Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Sakralny urok Nieświeża. "Gdy w 1993 r. pojechaliśmy na pielgrzymkę..."

Czytaj dalej
Fot. Archiwum Teresy Gładysz
Teresa Gładysz, Czytelniczka z Zielonej Góry

Sakralny urok Nieświeża. "Gdy w 1993 r. pojechaliśmy na pielgrzymkę..."

Teresa Gładysz, Czytelniczka z Zielonej Góry

Ksiądz Grzegorz Kołosowski powiedział: "Dobry pasterz nie ucieka, jak wilki napadają na owce, tylko broni. Chcę być dobrym pasterzem i parafii nie zostawię" - Teresa Gładysz z Zielonej Góry pisze o duchownych i świątyniach w Nieświeżu.

Społeczeństwo Nieświeża było wielowyznaniowe. Najliczniejsza była grupa wyznania mojżeszowego, miała zabytkową synagogę, zniszczoną w czasie powstania w getcie w 1942 r. Drugą grupę stanowili katolicy, do których należały dwa kościoły i kapliczka w Słuckiej Bramie, usytuowana na piętrze, z obrazem Matki Boskiej jak w Ostrej Bramie w Wilnie. W maju 1943 w tej kapliczce moja siostra Wila brała ślub z Zygmuntem Sobiechem, tu odprawiane były roraty i inne msze.

Kościół w klasztorze benedyktynek usytuowany był na wzgórzu. Prowadziła do niego brama pod niezwykłą barokową dzwonnicą z XVIII w. Klasztor został założony w 1596 r. przez Elżbietę Eufemię z domu Wiśniowiecką, żonę księcia Radziwiłła Sierotki. Tu kształciły się i wychowywały dziewczęta z całej Polski. Była tu też bursa dla uczennic seminarium nauczycielskiego i przedszkole prowadzone przez siostry zakonne, do którego uczęszczałam. W kościele odbywały się msze dla młodzieży szkolnej.

Prefektem w gimnazjum przez długie lata był ks. Władysław Stefanowicz, spowiednik i kapelan benedyktynek. Z młodych księży należy wymienić Mieczysława Szmitowskiego i Władysława Siekierkę, który był kapelanem 27. Pułku Ułanów i nauczał religii w szkole powszechnej (następnym kapelanem pułku był ks. Stanisław Kurek). Ks. Szmitowski był bardzo popularny wśród młodzieży. Wysportowany, przystojny, ujmował bezpośredniością i nowoczesnością, z chłopcami grał na trąbce z wieży klasztoru, kochały się w nim wszystkie dziewczęta.

Fara z 1593 roku, największy kościół w Nieświeżu
Archiwum Teresy Gładysz Cerkiew w Nieświeżu, czyli dawny kościół Bernardynów

Na specjalną uwagę wśród duchownych zajmujących się młodzieżą zasługuje ks. Jan Grodis. Pełnił nie tylko obowiązki dyrektora gimnazjum i duchownego, był też wychowawcą moralnym, wpajającym swoim podopiecznym poszanowanie godności każdego człowieka, bez względu na pochodzenie, rasę czy wyznanie. Uważał, że alkohol to wróg numer jeden człowieka, rodziny i Polski.

Największym kościołem w Nieświeżu był ten pw. Bożego Ciała, nazywany farą. Kościół parafialny, pierwszy w dawnej Rzeczypospolitej, a drugi w Europie kościół barokowy. Ufundował go książę Radziwiłł Sierotka. Proboszczem i dziekanem w farze był ks. Mieczysław Kubik. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1931 r. Po nich został wysłany na studia do Rzymu, gdzie m.in. studiował muzykę. Był najlepszym pianistą w mieście, lubiany i szanowany przez mieszkańców. W czasie okupacji niemieckiej został aresztowany i 13 lipca 1942 rozstrzelany w Baranowiczach za udzielanie pomocy Żydom i Rosjanom. Miał 42 lata.

Fara z 1593 roku, największy kościół w Nieświeżu
Archiwum Teresy Gładysz Ksiądz Mieczysław Kubik

Nie pocałuję, bo ksiądz jest mężczyzną, ja kobietą, a kobiety nie całują mężczyzn w rękę

Drugim księdzem był Grzegorz Kołosowski. Święcenia kapłańskie i nominację na wikarego otrzymał w 1939 r. W kościele w każdą pierwszą niedzielę miesiąca odbywała się procesja. Zimą w świątyni - nawą główną, bocznymi i z powrotem główną do ołtarza; a latem dookoła kościoła. Wszyscy biorący w niej udział ubrani byli na biało - niosący chorągwie, poduszki i sypiący kwiaty. Za organizację odpowiedzialna była pani Stasia, ona przydzielała, kto jaką chorągiew będzie niósł. Poza Bożym Ciałem, na każdej procesji sypane były białe kwiaty, latem żywe, zimą suszone. Sypała je jedna osoba - ja. Latem, gdy inne dzieci się bawiły, ja musiałam zbierać kwiaty, które mama suszyła - podłoga na strychu była nimi zasłana. Księża doceniali, że sypanie kwiatów wiązało się z dodatkowymi obowiązkami dla dziecka. Dlatego co pewien czas po mszy, na której była procesja, wołali mnie na plebanię i ksiądz wsypywał mi cukierki do koszyczka. Pewnego dnia księdzem, który obdarowywał mnie słodyczami, był nowy wikary Kołosowski. Gdy dostałam cukierki, mama mówi: "Tereska, podziękuj księdzu, pocałuj w rękę". Spojrzałam na księdza - taki młody, a ja mam go całować w rękę? O nie! I mówię: "Nie pocałuję, bo ksiądz jest mężczyzną, ja kobietą, a kobiety nie całują mężczyzn w rękę". Mama była oburzona, a ksiądz wziął mnie na ręce i śmiejąc się, mówi: "Masz rację, mała kobietko, nie możesz mężczyzny całować w rękę". Od tej chwili był moim idolem.

Rosjanie wyrzucili go z plebanii, mieszkał w garażu, ale parafii i kościoła nie zostawił.

Fara z 1593 roku, największy kościół w Nieświeżu
Archiwum Teresy Gładysz Synagoga w Nieświeżu została zniszczona w czasie powstania w getcie

Po śmierci ks. Kubika ks. Kołosowski został proboszczem i był nim do 1991 r. Jego zasługi dla parafian, kościoła i historii są ogromne, przytoczę tylko kilka. W czasie zaboru rosyjskiego w 1940 r. na plebanię przyszedł oficer sowiecki: "Jestem lejtnant. Mam cztery ciężarówki i 20 sołdat. Mam rozkaz, żeby zabrać trumny Radziwiłłów, tych krwiopijców, wywieźć i wyrzucić do rowu. Ty, ksiądz, odkrywaj bramu i kościół". Ksiądz stanowczo odmówił. "A co powiesz jutro, gdy do ciebie przyjdzie naczalnik?" - zapytał lejtnant. "Powiem mu to samo". Gdy oficer wyszedł, ksiądz natychmiast pojechał do Moskwy do ministra kultury i zabytków. Tam dostał zaświadczenie w dwóch egzemplarzach o treści "Trumny mają zostać na miejscu" i osobiście zawiózł dokumenty do urzędu. Rosjanie wyrzucili go z plebanii, mieszkał w garażu, ale parafii i kościoła nie zostawił.

Gdy Niemcy opuszczali Nieśwież, postawili naprzeciw kościoła dwa działa i strzelili w kopułę.

W 1942 r. za okupacji niemieckiej dostał rozkaz zdania na złom dzwonu z dzwonnicy przy kościele. Niemcy potrzebowali stali na czołgi. Postanowił ratować dzwon. Poszedł do człowieka w składnicy złomu, przedstawił sprawę i prosi o pomoc. Ten powiedział, że dzwon do rana ma zniknąć z dzwonnicy, to on odnotuje, że został zdany i nikt nie sprawdzi, bo nad ranem odstawia posiadany złom. Zastrzegł, że nikt nie może się dowiedzieć, co zrobili, bo obaj zginą. Ksiądz natychmiast zebrał ludzi, żeby zdążyć zdjąć dzwon. Wszyscy byli przekonani, że idzie na złom i pomstowali na Niemców. Byli pewni, że został przetopiony. Dopiero po wojnie okazało się, że nadal jest, wciągnięto go na dzwonnicę i po latach znów usłyszano jego dźwięk. Gdy Niemcy opuszczali Nieśwież, postawili naprzeciw kościoła dwa działa i strzelili w kopułę. Świątynię, która zajęła się jak pochodnia, ksiądz początkowo gasił sam, chciał ratować bezcenny zabytek.

Fara z 1593 roku, największy kościół w Nieświeżu
Archiwum Teresy Gładysz Ksiądz Grzegorz Kołosowski

Gdy do miasta ponownie wkroczyli Rosjanie, ks. Kołosowski miał bardzo ciężko, był sam w promieniu 50 km, ale się nie załamał. Nieraz pierwszy posiłek jadł dopiero wieczorem, ale zawsze był tam, gdzie go potrzebowano. Nauka religii, msze, chrzty, komunie, śluby, ostatnie namaszczenia, pogrzeby - to za dużo na jednego człowieka, ale on wszędzie dotarł na czas. W 1945 r., gdy rozpoczęła się ewakuacja Polaków, wyjeżdżały jego matka i siostra. Prosiły, żeby jechał z nimi, ale on powiedział: "Dobry pasterz nie ucieka, jak wilki napadają na owce, tylko broni. Uciekają tylko najemnicy. Chcę być dobrym pasterzem i parafii nie zostawię".

W 1989 r. obchodził potrójny jubileusz: 50 lat kapłaństwa, 50 lat w jednej parafii i 80 lat życia. Niestety, lata syzyfowej pracy w ciężkich warunkach i w ciągłym stresie zrobiły swoje. 26 grudnia 1989 poważnie zachorował. Początkowo leczył się w Nieświeżu, następnie został przewieziony do Kalisza. Gdy czuł, że zbliża się koniec, prosił o przewiezienie do Nieświeża, chciał być ze swoimi parafianami. Zmarł 6 grudnia 1991, został pochowany na cmentarzu w Nieświeżu. Na ścianie kościoła farnego w latach 90. parafianie zawiesili tablicę pamiątkową ks. Kołosowskiego. Fara w Nieświeżu to jeden z niewielu, a może jedyny kościół, który dzięki poświęceniu i ofiarnej posłudze kapłanów nie był zamknięty przez wieki, od roku 1593 do 2013.

Fara z 1593 roku, największy kościół w Nieświeżu
Archiwum Teresy Gładysz Fara z 1593 roku, największy kościół w Nieświeżu

Wszystkie 80 osób, które siedziały z księdzem, zostało rozstrzelanych

Trzecią liczną grupę wyznaniową stanowili prawosławni. Mieli piękną, dużą cerkiew pw. św. Jerzego. W Nieświeżu było dwóch popów: Grzegorz Czypula i Aleksy Rusiecki. Po śmierci Czypuli w pogrzebie uczestniczyli: książę Leon Radziwiłł, przedstawiciele Kościoła katolickiego, gminy żydowskiej i wielu mieszkańców miasta. Czypula cieszył się poważaniem całego społeczeństwa. Duchowni wszystkich wyznań żyli w zgodzie, utrzymując stosunki koleżeńskie, a często nawet przyjacielskie, w trudnych sytuacjach pomagali sobie. Ks. Kołosowski wspierał finansowo popa Rusieckiego, gdy ten nie miał na opłatę podatków nałożonych na cerkiew przez Ruskich. Jak Rosjanie aresztowali ks. Kołosowskiego, Rusiecki uruchomił wszystkie środki i przyczynił się do uwolnienia go z więzienia. Wszystkie 80 osób, które siedziały z księdzem, zostało rozstrzelanych 5 sierpnia 1942 w lesie o nazwie Hajki.

Po śmierci Czypuli na jego miejsce został mianowany Anatol Tymiński. Młody, przystojny, miał bliski kontakt z młodzieżą i był przez nią lubiany. Miał bardzo ładną żonę i syna. Mieszkali naprzeciw mojej koleżanki, ich syn był młodszy od nas, ale jak tylko zobaczył nas na podwórku, od razu przybiegał i chciał się bawić, był naszym utrapieniem. W 1942 r. cerkiew została częściowo zniszczona i Rosjanie natychmiast ją rozebrali. Gdy w 1993 r. pojechaliśmy na pielgrzymkę do Nieświeża, nikt z napływowych mieszkańców nie wiedział, że w śródmieściu była cerkiew. Nasz dom oddzielała od niej tylko mała drewniana chatka. Gdy odprawiane było nabożeństwo, lubiłam słuchać śpiewu, szczególnie jak śpiewały dwie osoby, pop i diakon. Raz udało mi się widzieć ceremonię ślubu, zafascynowały mnie korony niesione nad głowami młodych.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Gazety Lubuskiej.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Gazety Lubuskiej
  • codzienne e-wydanie Gazety Lubuskiej
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Teresa Gładysz, Czytelniczka z Zielonej Góry

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Dwa bilety na Free Fight Federation 8 czerwca

Płacisz za pół roku z Gazetą Lubuską, a dwa bilety na Free Fight Federation dostajesz GRATIS!

180,00 400,00

FFF to nowość, której celem jest konfrontowanie w klatce ludzi znanych z pierwszych stron gazet, którzy chcą się sprawdzić w twardej formule MMA.

Kup teraz

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.