Siatkówka w Gorzowie: upadek w kraju mistrzów świata

Czytaj dalej
Fot. Kazimierz Ligocki
Robert Gorbat

Siatkówka w Gorzowie: upadek w kraju mistrzów świata

Robert Gorbat

Mieliśmy Świderskiego, Bartuziego i Hachułę. Były Puchar Polski, dwa ,,pudła’’ w rozgrywkach ligowych i europejskie puchary. Dziś juniorski UKS Set obija się w trzecioligowym zaścianku. Dlaczego umarł gorzowski volleyball?

Latem br. padła w Gorzowie Wlkp. siatkówka mężczyzn. Ta seniorska, przynoszącą miastu od z górą 25 lat mnóstwo splendorów i zaszczytów. Pogrzeb odbył się po cichutku, jakby wstydliwie i na uboczu innych sportowych wydarzeń. Kibice nie wyszli protestować na ulice, a władze tylko przyglądały się biegowi wydarzeń. Wszyscy udają, że nic się nie stało. Dziwią się tylko znawcy volleyballu w całym kraju. Patrzą ze zdumieniem, jak nad Wartą odgrywa się ,,Requiem’’ dla siatkówki, która – o ironio! – przeżywa w Polsce swe najwspanialsze lata.

Zaczynali w… Zielonej Górze

Kto dziś pamięta, jak wyglądało świętowanie 10-lecia gorzowskiej siatkówki? Po założeniu sekcji przy ZKS Stilon w 1951 r., w 1961 zespół wywalczył pierwszy awans do ekstraklasy. Powalczył w niej tylko jeden sezon, rozgrywając wszystkie mecze w roli gospodarza w… Zielonej Górze! Nad Wartą brakowało hali, która mogłaby gościć krajową elitę. Aż chce się powiedzieć: minęło ponad pół wieku, a problem wciąż ten sam…

Na kolejne występy w najwyższej klasie rozgrywkowej – tym razem już w gorzowskiej hali – kibice Stilonu musieli czekać do 1987 r. I znów dostali je tylko na jeden sezon. Złoty okres rozpoczął się wraz z kolejnym awansem do elity w 1993 r. Przez kolejnych dziesięć sezonów – z dwiema rocznymi przerwami, związanymi ze spadkami do serii B – stilonowcy byli na ustach całej sportowej Polski. W styczniu 1997 r., grając na zapleczu ekstraklasy, sięgnęli po Puchar Polski. Potem przyszły dwa medale w ligowych zmaganiach: brązowe w 1999 i srebrne w 2000 r. Wisienką na torcie były dwukrotne występy w europejskich pucharach: w sezonie 1997-1998 w PEZP, zaś w rozgrywkach 2000-2001 w Top Teams Cup.

O szacunku dla gorzowskiej drużyny świadczy zabawna historia z 1997 r. Gdy zespół wracał z Radomia z Pucharem Polski, koło Opoczna zepsuł się klubowy autokar. Trzeba było znaleźć awaryjnie nocleg, tymczasem działacze nie mieli przy sobie wystarczającej ilości gotówki. Kierownik zajazdu w Opocznie nie robił z tego problemu: - Przecież wy jesteście zdobywcami Pucharu Polski! Nie musicie za nic od razu płacić. Za pół godziny będą gotowe pokoje i uroczysta kolacja! – oświadczył. Jak wspominają uczestnicy tamtych wydarzeń, kolacja przeciągnęła się do śniadania. A w pucharze zmieściło się w szczytowym momencie imprezy… 15 litrów szampana!

Radzili sobie sami

- W naszym mieście, nawet w czasach PRL-u, nigdy nie było politycznej decyzji, by windować siatkówkę na najwyższy poziom – wspomina wieloletni dyrektor ZKS Stilon Henryk Babij. – Sukcesy przychodziły same, dzięki czysto sportowym działaniom. Mieliśmy szczęście do świetnych działaczy i trenerów: Ryszarda Świątkiewicza, Mariana Świątka, Wacława Borowego, Jerzego Gerstenkorna, a potem Walerego Krawczenki, Huberta Jerzego Wagnera, Waldemara Wspaniałego i Andrzeja Kaczmarka. To oni sprawili, że przez kilka lat hala przy Czereśniowej wypełniała się kompletem publiczności już godzinę przed każdym spotkaniem.

Dobra praca trenerów zaowocowała wyszkoleniem wielu znakomitych wychowanków. Jako pierwsi ruszyli z Gorzowa w siatkarski świat: Roman Borówko, Ireneusz Kłos i Marek Czubiński. Przez wiele lat o sile zespołu stanowili kolejni ,,swojacy’’: Jan Gumienny, Marek Cholawo, Jacek Kuźmiński, Karol Rozesłaniec, Andrzej Dworczanin oraz nieżyjący już Robert Kowalski. A najwspanialsza era była znaczona nazwiskami: Sebastiana Świderskiego, Romana Bartuziego, Karola Hachuły, Tomasza Borczyńskiego, Pawła Maciejewicza czy Krzysztof Kocika. Jaki inny ośrodek w Polsce wydał tyle talentów?!

Zawodnicy byli wybitni, ale też mocno niepokorni. Podczas trzydniowego, pucharowego wyjazdu do Aten nad książkami grzecznie siedział w hotelowym pokoju tylko Świderski. Kilku jego kolegów mocno kombinowało, jak urwać się na miasto ,,na lewiznę’’. Wpadli, zanim zdążyli narozrabiać. Nie brakowało i takich, którzy lubili ,,coś mocniejszego’’. Albo przepadali bez wieści. Jak Hachuła, który skasował kiedyś we wrześniu 15 tys. zł za podpisanie kontraktu, po czym pojawił się w klubie… we wrześniu następnego roku. Przez 12 miesięcy na drzwiach szatni wisiał artykuł z ,,GL’’ z niezwykle wymownym tytułem: ,,Karol, wróć!’’. Bartuziemu zdarzyło się w nerwach po przegranym meczy w Kędzierzynie-Koźlu zwolnić z posady trenera Wspaniałego, zaś w powrotnej drodze z turnieju w Holandii wyłowił z jednej z niemieckich rzek… czerwony rower. A zwycięski, półfinałowy play off z AZS w Częstochowie w 2000 r.? Po ostatniej piłce tie breaka, gdy maleńki Jerzy Zwierko zablokował w pojedynkę Przemysława Michalskiego, nasz środkowy Maciej Kowalczuk wskoczył triumfalnie na stołek sędziego i pokazał kibicom AZS gest Kozakiewicza. Tylko cudem nie został stamtąd strącony fruwającymi wokół niego plastikowymi butelkami.

Krach ze Skrą

U schyłku lat 90-tych wydawało się, że gorzowskiej potędze siatkarskiej nic nie grozi. Od 1998 r. siatkówka była jedyną sekcją w zrestrukturyzowanym KS Stilon, kibice walili do hali drzwiami i oknami, a szeroka działalność gospodarcza klubu i wsparcie patronackich zakładów zdawały się być gwarancją dobrobytu na wiele następnych sezonów.

Krach nastąpił w sezonie 2000-2001. Za trenerem Wspaniałym do Kędzierzyna-Koźla powędrował Świderski, z drużyny zniknął także Hachuła, więc na koniec sezonu osłabiona kadrowo ekipa musiała walczyć w play outach o utrzymanie w PLS ze Skrą Bełchatów. Nasi prowadzili w rozgrywce do trzech zwycięstw 2:1, by ostatecznie ulec rywalom 2:3. Przy Czereśniowej zrobiło się gorąco. Po obniżeniu zarobków za źle wykonaną pracę, kilku zawodników skierowało przeciwko klubowi pozwy do sądu pracy. Przegrali. Nie brakowało oskarżeń, iż część graczy sprzedała miejsce w elicie marzącej wówczas o wejściu na siatkarskie salony Skrze. A nowi, włoscy właściciele ZWCh Stilon oświadczyli bez ogródek: - Od stycznia 2002 roku zakłady nie będą już sponsorowały siatkówki.

- Górowaliśmy wtedy nad Skrą wszystkim: sportowym potencjałem, organizacyjnym poziomem klubu, boiskowym doświadczeniem – wspomina Babij. – Prezes rywali Konrad Piechocki prosił, byśmy mu wyjaśnili, jak się robi siatkówkę na takim poziomie. Do dziś nie rozumiem, jak mogliśmy przegrać tamten play out…

Potem była równia pochyła. W sezonie 2002-2003 – już pod szyldem GTPS – gorzowianie po raz ostatni wystąpili w elicie, kończąc decydujący mecz ze Stalą Nysa… w zaledwie sześcioosobowym składzie i z rozgrywającym Jerzym Bogutą na pozycji skrzydłowego. Po kolejnych dziesięciu latach, spędzonych na zapleczu ekstraklasy, pozbawiony miejskiej dotacji klub sprzedał Camperowi Wyszków swe miejsce w I lidze. Za marne 60 tys. zł. Trzy lata na ,,drugim froncie’’, zakończone przegranym wiosną br. barażem o awans na zaplecze Plus Ligi, zamknęły ligową epopeję gorzowian.

Dzień dzisiejszy męskiego volleyballu nad Wartą to III-ligowy UKS Set, założony naprędce u schyłku ostatniego lata przez Kocika i Babija. Grają w nim chłopcy w wieku 17 i 18 lat. Bez widoków na znaczący wynik sportowy i halę z prawdziwego zdarzenia, pozbawieni wsparcia sponsorów oraz zainteresowania kibiców. Czy tak będzie już zawsze?...

Komentarz

W 2002 roku, gdy żużlowcy Stali Gorzów stali nad przepaścią, ówczesny prezydent miasta Tadeusz Jędrzejczak zaprosił do swego gabinetu Władysława Komarnickiego i powiedział bez ogródek: ,,Władziu, musisz pomóc! Użyj swoich wpływów w biznesie, by ratować Staleczkę. Bez ciebie nasz żużel umrze.’’. I udało się.
W siatkówce nic takiego, niestety, się nie stało. Ekipa nowego prezydenta Jacka Wójcickiego nie miała ani pomysłu, ani ochoty, by ratować siatkówkę. Zabrakło jej determinacji, by nie dopuścić do roztrwonienia ogromnego dorobku. A może i przekonania, że volleyball może być w kraju mistrzów świata równie medialny i pożyteczny przy liczeniu wyborczych głosów, jak speedway?...
Nie mam żadnych pretensji do Zenona Michałowskiego i Grzegorza Drwięgi, którzy w ostatnich latach włożyli mnóstwo pracy i prywatnych pieniędzy w trwanie GTPS. Prezesi poddali się po długotrwałej walce, gdy zostali na placu boju absolutnie sami. Bez ich wysiłku ,,Requiem’’ dla siatkówki usłyszelibyśmy wiele lat wcześniej. Co wcale nie znaczy, że dziś brzmi mniej smutnie. Bo powrót ze sportowego niebytu może trwać dłużej niż się nam wszystkim wydaje…

Robert Gorbat

Ligowa huśtawka

Lata chwały

Robert Gorbat

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.