Sercem czuje, a mózgiem pracuje, czyli wywiad z pisarką, która pisze "po męsku"

Czytaj dalej
Fot. Archiwum Prywatne
Małgorzata Fudali Hakman

Sercem czuje, a mózgiem pracuje, czyli wywiad z pisarką, która pisze "po męsku"

Małgorzata Fudali Hakman

Rozmowa z dziewczyną z Żar - Teresą Juźko , która napisała trzy powieści, 111 wierszy i dwa opowiadania. Młoda pisarka jest z wykształcenia pedagogiem opiekuńczo-wychowawczym, ale od zawsze kochała pisać. Swoich sił próbowała także jako dziennikarka, między innymi w Gazecie Lubuskiej. To wrażliwa kobieta, która stara się przelać swoje emocje na papier. Czy jej się to udaje? Musicie przekonać się sami, sięgając po jej twórczość. Dzisiaj sama postara się przybliżyć to, co jej w duszy gra…

Teresko znamy się od kilku lat i z zainteresowaniem śledzę przebieg twojej kariery. Choć pewnie ty sama nie uważasz, że robisz karierę. Wiem, że piszesz od dawna. Proszę powiedz, w jaki sposób powstają Twoje dzieła?

To nic nadzwyczajnego. Człowiek po prostu siada i pisze. Wszystko najpierw rodzi się w mojej wyobraźni, bo mam ją bardzo bogatą (śmiech). Moja pierwsza powieść pod tytułem „Ślad Białego Wojownika” była zwykłą niezgodą na otaczającą mnie rzeczywistość oraz czymś w rodzaju młodzieńczego buntu. Pisałam ją w wyjątkowo szybkim tempie, przez co nie do końca jestem z niej dumna. Zmieniłabym w niej wiele, szczególnie fakt, że występuje w niej tak wiele wulgaryzmów. Pojawiają się licznie i natrętnie. Drugą, czyli „Najpiękniejsze Miejsce” pisałam będąc w drodze. Wiesz, wiele wówczas podróżowałam - głównie autostopem i pociągami. Darłam do stolicy Niemiec i czeskiego Brna. Może przez to jest nieco chaotyczna. Zastosowane w niej odrealnienia inspirowane były oniryczną twórczością Patti Smith oraz zawadiackimi tekstami Witkacego, takimi jak „Nienasycenie”. Moja najnowsza powieść, czyli „Słodka i Marsowy” wydaje mi się moim najdojrzalszym do tej pory tekstem. Dostępna jest w Internecie na moim blogu „backstage otwARTy, to nie są żARTy”.
Powieść dostępna jest TUTAJ
Nie czekałam na odpowiedź wydawnictw. „Słodką i Marsowego” tworzyłam już na spokojnie, ważąc niemalże każde ze słów i przecinków. To nie znaczy oczywiście, że literówki się tam nie przydarzają (śmiech). Inspirację czepię z głowy, z mózgu. Sercem czuję, mózgiem pracuję.

Teresa Juźko
Archiwum Prywatne Okładka powieści Słodka i Marsowy

A odnośnie tytułów – powstają na początku czy wyłaniają się dopiero przy końcu pisania danego tekstu?
Różnie z tym bywa. Tytuł niewiele znaczy. Najważniejsza jest treść i przekaz. Czasami wystarczą mi dwa słowa, by zapełnić zdaniami wiele stron. Wtedy nazwa okładkowa pojawia się zgodnie z całością wypowiedzi literackiej. Przy pierwszej powieści tytuł pojawił się na samym końcu i był jakby uwieńczeniem całości. Przy drugiej to tytuł był puntem wejściowym całej fabuły. Co tyczy się za to „Słodkiej i Marsowego” to długo się wahałam. Miałam jakieś długie i nudne tytuły robocze, ale je odrzuciłam i pozostałam przy najprostszej formie.
ZOBACZ TEŻ:
[polecany]23952961[/polecany]
Piszesz tez wiersze?
Tak. Jest ich 111. Nie uczę się ich na pamięć i nie recytuję do snu, bo pewnie miałabym koszmary (śmiech). Wciąż piszę nowe.
A który swój wiersz lubisz najbardziej?
To zależy od dnia. Dzisiaj na przykład bardzo adekwatny wydaje mi się ten zatytułowany „Dom”. Jakoś tak on brzmiał: „Dom wybudowałam na kośćcu Twoim / Okiennice z niebieskości oczu wstawiłam / Ściany czerwienią krwi pomalowałam / Co wrze w plątaninie tętnic i żył / Dywany rozwinęłam z włosów chłopięcych / Teraz pusty stoi / Teraz czeka aż inna w nim zamieszka / Oby przytulnie jej było”. Przy jego pisaniu inspirowałam się jednym z tekstów Alison Mosshart z zespołu The Kills. „Dom” to prosty wiersz o rozczarowaniu. Trochę jak w „Małym Księciu” – jeżeli wypuścisz przyjaciela z rąk i on nie wróci to znaczy, że nigdy nim nie był.

A zapomniałabym zapytać Cię jeszcze o Twoje dwa opowiadania, czyli „Ziele Miłosne” i „Posiadłość”. Jesteś z nich zadowolona?
Tak, jestem. Są logiczne, mroczne. Fabuła jest wartka i trudna do przewidzenia. Moim zdaniem lepsza jest „Posiadłość” od „Ziela Miłosnego”. Po prostu bardziej przypadła mi do gustu.

Teresa Juźko
Archiwum Prywatne Okładka powieści najpiękniejsze miejsce

Porozmawiajmy o twojej najnowszej powieści, czyli „Słodka i Marsowy”? Jakbyś wyjaśniła jej przekaz?
Jest o miłości, tak jak 99% wszystkich innych dobrych powieści, które ktokolwiek kiedykolwiek napisał. Tyle, że jest to miłość dość nieoczywista, bo pomiędzy pisarzem a młodą Cyganką. Wspólnie podróżują i przeżywają wiele przygód, rozczarowań i drobnych przyjemności. Na pewno nie jest to romansidło. Zawsze wolałam książki pisane po męsku.
Czyli jakie? Co znaczy dla Ciebie książka pisana „po męsku”?
Już przy pierwszej powieści kolega porównał mój styl do Henrego Millera w spódnicy. No, ale ja tak średnio lubię Millera a spódnicę noszę tylko na specjalne okazje (śmiech). Wolę książki Charlesa Bukowskiego i Michela Houellebecqua. Tam nie ma upiększania rzeczywistości – jest tylko życie. Czasami dość trudne i bolące, ale po ich przeczytaniu robi się człowiekowi jakoś lżej. Wydaje mi się, że też piszę po męsku. Taka, ze mnie ni baba, ni chłop (śmiech).

Teresa Juźko
Archiwum Prywatne Grafika autorki

A dlaczego tak o sobie mówisz?
Bo mam 185 centymetrów wzrostu a, gdy wymaga tego sytuacja opowiadam żarty dla rozluźnienia atmosfery. Jest przecież taki stereotyp, że kobiety nie mają poczucia humoru i są głupsze od mężczyzn. Mają mniejsze mózgi i tak dalej… Ja staram się temu przeczyć. Czasami mi nie wyjdzie, ale cóż…
A jakie jeszcze Twoje inne zainteresowania?
W wolnym czasie tworzę zwykłe rysunki, które lubię nazywać grafikami. Dostępne są na facebookowej stronie „Kreski Panny Tereski”. Oprócz tego maluję olejne obrazy.

Teresa Juźko
Archiwum Prywatne Jeden z obrazów

Jakie są to obrazy?
Mają mnóstwo barw, trudno określić mi ich styl. Im więcej kolorów tym lepiej. To na pewno coś figuratywnego tylko, że w moim stylu. Ostatnio namalowałam biało-rudego kota z lustrem, w którym odbijają się schody a w tle widać zastawę zwykłego stołu. Tak mnie poniosło. Interpretacja dowolna, bez tytułu jest ten obraz. Z moimi obrazami mam ten problem, że nie jest to rzemiosło na miarę Beksińskiego, jeżeli wiesz co mam na myśli…. O moich obrazach trudno jest opowiadać kwiecistym językiem. Opowiadania o nich jest dla mnie jak bieganie na temat rzeźby. Tak, ostatnie zdanie nawiązuje do słynnej wypowiedzi Franka Zappy.
Na koniec naszej rozmowy chciałabym zapytać, czy masz jakieś przesłanie do czytelników?
Ach, zawsze mam problem z dobrą puentą. Może być coś takiego, pytanie. które każdy z nas powinien sobie zadawać co rano: kochacie się ludzie i szanujcie?

W takim razie bardzo dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Małgorzata Fudali Hakman

Małgorzata Fudali Hakman

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.