Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Szymon Kozica

Są tacy ludzie, o których nie wolno nam zapomnieć

Tadeusz Marcinkowski na cmentarzu w Kijowie-Bykowni, gdzie spoczywa jego ojciec Jan, zamordowany wiosną 1940 roku Fot. Archiwum rodzinne Tadeusz Marcinkowski na cmentarzu w Kijowie-Bykowni, gdzie spoczywa jego ojciec Jan, zamordowany wiosną 1940 roku
Szymon Kozica

W czwartek na cmentarzu w Zielonej Górze rodzina, przyjaciele, znajomi bliżsi i dalsi pożegnali Tadeusza Marcinkowskiego. - Szkoda, że tacy ludzie odchodzą - mówili

Tadeusza będę wspominał jako nieodżałowanego przyjaciela, Sybiraka, poetę, kronikarza, uczestnika wszystkich uroczystości patriotycznych - usłyszeliśmy w czwartek od Mariana Szymczaka, szefa Koła nr 8 Związku Sybiraków w Zielonej Górze. - Piękną książkę wydał o ludobójstwie na Kresach, która mogłaby być osnową filmu o Wołyniu. U Tadeusza ceniłem przede wszystkim przywiązanie do ojczyzny i do rodziny. Córka go uwielbiała, bo był wspaniałym człowiekiem. Cichym, spokojnym, zrównoważonym. Dziś będę go żegnał...

- Dziś pogrzeb. Będę, bo to nasz kolega ze Stowarzyszenia Pionierów Zielonej Góry. Przyjechał tutaj z Łucka i tutaj żeśmy się poznali. Tutaj chodził do szkoły, tutaj rozpoczął swoją pracę, swoją działalność - podkreślał Julian Stankiewicz, prezes Stowarzyszenia Pionierów Zielonej Góry. - Był też członkiem Rodziny Katyńskiej, Sybiraków, Lwowiaków... Stamtąd się wywodził, z Kresów. I wykazał wielką pasję: pisał, zbierał najróżniejsze dokumenty, poświęcił się temu. Wielki działacz, kolega, bardzo dobry człowiek. Każdy, kto się urodzi, musi zejść z tego świata. Szkoda, że tacy ludzie odchodzą...

Ach, Łucku, polski Łucku

Tadeusz Marcinkowski, rocznik 1932, urodził się w Łucku. Kochał to miasto, kochał Wołyń, kochał Kresy. - Bardzo dobrze mi było, świetnie w Łucku. Przede wszystkim zamek bardzo lubiłem, bo pod nim mieszkałem. Jak już troszeczkę wyrosłem, to chodziłem do kina na bajki Disneya. „Królewną Śnieżką...” byłem tak urzeczony, że zostałem na kilku seansach. A mama coraz bardziej przerażona czekała na mnie przed kinem... - opowiadał pan Tadeusz w artykule z cyklu „Wasze Kresy”, który w październiku 2013 roku ukazał się na łamach „Gazety Lubuskiej”.

Bardzo dobrze mi było, świetnie w Łucku. Przede wszystkim zamek bardzo lubiłem, bo pod nim mieszkałem

- Lubiłem też chodzić do kościoła, był niedaleko zamku. A po mszy na lody do słynnej cukierni Rozaliniego. Ojciec, mama, siostra Lodzia i ja... I jeszcze nad staw, gdzie często przechadzał się ksiądz Bukowiński z modlitewnikiem. I na wojskowe defilady. Najlepsze, co widziałem w życiu, to wielkie manewry, jak przyjechał Rydz-Śmigły. O Boże, jakie to było świetne dla mnie.

Ta ostatnia fascynacja to efekt wychowania w głęboko patriotycznej rodzinie. Jan Marcinkowski, ojciec pana Tadeusza, był wpatrzony w Józefa Piłsudskiego, brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej, pracował w sądzie w Łucku, piastował funkcję komendanta powiatowego Związku Strzeleckiego, uhonorowany wieloma odznaczeniami... To oczywiste, że po 17 września 1939 roku znalazł się na celowniku NKWD. Aresztowany został niespełna trzy miesiące później, 9 grudnia, we własnym domu. - Ja cichutko leżałem w łóżku i na to patrzyłem, strasznie się bałem. Gdy już zabierali ojca, zapytał, czy może mnie pocałować, pożegnać się. Pozwolili. Zamknąłem oczy, udawałem, że śpię. Podszedł, pochylił się, pocałował mnie w czoło. Otworzyłem oczy dopiero później, gdy już wychodził. Widziałem go w drzwiach. Ostatni raz - wspominał pan Tadeusz.

Pozostała w Łucku rodzina - Olimpia Marcinkowska z dwojgiem dzieci - trzykrotnie zdołała uniknąć przeznaczenia, czyli wywózki na Sybir. Ale w końcu 26 maja 1941 roku została zesłana na nieludzką ziemię, gdzie z głodu podkradało się ptakom jajka i wypijało na surowo... Powrót do Łucka 22 grudnia 1944 roku był wzruszającym wydarzeniem, którego pamięć nie miała prawa zatrzeć. Wkrótce jednak i stamtąd trzeba było uciekać. - My nie chcieliśmy. Z Łucka wyjeżdżać? Ze swojego kochanego domu? Przecież dopiero wróciliśmy... Ale zobaczyliśmy morderstwa Ukraińców. Widzieliśmy ciała Polaków przywożonych do Łucka. I zdecydowaliśmy: musimy jechać - mówił pan Tadeusz.

„Żegnam cię, stary Łucku,
ciche, tkliwe miasto,
Nad którym anioł smutku
na obłokach zasnął
I rozskrzydlił pogodę,
pachnącą jak kwiecie,
Miasto niezapomniane, jedyne na świecie!
Przebiec wszystkie ulice, połączyć ruiny,
Rozpamiętywać przeszłość,
aż przyjdzie zmierzch siny
I nakryje zwaliska ławą chmur krzaczastą,
Ach, Łucku, polski Łucku,
jak rzucić cię, miasto?!”

- pisał Edward Góra w „Pożegnaniu z Wołyniem. Poemacie serdecznym”, który ukończył 11 listopada 1944 roku w Łucku. Niewątpliwie to samo czuł Tadeusz Marcinkowski.

Z przystankami w Gubinie i Torzymiu rodzina dotarła do Zielonej Góry. Tutaj pan Tadeusz z lubością myszkował między regałami księgarni, którą prowadził ojciec Maryli Rodowicz. Gromadził wszelkie wydawnictwa związane ze swoim ukochanym Łuckiem, z Wołyniem, z Kresami. Mieszkanie zmieniało się w niezwykłą bibliotekę... Za cel postawił sobie także odnalezienie miejsca śmierci i pochówku ojca. Z górą pół wieku minęło, zanim dowiedział się, że Jan Marcinkowski został rozstrzelany wiosną 1940 roku w Kijowie i pochowany w zbiorowej mogile na Bykowni. 21 września 2012 roku odwiedził to miejsce. Wreszcie mógł godnie pożegnać się z ojcem. To przejmujące wydarzenie opisał w książce „Skarby pamięci”. Później wydał też „Skarby pamięci. Wołyń”. Obie publikacje przygotował wspólnie z córką Małgorzatą Ziemską.

W ręku woreczek z ziemią

„Panienko Latyczowska, Zorzo Promienista, zaprowadź Ojca Mego na niebieską przystań” - te słowa widnieją na nekrologu Tadeusza Marcinkowskiego. To parafraza fragmentu cytowanego wcześniej „Pożegnania z Wołyniem. Poematu serdecznego” Edwarda Góry. A Panienka Latyczowska to słynna Matka Boża Latyczowska - Królowa Podola i Wołynia, której obraz w listopadzie 1935 roku trafił do katedry w Łucku. To Matka Boża z Dzieciątkiem i berłem, wokół głowy ma tuzin gwiazd, a postać oplatają winorośle.

Orszak, który w czwartek towarzyszył panu Tadeuszowi w ostatniej drodze, kroczył za sztandarem Lubuskiej Rodziny Katyńskiej. - Wierzę, że gdzieś po drugiej stronie czekają na Ciebie łucczanie, Wołyniacy, Kresowianie, o których zawsze pamiętałeś - mówiła nad mogiłą ukochanego ojca pani Małgorzata. W ręku trzymała woreczek z ziemią, którą Tadeusz Marcinkowski przywiózł z Łucka...

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Gazety Lubuskiej.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Gazety Lubuskiej
  • codzienne e-wydanie Gazety Lubuskiej
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Szymon Kozica

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Dwa bilety na Trasa Stand-up Skład 5.04.2019 r.

Prenumerata cyfrowa "Gazety Lubuskiej" z dwoma biletami na trasę Stand-up Skład GRATIS!

180,00 300,00

Trasa Stand-up Skład to projekt 9 komików organizowany w największych miastach Polski. Wykup dostęp do e-prenumeraty, a dwa bilety otrzymasz gratis!

Kup teraz

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.