Prawdziwa miłość to jak szóstka wygrana w totka

Czytaj dalej
Maria Mazurek

Prawdziwa miłość to jak szóstka wygrana w totka

Maria Mazurek

- Poszukiwania prawdziwej miłości odbywają się metodą prób i błędów. Można jej jednak nigdy nie znaleźć - mówi prof. dr hab. Józef Lipiec, filozof, autor „Filozofii miłości”.

Po co filozof zajmuje się miłością?

Bo miłość to nie jest taka prosta sprawa.

Owszem. Ale nie trzeba znać, czytać dzieł filozofów, żeby poznać jej smak.

Filozofia na tym właśnie polega: na zajmowaniu się czymś, co jest dostępne dla każdego. Tylko że filozof będzie szukał ukrytych sensów, treści, czegoś, co nazywamy esencją, istotą rzeczy. Poza tym takie rozważania ostatecznie mają też pewien sens praktyczny: wyjaśniają mianowicie ludziom, dlaczego są szczęśliwi w miłości - jeśli są szczęśliwi - lub dlaczego ich miłość kończy się niepowodzeniem, destrukcją. Bo trzeba zdać sobie sprawę, że miłość jest siłą tak potężną, jak w przyrodzie grawitacja. Może spowodować wzniesienie człowieka na wyżyny tego, co nazywa się szczęściem, ale może go też pociągnąć na samo dno, unicestwić. Najwięcej samobójstw popełnia się z miłości właśnie.

Czy zatem Pan uważa, że jeśli nie kochamy, to nie możemy być w pełni szczęśliwi?

Nie wystarczy kochać. W miłości możliwe są trzy możliwości: albo kochamy, jesteśmy tą stroną, która tworzy miłosną rzeczywistość, albo jesteśmy kochani, wypełnieni miłością drugiej osoby - bo bywają przecież miłości bez wzajemności. Jest wreszcie i trzeci przypadek - i dopiero on może nas wznieść na wyżyny tego szczęścia - kiedy miłość tworzy zamknięty układ wzajemnego dawania. I miłość wzajemna jest bardzo rzadkim zjawiskiem.

Miłość od pierwszego wejrzenia? Takie przypadki się zdarzają. Tyle że częściej w filmach niż w życiu.
Józef Lipiec - naukowiec, filozof, nauczyciel akademicki, propagator idei olimpijskiej, publicysta, turysta. Urodził się w 1942 roku w Nowym Sączu. Mając 17 lat, rozpoczął studia filozoficzne na UJ pod opieką wybitnego fenomenologa, prof. Romana Ingardena. Wykłada na UJ i AWF w Krakowie.

Jest Pan pesymistą.

Realistą. Wzajemna miłość zdarza się stosunkowo rzadko. Wtedy tworzy się coś, co możemy nazwać synergią miłości. Polega to na tym, że jeśli dwie osoby się kochają, to wytwarza się znacznie większa energia niż wynosi suma ich pojedynczych energii. Dlatego dopiero miłość synergiczna - czy, mówiąc prościej, wzajemna - dostarcza nam największego poziomu radości. Tylko wtedy żyjemy pełnią życia. Jeśli ktoś jest tego pozbawiony, musi szukać środków zastępczych. O dwóch połówkach snuł opowieść Arystofanes w „Uczcie” Platona. Człowiek pełny to jest człowiek zespolony z drugim, sobie przeznaczonym.

Opowieść Arystofanesa nie jest dla mnie przekonująca, bo zakłada, że mamy tylko jedną połówkę. A skoro tak - to ona nawet nie musi żyć w tym momencie, kiedy my. Nawet jeśli żyje w tym samym czasie, szanse, żeby na nią trafić, są marniejsze niż szanse na to, żeby trafić szóstkę w totka.

W istocie tak jest. Rozważam więc również ten problem. Znalazłem nawet jego rozwiązanie, też w duchu platońskim. Mianowicie sądzę, że możemy w ciągu całego życia mieć tę drugą połówkę złożoną z kilku nam przeznaczonych ludzi. Przecież dziś ludzie często przeżywają w ciągu życia po trzy, cztery miłości - począwszy od tej szkolnej, po młodzieńczą, dojrzałą, po taką, która czasem zdarza się w starszym wieku i jest dopełnieniem życia. Jest oczywiście też możliwość, że ktoś spotka jedną miłość, z którą przejdzie przez całe życie - i ta pierwsza miłość będzie zarazem ostatnią. Ale to bardzo rzadkie.

Raz na tysiąc?

Nikt takich badań nie zrobił - nawet nie wiem, jak one miałyby wyglądać.

A zna Pan osobiście takie przypadki?

Kilka. Ślady takich miłości odnajdujemy też w literaturze. Autor najpiękniejszej książki o szczęściu, jaka kiedykolwiek powstała na świecie, Władysław Tatarkiewicz, w swojej autobiografii wyznał, że miał tylko jedną kobietę, jedyną miłość swojego życia, wielką i do końca - a żył bardzo długo, bo prawie sto lat. Mówię oczywiście cały czas o miłości, a nie o jednym z jej przejawów, jakim jest aktywność seksualna. Te dwie rzeczy należy od siebie oddzielić.

To dalej nie dało nam odpowiedzi na pytanie, jak tę połówkę znaleźć. Czy w ogóle możemy jakoś zwiększyć swoje szanse?

W lepszej sytuacji znajduje się ten, który zna siebie dobrze i wie, kogo szuka, niż ten, który błądzi po omacku. Łatwiej mają też ludzie z większymi możliwościami wyboru niż taki nieszczęśnik Adam, który w raju miał tylko jedną Ewę - i jeśli ona by nie była jego połówką, to wydarzyłby się dramat niespełnienia. Bo poszukiwania prawdziwej miłości odbywają się metodą prób i błędów - może to ten, a może ta, aż wreszcie trafia się na kogoś, kto jest najbliższy temu pożądanemu przeze mnie ideałowi. Ta druga połówka bowiem musi spełnić swoiste warunki. Po pierwsze, musi nam się podobać pod względem fizycznym, biologicznym, musi być dla nas reprezentantem męskości czy kobiecości. Po drugie, musimy mieć z nią pewną wspólnotę myśli, wartości, wspólnotę kulturową. Trudno sobie wyobrazić, by kochali się ludzie, którzy mają diametralnie różne poglądy na świat. I trzeci warunek, najtrudniejszy do uchwycenia, a zarazem najważniejszy - musimy mieć przekonanie, że to jest właśnie człowiek nam przeznaczony.

Że to „ten” albo „ta”?

Tak. I wtedy nawet jeśli coś się wydarzy, jeśli on się zmieni, jeśli zorientujemy się, że on pod żadnym innym względem nam nie odpowiada - i tak będziemy go kochać.

I przyjaciele będą nam mówić: „Daj sobie spokój, ślepy jesteś, nie pasujecie do siebie”. A my i tak swoje będziemy wiedzieć.

Ci przyjaciele często mają rację. Bywają złe miłości, które niszczą ich uczestników.

Tak zwane toksyczne.

Tak. Taka miłość może nawet posunąć się do granic zbrodni. Oczywiście, dziś wiemy, że tam w grę wchodzi dużo różnych czynników: zazdrość, kompleksy, zaburzenia psychiczne. Czasem to jest nawet „poza nami”. Otello musi udusić swoją ukochaną Desdemonę, nie ma wyjścia... Dziś również słyszymy o przypadkach nękania, stalkingu. Jeszcze więcej jest sytuacji, które nie podlegają pod skrajną ocenę prawno-moralną, ale jednak powoli, prawie niezauważalnie, niszczą jej uczestników. To na przykład małżeństwa, które trwają latami, opierając się na ukrytej wzajemnej niechęci.

Założyć rodzinę z czystej kalkulacji i potrzeby rodzicielstwa, a skrycie czekać na to, że może jednak miłość przyjdzie później? Przecież to nieuczciwe.

Można też zostać samemu. Wyjść z założenia, że skoro nie ma miłości, to i nie ma sensu organizowania sobie życia z kimś, kogo się nie kocha. Jeśli mamy w życiu pecha i nie trafiamy na miłość - bo ostatecznie, zgodnie z platońskim mitem połówek, to Eros decyduje, czy ludzi na siebie naprowadzić - a jedynie na jej namiastkę, to nie dziwmy się, że z takiego półśrodka szczęścia nie osiągniemy.

To chyba najczęstszy błąd w miłości: zdaje nam się, że ona została dana raz na zawsze. „I żyli długo i szczęśliwie”.

A miłość nie została dana raz na zawsze. Miłość powstaje w czasie i przez czas może być ograniczona. Prościej: może się skończyć. Z różnych powodów - może po prostu zgasnąć albo zapłonąć gdzieś indziej. W obrębie pięknej, harmonijnej, dwustronnej miłości nagle pojawia się ktoś trzeci. I to powoduje dramaty życiowe.

Kiedyś większość małżeństw była aranżowana. Takie związki były często udane, trwałe. Może małżeństwa z kalkulacji takie złe nie są?

W różny sposób można dochodzić do miłości. Bywają miłosne związki, które miały swój początek w przypadkowym seksie, niemającym z miłością nic wspólnego. Są i związki, które rodzą się nawspólnych zainteresowaniach, na przyjaźni, która później przekształca się w miłość. Historia dojścia do miłości może być długa, pokrętna i zaskakująca. Oczywiście to zupełnie niehollywoodzkie, ale zdarza się. Na filmach ludzie spotykają się, wpatrują w siebie i już wiedzą, że chcą być z sobą. Podobnie było w przypadku Romea i Julii, których cała historia trwała dwie doby. Jedno spojrzenie i wiadomo.

Mówimy cały czas o filozofii miłości. Ale z biologicznego punktu widzenia miłość nie istnieje, a jeśli nawet, to jest niczym innym jak wyrzutem hormonów i neuroprzekaźników, który służy jednemu: zachęceniu nas do przedłużania gatunku.

Można powiedzieć, że to również jest prawda. Kiedy kochamy, zmienia się nasza fizjologia, nasze ciało wydziela inne substancje chemiczne niż wtedy, kiedy jesteśmy obojętni uczuciowo. Tylko że miłość należy do innego porządku - do porządku relacji między ludźmi. Miłość jest czymś ponadbiologicznym. Jest dawaniem drugiemu człowiekowi tego, co najbardziej wartościowe. Jest wyjściem poza siebie.

Do takich pięknych wniosków może dojść filozof, może dojść poeta, pisarz, może nawet psycholog. Ale biolog i tak skwituje je krótko: chodzi o prokreację.

Bo biolog czy chemik jest od tego, żeby w swoim języku opisywać - lub próbować opisać - pewne sytuacje. Ale miłość jest czymś, czego językiem biologii opisać się nie da. Tym językiem możemy skończyć na orgazmie albo zapłodnieniu. A miłość jest czymś znacznie ważniejszym. Jest w miłości potężny sens egzystencjalny: miłość ma jej uczestników wzmocnić w istnieniu.

Maria Mazurek

Jestem dziennikarzem i redaktorem Gazety Krakowskiej; odpowiadam za piątkowe, magazynowe wydanie Gazety Krakowskiej. Moją ulubioną formą jest wywiad, a tematyką: nauka, medycyna, życie społeczne. Jestem współautorką siedmiu książek, w tym czterech napisanych wspólnie z neurobiologiem, prof. Jerzym Vetulanim (m.in. "Neuroertyka" i "Sen Alicji"), kolejne powstały z informatykiem, prof. Ryszardem Tadeusiewiczem i psychiatrą, prof. Dominiką Dudek. Moją pasją jest łucznictwo konne, jestem właścicielką najfajniejszego konia na świecie.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.