Natalia Dyjas-Szatkowska

Oskar miał tyle planów... [ZDJĘCIA]

Pełen energii, pomysłów, ciekawy świata – tak Sylwia Gust opisuje tragicznie zmarłego syna. – Małymi krokami chciał spełniać swoje liczne marzenia – Fot. Mariusz Kapała Pełen energii, pomysłów, ciekawy świata – tak Sylwia Gust opisuje tragicznie zmarłego syna. – Małymi krokami chciał spełniać swoje liczne marzenia – mówi mama Oskara
Natalia Dyjas-Szatkowska

22-letni Oskar z Zielonej Góry Przylepu zginął tragicznie w Anglii, gdzie mieszkał i pracował. Znajomi zbierają pieniądze na transport ciała. Chcą pomóc mamie i bratu zmarłego chłopaka.

– Mój syn miał w sobie taką wolę życia... – opowiada Sylwia Gust, mama Oskara Żytkowia¬ka. – Chciał żyć, robić, działać. Pisał piosenki, tańczył break--dance. Wyjechał, bo chciał jeździć po całym świecie. Był go bardzo ciekawy, ciągle gdzieś jeździł, zwiedzał. Odszedł za szybko...

Oskar miał 22 lata. W Zielonej Górze uczył się w Zespole Szkół Elektronicznych i Samochodowych. Działał w Ochotniczej Straży Pożarnej... Przez ostatnie dwa lata mieszkał i pracował w Anglii. W czwartek, 15 czerwca, jeszcze pograł i porozmawiał przez internet z bratem Maksem, z mamą. Ona kazała mu iść do fryzjera. Zapewnił, że to zrobi. Później powiedział, że musi już kończyć, bo obiecał pomóc koledze. Zdecydował się pojechać do niego rowerem. Niestety, nie dotarł tam. Na przejściu dla pieszych został potrącony przez samochód. Zginął na miejscu...

– Jechał na zielonym świetle rowerem i 19-latek uderzył go samochodem – mówi pani Sylwia. – Mam tylko nadzieję, że Oskar nie cierpiał...

Kobieta zastanawia się, jak dalej żyć.

– Jestem silna, wszyscy to mówią – przyznaje pani Sylwia. – Choć miałam w życiu naprawdę dużo przejść. Jak przyjechał dzielnicowy z zawiadomieniem o śmierci syna, to powiedział, że mojego domu los nie oszczędza.

Bo pani Sylwia wychowywała Oskara sama. Półtora roku temu zmarł jej ojciec, a kilka miesięcy później – partner, ojciec Maksa.

– To wszystko jest ponad moje siły. Ale Oskar zawsze mi mówił: „Mamuś, nie martw się”. Chyba będę silna dlatego, że syn mówił mi: „Mamo, dlaczego ty się martwisz? Po co? To nic nie da”. A ja się martwiłam, byłam chyba nadopiekuńcza. Oskar mi mówił, żebym była silna. I pozwoliłam mu wyjechać, bo wiedziałam, że w ten sposób będzie szczęśliwy. I będzie mu dobrze.

Oskar miał jeszcze mnóstwo planów. Chciał pojechać do Amsterdamu, skoczyć ze spadochronem, planował też w sierpniu odwiedzić Zieloną Górę.

– Małymi krokami chciał spełniać swoje liczne marzenia – dodaje pani Sylwia.

Koszt transportu ciała z Anglii to kilka tysięcy złotych. Wydatek, na który panią Sylwię nie stać. Ale znajomi Oskara nie zostawili jego mamy i młodszego brata w potrzebie. Szybko zaczęli działać. Pomagają znajomi, w tym pani Aneta ze stowarzyszenia Art of Underground. Ruszyła zbiórka na stronie zrzutka.pl.

– Zobaczyłam, ilu Oskar ma wokół siebie dobrych ludzi. Ta świadomość pozwala mi jeszcze jakoś funkcjonować. To mnie tylko trzyma, że widzę, jak Oskar był kochany i lubiany przez wszystkich. To jest niesamowite, że dla tylu osób był ważny
– mówi pani Sylwia.

Pomóc zdecydował się Igor, który także działa w grupie Art of Underground.

– Staramy się nagłośnić sprawę, jak tylko się da – podkreśla zielonogórzanin. – Postaram się też dotrzeć do środowiska hiphopowego w Zielonej Górze, bo wiem, że Oskar pisał teksty, lubił taką muzykę. Postaramy się pomóc na tyle, na ile możemy.
– Już dziś chciałabym serdecznie podziękować – nie ukrywa pani Sylwia. – Tyle ludzi wokół chce pomóc...

Znajomi Oskara zachęcają, by wesprzeć ich zbiórkę pieniędzy, by chłopak został pochowany w Polsce.

„Wiemy, że żadne pieniądze nie zwrócą życia. Ale chcemy, jako przyjaciele Oskara, pokazać, że zawsze można na nas liczyć” – piszą na stronie zbiórki.

Natalia Dyjas-Szatkowska

Dzień dobry! Nazywam się Natalia Dyjas-Szatkowska i jestem rodowitą zielonogórzanką. Pracuję w "Gazecie Lubuskiej" od 2016 roku. I choć z wykształcenia jestem filologiem polskim i teatrologiem, to swoją pracę zawodową związałam właśnie z mediami. 


W obszarze moich działań znajdują się: 



  • problemy i sprawy Zielonej Góry,

  • kwestie, które poruszają mieszkańców powiatu zielonogórskiego.


Ważne są dla mnie codzienne problemy mieszkańcówsprawy społeczne i kulturalne naszego regionu. Nie jest mi obojętny los zwierzaków i często piszę o nich na naszych łamach. Lubię spotkania z ludźmi i to właśnie nasi Czytelnicy są dla mnie wielką inspiracją. To oni podpowiadają, czym warto się zająć, co ich boli, denerwuje, ale i cieszy. 


Zawsze lubiłam rozmawiać z ludźmi. Jako osoba, która pracowała z nimi podczas organizacji różnych wydarzeń kulturalnych i festiwali, zrozumiałam, że to właśnie człowiek i jego historia są dla mnie najważniejsze. To więc chyba nie przypadek, że zaczęłam pracę w dziennikarstwie... 


W wolnych chwilach (jeśli jakaś się znajdzie... :)) nałogowo pochłaniam książki (kryminałom mówię nie, ale mocno kibicuję nowej, polskiej prozie) i z aparatem poznaję nasze piękne województwo lubuskie. Chętnie dzielę się urodą regionu na łamach "Gazety Lubuskiej" i portalu "Nasze Miasto". Nie boję się też pokazywać, co jeszcze mogłoby się tutaj zmienić. I to właśnie przynosi mi największą satysfakcję w pracy. Gdy uda się choć trochę ulepszyć otaczającą nas rzeczywistość. 


Czy w Twojej okolicy dzieje się coś ważnego? Masz sprawę, która Twoim zdaniem powinna zostać opisana w naszej gazecie? A może masz jakiś kłopot, który należy rozwiązać? Śmiało! Skontaktuj się ze mną, postaram się zająć danym tematem.


Kontakt do mnie: natalia.dyjas@polskapress.pl


Telefon: 68 324 88 44 lub: 510 026 978.

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.