wiem, czy bym się dziś zdecydowała na otwarcie firmy. Pamiętam, że kiedyś wszystkie papiery byłam w stanie „zrobić” sama. W tej chwili to jest jedna wielka strata czasu. Tyle niepotrzebnej dokumentacji się prowadzi! Ogrom syzyfowej, głupiej pracy... - mówi. Zdaje sobie sprawę z niskiej lokaty Lubuskiego, jeśli chodzi o inwestowanie w innowacje. - U mnie ciężko jest mówić o innowacjach, bo co ja mogę kupić? Lepszy, fajniejszy automat do szycia? Sprzęt kupujemy na bieżąco, wymieniamy też park maszynowy - dodaje.

Redakcja "Gazety Lubuskiej"

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.