Radni z Bojadeł mówią „nie” dla przystani

Czytaj dalej
Fot. Mariusz Kapała, GL
Anna Chreptowicz

Radni z Bojadeł mówią „nie” dla przystani

Anna Chreptowicz

- Przystań? Świetna sprawa. Ale nie w sytuacji, gdy budżet jest w opłakanym stanie - mówią radni i nie zgadzają się na budowę.

Kiedy w zeszłym roku rozpoczęła się realizacja projektu budowy dziesięciu małych przystani, powstających w dziesięciu nadodrzańskich miejscowościach, Grzegorz Doszel, wójt gminy Bojadła, pomyślał... „a dlaczego i u nas nie miałaby powstać taka przystań”? I rozpoczął starania o to, by również Bojadła zostały włączone do projektu. Z prośbą o włączenie do „szlaku niewielkich przystani” zwrócił się więc do władz miasta Nowa Sól, które jest koordynatorem całego projektu.

- Nie dość, że w naszej gminie jest najdłuższy odcinek Odry, to jeszcze jesteśmy zdecydowanie najlepiej przygotowani do realizacji projektu - mówi Grzegorz Doszel. - Mamy doprowadzoną drogę, prąd. Wszystko jest przygotowane pod budowę. We wsi stoi też piękny pałac, który w przyszłości będzie wspaniałą atrakcją turystyczną. A to właśnie turystyka jest naszą szansą na rozwój. No i, co najważniejsze, przystani chcą też mieszkańcy - dodaje.

Faktycznie, osoby z którymi rozmawialiśmy, na pomysł budowy przystani patrzą z przychylnością. - Zastanawiam się tylko, co ci turyści mieliby u nas oglądać - przyznaje pani Jadwiga.

23 grudnia wójt podpisał porozumienie z urzędem miasta w Nowej Soli i zobowiązał się, że gmina zapłaci 65 tys. zł na projekt przystani. Budowa miałaby być dofinansowana w 85 proc., choć - jak mówi wójt - najprawdopodobniej byłaby dofinansowana w 99 proc. - Dajmy więc na to, że przystań kosztuje milion, nasza gmina dokłada jedynie 10 tys. zł. A co to jest przy korzyściach, jakie spłyną na nas dzięki przystani - dodaje pytająco.

Jednak na ostatniej sesji rady gminy siedmiu radnych opowiedziało się przeciwko budowie przystani. Stanowiąc większość, podjęli uchwałę wycofującą porozumienie pomiędzy Bojadłami i Nową Solą wprawiając tym samym wójta w zdumienie. - Nie rozumiem, dlaczego to zrobili. Takie zachowanie sprawia, że stajemy się gminą niewiarygodną, która najpierw zabiega o włączenie w projekt, a potem sama się z niego wypisuje - bulwersuje się wójt i próbuje negocjować z radnymi. Ci są jednak nieugięci. - Dlaczego tak zagło-sowaliśmy? Odpowiedź można znaleźć przejeżdżając przez nasze wioski, w których drogi są tragiczne - mówi radny Robert Kubik. - Sprawa przystani ciągnie się już od września. Wójt mówił najpierw o 300 tys. zł kosztów, potem nagle o 600 tys. zł. Nas zwyczajnie na to nie stać! Budżet jest w opłakanym stanie, nie mamy nawet na fundusze sołeckie. A tu trzeba mieć przecież wkład własny. A potem na zwrot wkładu czeka się nawet dwa lata - dodaje.

Podobnego zdania jest radna Natalia Bar. - Gmina jest tak zadłużona, że kolejny kredyt nas pogrąży. Uważam, że jest to inwestycja nieadekwatna do naszych potrzeb - tłumaczy. Zdaniem radnej gmina nie jest na tyle atrakcyjna turystycznie, by budować w niej przystań. A wyniki ankiety tłumaczy następująco: - Nasza gmina liczy ok. 3.300 mieszkańców. Tych 125 osób było przepytanych podczas gminnego Dnia Kobiet. W porównaniu z całością ta liczba naprawdę niewiele znaczy. Poza tym ludziom mówi się tylko, że powstanie piękna przystań. O ewentualnych kosztach, jakie trzeba będzie ponieść już się milczy. Kiedy tłumaczę mieszkańcom, z czym wiąże się ta budowa, ich nastawienie od razu się zmienia - mówi radna.

Dla radnych, którzy zagłosowali przeciw budowie przystani, sprawa jest zamknięta. Gminy nie stać na budowę. Wójt z decyzją nie może się pogodzić i zapowiada, że będzie się starał przekonać radnych do jej zmiany.

Anna Chreptowicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.