Padła lipa, padł dąb

Czytaj dalej
Fot. Fot. MARIUSZ KAPAŁA
Szymon Kozica

Padła lipa, padł dąb

Szymon Kozica

Zielona Góra. - To barbarzyństwo! - denerwuje się pan Jan na widok wycinki lipy i dębu. - Robię to ze względów bezpieczeństwa - broni się pan Edward.

O wycince dowiedzieliśmy się w środę (1 matrca) od pana Jana z ul. Kukułczej w Zielonej Górze (dane do wiadomości redakcji). Nasz Czytelnik po godzinie 8 jechał autobusem na działkę i spostrzegł, że przy posesji przy ul. Jędrzychowskiej pracują pilarze.

Za wycięcie dębu właściciel posesji musiał zapłacić firmie około 2000 złotych

Docieramy na miejsce, rosnąca przy ulicy okazała lipa jest już wycięta. Widać, że w środku spróchniała. Przy pniakach spotykamy... policjantów. Aspirant Paweł Klementowicz mówi nam, że pojawili się tu po sygnale od dyżurnego, który odebrał telefon od osoby zaniepokojonej działaniami pilarzy. - Mam udokumentować stan faktyczny. Zmierzyć, sfotografować - wyjaśnia policjant. Zebrane materiały przekaże kolegom z dochodzeniówki.

Tymczasem pilarze ostro pracują już przy wycince potężnego dębu z tyłu poniemieckiego domu, który ma grubo ponad 100 lat. W oczy rzucają się stare okiennice z wyciętym serduszkiem... Pojawia się Edward Nowak, właściciel posesji, który mieszka tu od 1960 roku. Zgadza się na rozmowę. - Robię to ze względów bezpieczeństwa - podkreśla. - Dlaczego? W latach 70. jedna gałąź z tego dębu poleciała na dom i zawalone pół dachu. Żadnego odszkodowania rodzice nie dostali, bo nie było huraganu czy burzy.

Pan Edward twierdzi, że dąb zbadali specjaliści i ocenili, że „w 30 procentach jest w środku pusty”. Dodaje, że wycięcie tego jednego drzewa będzie go kosztowało około 2000 złotych. I że drewna nie zamierza sprzedawać, nie chce na tym zarobić. - Nie jestem zwolennikiem wycinania. Robię to ze względów bezpieczeństwa - powtarza i wskazuje dąb rosnący obok: - To pomnik przyrody, z którego jestem bardzo dumny.

- To jest barbarzyństwo! To się w głowie nie mieści! - denerwuje się pan Jan z ul. Kukułczej. - Niemcom te drzewa nie przeszkadzały, komunie nie przeszkadzały... A teraz wszystko pójdzie pod topór! Sprawdźcie to. Sprawdźcie, czy ten człowiek mógł wyciąć te drzewa.

Sprawdzamy. Dzwonimy do Artura Maja, szefa biura zarządzania zielenią w urzędzie miasta. Ale to nie takie proste. Żeby porozmawiać, najpierw musimy uzyskać na to zgodę jego zwierzchnika, czyli dyrektora departamentu przedsiębiorczości i gospodarki komunalnej. Uff, udaje się.

Kierownik Maj sięga do przepisów dotyczących „drzew lub krzewów, które rosną na nieruchomościach stanowiących własność osób fizycznych i są usuwane na cele niezwiązane z prowadzeniem działalności gospodarczej”. Innymi słowy: pan Edward miał prawo wyciąć lipę i dąb na swojej posesji.

Ale jest jeszcze jeden ważny aspekt tej sprawy. Od 1 marca, czyli od wczoraj, obowiązuje okres lęgowy ptaków. I nie można wycinać drzew, na których swoje gniazda mają gatunki chronione.

Policjanci przyznają, że na lipie, która wczoraj poszła pod topór, żadnych gniazd i dziupli nie zlokalizowali, choć zaznaczają, że specjalistami w tej dziedzinie oczywiście nie są. Kierownik Maj dodaje, że podczas „pobieżnych oględzin” stwierdzono, że „w koronach drzew nie było gniazd ptaków”. Zauważa też, że „były ubytki w drzewie”, ale pracownicy biura nie są ornitologami, żeby dokonać fachowej oceny w tej kwestii.

A właściciel posesji, który decyduje się na wycinkę, bierze na siebie odpowiedzialność za ewentualne ryzyko.

Aspirant Paweł Klementowicz policja zielona góra
Fot. MARIUSZ KAPAŁA Aspirant Paweł Klementowicz z zielonogórskiej policji wczoraj mierzył i fotografował pnie ściętej lipy przy ul. Jędrzychowskiej. Zebrane materiały przekaże kolegom z dochodzeniówki
Szymon Kozica

Z „Gazetą Lubuską” jestem związany od lipca 2000 roku - wtedy przyszedłem na praktyki do Działu Sportowego. Pracuję w redakcji w Zielonej Górze. Interesuję się sportem, ze szczególnym uwzględnieniem lekkiej atletyki i żużla, a także tym, co dzieje się w Zielonej Górze. Uwielbiam żywe lekcje historii, czyli wspomnienia Czytelników pochodzących z Kresów i nie tylko z Kresów. Czas wolny chętnie spędzam z książką w ręku. Moim ulubionym autorem jest Gabriel García Márquez, który o sobie mówił tak: „W gruncie rzeczy nie jestem ani nie będę nikim więcej niż jednym z szesnaściorga dzieci telegrafisty z Aracataki”.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.