Paweł Zacharek - nasz gondolier znad Warty

Czytaj dalej
Fot. Tomasz Rusek
Tomasz Rusek

Paweł Zacharek - nasz gondolier znad Warty

Tomasz Rusek

Dziś w cyklu "Hej, cokoły" opisujemy Pawła Zacharka. Legendarnego gorzowskiego przewoźnika przez Wartę. Jego rzeźba siedzi na łodzi na bulwarze przy Wildomie.

Dziś taki ktoś jak Paweł Zacharek nie miałby racji bytu. Tymczasem 70 lat temu był dla ludzi jedną z najważniejszych osób w mieście. I choćby dlatego zasłużył na pomnik - mówi o Pawle Zacharku Arkadiusz Grzechociński, jeden z inicjatorów upamiętnienia Zacharka.

Oryginalna rzeźba człowieka w łodzi została dziewięć lat temu odsłonięta na bulwarze koło Wildomu. Bo niedaleko był mostek, skąd Zacharek zabierał ludzi swoją łodzią na drugi brzeg. Dlaczego był tak ważną postacią dla Gorzowa?

Silny i uprzejmy

Paweł Zacharek urodził się w grudniu 1916 r. koło Bydgoszczy. Jego ojciec trzymał tam swoje barki. Do Gorzowa Zacharek przybył jako 29-latek w 1945 r., choć miasto znał wcześniej od strony rzeki: pływał przez niemiecki wtedy Landsberg barkami. Jaki był?

- Uprzejmy, rzeczowy, bardzo silny, choć raczej szczupły. Często korzystaliśmy z jego usług przewozu przez Wartę. Zwłaszcza gdy na Zawarciu był mecz żużlowy - wspomina dziś gorzowianin Bernard Kukucki.

Jak usługa wyglądała? - Zwyczajnie. Podchodziło się do łodzi, płaciło... teraz nie pamiętam, ile - i już. Na samym początku nie było chyba biletów. Potem się pojawiły. Na początku też Zacharek wiosłował ręcznie, wiosłami. Potem dopiero, jakoś pod koniec lat 50., pojawiła się łódź motorowa - wspomina Kukucki. Tak było. Zacharek nazwał łódź Ksenia - od imienia ukochanej żony.

Kukucki pamięta Zacharka jako człowieka raczej milczącego. - Choć my z kolegami byliśmy wtedy młodzi i zwyczajnie gadaliśmy podczas podróży ze sobą. Może dlatego do nas za dużo nie mówił - zaznacza ze śmiechem. Przeprawa przez Wartę trwała kilka chwil. I już po chwili łódź zaczynała kurs powrotny.

Kurt Mazur nie tylko z Zacharkiem pływał (głównie po żużlu - w drodze do centrum), ale też zrobił mu kilka zdjęć podczas pracy. - Brał chyba wtedy 50 gr za przejazd. Podziwiałem jego siłę i spryt. Ponieważ, pomimo dosyć mocnego nurtu, całe godziny wiosłował tam i z powrotem - opowiada Mazur z szacunkiem.

Z racji tego, że gorzowski przewoźnik po Warcie mieszkał na barce - choć miał też adres przy ul. Fabrycznej - zdarzało mu się też ratować tonących. Sprawnie wyciągał ich z wody… bosakiem. Nic za to nie brał w zamian. Tak rodziła się jego legenda: ciężko pracującego, pomocnego, odważnego i sympatycznego przewoźnika.

Kładka była końcem

- Zaraz, zaraz. Ale dlaczego ludzie po prostu nie korzystali z mostu? - może ktoś zapytać.

Po pierwsze: nie było wtedy sprawnej komunikacji miejskiej. Po drugie: problemy były z mostem. W styczniu 1945 r. został wysadzony przez wycofujących się Niemców. Potem Rosjanie zbudowali most pontonowy, który udostępnili cywilom, a nawet powstał tymczasowy most drewniany, ale wiosną 1947 r. uszkodziła go kra. I tak naprawdę solidny most był dopiero od 1951 r. Ale… nie wszystkim pasował. Dla wielu szybszym sposobem pokonania rzeki była łódź Zacharka. Pływała do połowy lat 60., gdy przy moście kolejowym zbudowano kładkę dla pieszych - wtedy usługi gondoliera nie miały już wzięcia.

Zofia Bilińska, która jest autorką pomnika Zacharka zdradza, że wzorowała się na zdjęciach. - Długo pracowałam nad twarzą. By oddać te spojrzenie, minę. Wiedziałam też, że muszę mieć doskonałego modela do odwzorowania sylwetki. Mało kto wie, że pozował mi rozebrany do połowy dr Piotr Żurek z AWF-u. Siadał, ściągał koszulkę, łapał za kije, które imitowały wiosła i napinał mięśnie. Pomagał mi kilka miesięcy - wspomina z uśmiechem rzeźbiarka.

Zacharek, gdy skończył łódkowy biznes, został na wodzie. Zdobył stopień kapitana i pływał w Żegludze Bydgoskiej, głównie na Zachód. W latach 80. przeszedł na emeryturę i na dobre zamieszkał w Gorzowie. I tu zmarł w 1991 r. - Dobrze, że ma pomnik - mówi Kukucki.

Zofia Bilińska
Tomasz Rusek Autorka rzeźby Zofia Bilińska przy modelu pomnika. - Długo pracowałam nad twarzą Pawła Zacharka - mówi artystka
Tomasz Rusek

Najwięcej moich tekstów znajdziecie obecnie na stronie międzyrzecz.naszemiasto.pl. Żyję newsami, ciekawostkami, inwestycjami, problemami i dobrymi wieściami z Międzyrzecza, Skwierzyny, Trzciela, Przytocznej, Pszczewa i Bledzewa.
To niezywkły powiat, moim zdaniem jeden z najpiękniejszych (i najciekawszych!) w Lubuskiem. Są tam też wspaniali ludzie, z którymi mam szansę porozmawiać na facebookowym profilu Głos Międzyrzecza i Skwierzyny. Wpadnijcie tam koniecznie. Udało się nam stworzyć wraz z ponad 15 tysiącami ludzi fajne, przyjazne miejsce, gdzie znajdziecie newsy, piękne zdjęcia, relacje z ważnych wydarzeń i - codziennie! - najnowszą prognozę pogody. Bo od pogody zaczynamy dzień.


Staram się pilnować najważniejszych spraw i tematów. Sporo piszę o:


jeziorze Głębokim, o inwestycjach, czy atrakcjach turystycznych, ale poruszamy (MY - bo wiele tematów do załatwienia i opisania podpowiadacie Wy, Czytelnicy) dziesiątki innych spraw. 
Dlatego przy okazji wielkie dzięki za Wasze komentarze, opinie, zaangażowanie i wsparcie.



Zdarza się też, że piszę o Gorzowie. To moje rodzinne miasto, które - tak lubię myśleć - znam jak własną kieszeń. Cały czas się zmienia, rozbudowuje, wiecznie są tu jakieś remonty i inwestycje, więc pewnie jeszcze przez lata nie zabraknie mi tematów!



 


Do Gazety Lubuskiej (portal międzyrzecz.naszemiasto.pl jest jej częścią) trafiłem niemal 20 lat temu. Akurat zakończyłem swoją kilkuletnią przygodę z Radiem Gorzów i Radiem Plus, więc postanowiłem się sprawdzić w słowie pisanym (choć mówione było świetną przygodą). I tak się sprawdzam, i sprawdzam, i sprawdzam. Musicie bowiem wiedzieć, że Lubuska sprzed nastu lat i obecna to zupełnie inne gazety. Dziś, poza pisaniem, robimy zdjęcia, nagrywamy filmy, przygotowujemy relację. Żaden dzień nie jest takim sam. I chyba dlatego tak lubię tę pracę.

Lubię też:



  • jazdę na rowerze

  • pływanie

  • urlopy

  • gołąbki

  • seriale

  • lenistwo



nie przepadam za:



  • winem

  • górami

  • ogórkową

  • tłumem

  • hałasami

  • wczesnym wstawaniem (aczkolwiek nieźle mi wychodzi!)



OK, w ostateczności mogę zjeść ogórkową.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.