Putin naśladuje Stalina i Hitlera. Rosja to już państwo totalitarne

Czytaj dalej
Fot. Fot. East News
Grzegorz Kuczyński

Putin naśladuje Stalina i Hitlera. Rosja to już państwo totalitarne

Grzegorz Kuczyński

Tak jak kiedyś Józef Stalin rozpętał represje wobec „wrogów ludu”, tak dziś jego fan Władimir Putin zapowiada rozprawę ze „zdrajcami narodu”. Oczywiście stosowane narzędzia nie są podobne, ale w sferze propagandy i ideologii niewątpliwie Putin wprowadził współczesną Rosję w fazę totalitarną, gdzie państwo przejmuje nad społeczeństwem kontrolę absolutną.

Rosyjskie władze ostro rozprawiają się z wszelkimi przejawami sprzeciwu czy choćby krytyki wobec wojny na Ukrainie od pierwszych godzin inwazji. Zaostrzane są drakońsko prawo administracyjne i kodeks karny, policja i śledczy jeszcze nigdy nie byli tak brutalni, zaś prokremlowscy celebryci dokonują „na żywo” linczu medialnego na wszystkich, którzy nie wspierają wystarczająco entuzjastycznie „operacji specjalnej” i polityki Pierwszej Osoby. Zresztą sam przywódca podjudza swoich zwolenników, wygłaszając tyrady przeciwko „szumowinom i zdrajcom” oraz wzywając Rosjan do „wypluwania ich jak muchy, które przypadkowo wpadną do ust”. Kiedyś niemieccy hitlerowcy malowali na murach żydowskich domów gwiazdy Dawida, dziś rosyjscy putiniści malują literę Z na drzwiach krytyków wojny z Ukrainą.

Tak właśnie mówił podczas wideokonferencji z członkami rządu 16 marca (zapewne spotkanie to z tej racji zapisze się w historii). - Jestem przekonany, że naturalne i konieczne samooczyszczenie się społeczeństwa tylko wzmocni nasz kraj, naszą solidarność, spójność i gotowość do odpowiedzi na wszelkie wyzwania – tak Putin sączył jad nienawiści do tych, którzy nie zgadzają się ze współczesnym totalitaryzmem, który stworzył. Takie słowa to przyzwolenie na polowanie na „piątą kolumnę”, to wręcz sygnał do szukania winnych i rozpętania jeszcze większego terroru. I nie tylko zwykłych Rosjan do dotyka i dotknie. Nie jeden oligarcha, urzędnik czy oficer powinien się teraz zacząć bać. Można się spodziewać całej serii pokazowych śledztw i procesów „zdrajców narodu” wywodzących się z obecnej elity – jak za Stalina.

...a paragraf się znajdzie

Już pierwszego dnia inwazji, 24 lutego, w kilkudziesięciu rosyjskich miastach odbyły się protesty przeciwko wojnie z Ukrainą. Największe w Moskwie i Sankt Petersburgu, wzięło w nich udział kilka tysięcy osób. Tego dnia, jak podaje OWD-Info, grupa aktywistów od lat monitorująca polityczne represje w putinowskiej Rosji, w całym kraju zatrzymano ponad 1700 osób. Przez miesiąc wojny w Rosji zatrzymano ponad 15 tys. osób. Protesty trwają sporadycznie w różnych miastach do dnia dzisiejszego, ale to niewielkie, często indywidualne akcje. Nie każdy chce ryzykować długoletniego pobytu za kratkami. Teraz za sam udział w pokojowej demonstracji antyrządowej można powędrować do kolonii karnej na 15 lat.

Czwartego marca znowelizowano kodeks karny wprowadzając surowe kary za „celowe rozpowszechnianie fałszywych informacji na temat aktywności Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej”. Taką „fałszywą informacją” ma być choćby nazywanie działań na Ukrainie wojną a nie operacją specjalną. Z kolei za wzywanie obcych państw lub organizacji międzynarodowych do nakładania politycznych lub ekonomicznych sankcji na rosyjskich obywateli lub spółki za pierwszy razem grozi kara administracyjna (grzywna), za recydywę już odpowiedzialność karną przewidziano. Czyli grzywna do pół miliona rubli, areszt do 6 miesięcy lub kolonia karna do lat trzech.

W samym Kaliningradzie obecnie toczy się ponad pół setki postępowania administracyjnych na podstawie ustawy „O walce z dyskredytacją sił zbrojnych”, przyjętej 4 marca. 18 marca siły bezpieczeństwa w Pskowie rozpoczęły o tej samej godzinie przeszukania w biurach i domach grupy prominentnych lokalnych polityków i dziennikarzy oraz ich krewnych. Powód? Krytyczne komentarze do zachowania miejscowego gubernatora ws. strat wojennych Rosji na Ukrainie (chodziło o poległych z obwodu pskowskiego).

Radio Liberty przytacza zaś historię prawniczki i liberalnej aktywistki Mariny Sawiatejewej z Czyty, która trafiła do więzienia na 10 dni, skazana w trybie administracyjnym za „popularyzowanie” symboli nazistowskich. Jej jedyną zbrodnią było podanie dalej w mediach społecznościowych postu prof. Olega Kuzniecowa. Ten historyk z Czyty zauważył zadziwiające podobieństwo między obecnym wojennym symbolem Rosji – czyli stylizowaną łacińską literą Z - a oficjalnymi insygniami 4. zmotoryzowanej dywizji Waffen SS podczas II wojny światowej. Co więcej, Sawiatejewa nie podała dalej tego postu bezpośrednio od Kuzniecowa, dla od byłej regionalnej minister, znanej polityk w Czycie, politycznie absolutnie lojalnej wobec reżimu. A i ta była minister dostała trzy dni aresztu za promowanie symboliki nazistowskiej. Sawatiejewa zaś i tak uważa się za szczęściarę, że opublikowała swój post przed uchwaleniem nowej ustawy o "dyskredytowaniu sił zbrojnych", a także podobnej ustawy karnej, za którą grozi do 15 lat więzienia.

Kłamstwa

Przemilczanie, dezinformacja, propaganda – to Rosjanie otrzymują w wiadomościach dotyczących wojny z Ukrainą i konfliktu Moskwy z Zachodem. W państwowych kanałach telewizyjnych wojna jest określana jako "operacja specjalna", a Ukraińcy "radośnie witają" okupantów. Odpowiedzialna za cenzurę agencja rządowa Roskomnadzor już 1 marca zablokowała strony internetowe kanału telewizyjnego Dożd i stacji radiowej Echo Moskwy, którą również odłączono od nadajników. Stało się to na wniosek Prokuratury Generalnej, która oskarżyła te dwa ostatnie w miarę niezależne media tradycyjne w Rosji o publikowanie nieprawdziwych informacji na temat działań armii rosyjskiej na Ukrainie. Co więcej, Roskomnadzor formalnie zobowiązał wszystkie media pisać o wojnie z Ukrainą „tylko na podstawie oficjalnych źródeł rosyjskich”.

Strony internetowe mediów zachodnich, jak i rosyjskich działających z zagranicy (np. portal Meduza z siedzibą na Łotwie) są blokowane przez władze na terenie Rosji. Jeśli w ogóle Rosjanie mogą dowiedzieć się czegoś prawdziwego o wojnie (a większość chyba nawet tego nie chce…), to pozostają internetowe social media. Tyle że nie wszystkie. Odcięto Rosjan od Twittera, Facebooka czy Instagrama, zaś 21 marca moskiewski sąd uznał firmę Meta Platforms Inc. (właściciela dwóch ostatnich mediów) za organizację ekstremistyczną, co oznacza zakaz działalności w Rosji. Działają oczywiście rosyjskie sieci społecznościowe (Vkontakte, Odnokłassniki) i komunikatory (Telegram). Od dawna lojalnie współpracujące ze służbami i na żądanie dostarczające bezpiece wszystkie dane. Do tego nie wolno zapominać o działającym na rzecz władz Systemie Informacyjno-Analitycznym „Prizma”, który akumuluje i analizuje informacje o aktywności użytkowników sieci społecznościowych w Rosji.

Nagonka i eksodus

Reżim od lat zbierał informacje o swych krytykach, a jak do tego dodać te dane pozyskiwane z social mediów, to można rzec, że doskonale wie „co w trawie piszczy”. I nawet jeśli nie ma pretekstu, by uderzyć w określonego „zdrajcę”, to są inne sposoby. Tzw. nieznani sprawcy malują sprayem symbole Z i dopisują „zdrajca” na drzwiach mieszkań i murach domów aktywistów antywojennych, przeciwników wojny z Ukrainą, krytyków Putina i generalnie wszystkich tych, na których pada choćby cień posądzenia o „zdradę narodową” - wystarczy być więc np. w miarę znanym ekonomistą o poglądach liberalnych lub duchownym nie dość żarliwie modlącym się za Putina, Szojgu i żołnierzy walczących na Ukrainie. Nawet gdy poszkodowani zgłaszają sprawę na policję, nawet jeśli przynoszą dane sprawców, śledczy nic z tym nie robią.

Nie wszyscy są gotowi ryzykować pozostanie w kraju, który coraz bardziej przypomina hybrydę stalinowskiego Związku Sowieckiego z niemiecką III Rzeszą. Ale i tak ci prześladowani to mniejszość uciekinierów. Inwazja na Ukrainę skłoniła dziesiątki tysięcy Rosjan należących do klasy średniej do nagłej ucieczki za granicę w obliczu ponurej przyszłości w ich coraz bardziej izolowanej ojczyźnie. Boją się gospodarczych i politycznych skutków wojny, a mężczyźni także możliwości wysłania na front. Ale nie jest łatwo przedostać się na Zachód, który zerwał faktycznie połączenie lotnicze z Rosją i drastycznie ograniczył wydawanie wiz Rosjanom. Rosjanie wyjeżdżają więc do krajów, do których nie są wymagane wizy, takich jak kraje byłego ZSRR: Armenia, Gruzja i Kirgistan. Turcja jest głównym celem podróży ze względu na bezpośrednie loty, ruch bezwizowy i liczną społeczność rosyjskojęzyczną. Osoby dysponujące większymi zasobami finansowymi wyjeżdżają do Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Największą falę wyjazdów spowodowały na początku marca, plotki, że Putin wprowadzi stan wyjątkowy w kraju. To by oznaczało mobilizację mężczyzn do wojska i zamknięcie granic. Nie są znane dokładne liczby jeśli chodzi o ten eksodus, ale już w ciągu pierwszych dwóch tygodni marca, a więc po pojawieniu się plotek o stanie wojennym, Rosję miało opuścić nawet ponad 200 tys. ludzi. A należy pamiętać, że to głównie tzw. klasa średnia, ludzie wykształceni i często z dobrym zawodem w ręku.

Przez autorytaryzm do totalitaryzmu

Do niedawna za wzorcowe i właściwie jedynie na świecie państwo totalitarne uznawano Koreę Północną. Nawet komunistyczne Chiny, po dekadach zmian gospodarczych, trudno było uznać za totalitaryzm (choć pod rządami Xi Jinpinga mamy pod tym względem do czynienia z pewnym krokiem wstecz). Dziś Rosja stała się już de facto państwem totalitarnym. Skoro państwo sprawuje 99,9% kontroli nad informacją. Skoro realna opozycja została unicestwiona, a ostatni cios zadano jej w 2021 roku po uwięzieniu Nawalnego. Skoro zdecydowana większość społeczeństwa szczerze popiera władzę i jej wojnę. Skoro gospodarka z każdym dosłownie dniem zmienia się w izolowaną wysepkę na oceanie globalnej ekonomii. Skoro władza stosuje coraz ostrzejsze represje i działa zgodnie z zasadą „dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie”.

Terror jest coraz większy z dnia na dzień. W pewnym sensie – jak zauważa analityk Andriej Kolesnikow – Putin rozpoczął 24 lutego wojnę na dwa fronty. Jeden to Ukraina, drugi to walka z własnym społeczeństwem. Różnica jest tylko taka, że Ukraina broni się jak jeden mąż. Rosjanie w zdecydowanej większości nie. A ci, którzy nie chcą podporządkować się nowym (choć przecież spodziewanym) regułom, w większości wolą uciekać niż walczyć.

[polecane]22678625, 22678947, 22678541, 22677763[/polecane]

Grzegorz Kuczyński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.