Filip Pobihuszka

Rozdział pt. „Burmistrz” uważam za zamknięty

Krzysztof Grabka, 52 lata. Z czego 20 w samorządzie. Fot. archiwum GL Krzysztof Grabka, 52 lata. Z czego 20 w samorządzie.
Filip Pobihuszka

Rozmowa z Krzysztofem Grabką, byłym burmistrzem Wschowy, który 7 sierpnia wystartuje w wyborach uzupełniających do rady miasta i gminy.

Ciągnie pana jeszcze do polityki, do samorządu?
Bardziej ciągnie mnie do samorządu, niż do polityki. Nigdy w życiu nie należałem do żadnej partii politycznej, i na pewno w najbliższym czasie do żadnej się nie zapiszę. Swoją działalność społeczną zawsze traktowałem przez pryzmat małej ojczyzny i tego co wokół mnie, sąsiadów, znajomych, miejsca, w którym się urodziłem. Sam siebie zawsze określałem jako samorządowca, nie polityka. I temu chcę być wierny. W samorządzie spędziłem dwadzieścia lat swojego dorosłego życia, bo przez dwie kadencje byłem radnym, a przez trzy kolejne burmistrzem.

Czy ten start w wyborach uzupełniających będzie pierwszym krokiem do powrotu na fotel burmistrza?
Wiele osób o to pyta. Rozdział pod tytułem „Burmistrz” uważam za zamknięty. Dwanaście lat wystarczy. Gmina w wyborach powiedziała „Dziękujemy, zrobił pan swoje, pora na innych”. I na pewno będę chciał dać szansę innym. Natomiast praca w radzie ma zupełnie inny charakter.

Rozumiem, że pasowałaby panu właśnie taka praca z pozycji radnego?
Zdecydowanie. W tej chwili wróciłem do zawodu, jestem nauczycielem. Ponownie odnalazłem swoje powołanie i misję życiową, natomiast ze względu na swoje doświadczenie i znajomość spraw gminnych, myślę, że warto byłoby jeszcze w tej radzie popracować. I podnieść...

Poziom?
Część merytoryczną dyskusji. Chciałbym wnieść trochę doświadczenia, wiedzy, dyskusji na argumenty. Chciałbym twardo po ziemi stąpać i pokazywać rozwiązania, które będą dobrze służyły ludziom.

Ale widzi pan rzeczy w gminie, które wypadałoby poprawić?
Wiele takich rzeczy widzę! To jest temat rzeka. Gmina zajmuje się tak rozległym zakresem spraw, że nie sposób tego w kilka minut skomentować. Natomiast chciałbym, jeśli uda mi się wejść do rady, występować w roli... łącznika z przeszłością. Bo gmina to jest pewna ciągłość wydarzeń. Coś, co moi poprzednicy zbudowali było pomocne w mojej pracy burmistrza, ja z kolei coś tam dołożyłem od siebie, stworzyłem warunki do dalszej pracy. I tego mi dzisiaj trochę brakuje. Obecna pani burmistrz i jej zastępca dość lekko przekreślają to, co było do tej pory. Traktując to jako rzeczy złe i nieudane. I oni dopiero teraz podnoszą gminę z kolan, bo chyba nawet takiego określenia doszukałem się w ich wypowiedziach. I to świadczy o tym, że albo cynicznie i politycznie traktują tę sprawę, albo nie rozumieją samorządowych spraw. Nie można przekreślać dorobku pokoleń wschowian dla celów politycznych. Chciałbym bronić dobrego imienia poprzednich kadencji.

Widziałem sondę internetową na jednym z portali, która daje panu 66-proc. poparcie. A jak pan ocenia swoje szanse?
Miło mi to słyszeć, natomiast mam świadomość, że wybory dotyczą jednego okręgu, w skład którego wchodzi zaledwie kilka ulic. A sondzie internetowej nie wiemy kto odpowiada. Nie oceniam swoich szans. Po prostu chcę przypomnieć o sobie mieszkańcom tych konkretnych ulic i przekonać, że będę dobrze reprezentował ich w radzie miejskiej. A czynię to poprzez indywidualne rozmowy. I na tym się koncentruję. Każdy wynik przyjmę z pokorą. Oczywiście, skoro startuję, to wierzę w sukces. Ale daleki jestem od triumfalizmu i przekreślania szans mojego kontrkandydata.

Dziękuję za rozmowę.

Filip Pobihuszka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.