Spłonęło 70 gołębi. 2 tysiące złotych nagrody za wskazanie podpalacza

Czytaj dalej
Fot. Renata Hryniewicz
Renata Hryniewicz

Spłonęło 70 gołębi. 2 tysiące złotych nagrody za wskazanie podpalacza

Renata Hryniewicz

Ktoś spalił żywcem 70 gołębi pocztowych. Ptaki były warte 40 tys. zł. Ale dla Daniela Gawła były bezcenne. Chce zapłacić, żeby ustalić sprawcę.

W nocy z 11 na 12 lutego nadziałkach na osiedlu Leśnym podpalono hodowlę gołębi pocztowych. Zginęło ponad 70 ptaków. - Co za bydlę! Żeby chciał spalić mi samochód, to dałbym mu jeszcze benzynę i zapałki, i niech pali. Ale żywe stworzenia widzi bydlę i pali je żywcem?! Jakim trzeba być człowiekiem?! - pyta rozgoryczony Daniel Gaweł. Przez jego wściekłość przebija żal. Żal zagołębiami, do których był mocno przywiązany.

Spalone żywcem

Gołębie, które spłonęły, sprowadzane były z całego Zachodu. Brały udział w ogólnopolskich lotach. Pokonywały od100 do 1000 kilometrów. - To gołębie rozpłodowe, które wysiadywały jajka. Może by próbowały uciekać, ale one nie zeszły z jajeczek, chciały chronić potomstwo. Te, które nie wysiadywały, uciekały, ale ogień i tak je dosięgnął w wo-lierze. Wszystkie 70 spłonęło żywcem - rozkłada ręce pan Daniel. Z całej hodowli uratował się jeden gołąb - został nazwany „Ocalały”.

Wartość szkód to ponad 40 tys. zł, ale pan Daniel nie przelicza swojej tragedii na złotówki. - Nieważne, ile kosztowały. Nawet gdyby były warte złotówkę albo milion, to zawsze żywe stworzenia. Dla mnie jest to wielka strata emocjonalna... - mężczyźnie drży głos.

To nie pierwszy raz...

Pan Daniel za wskazanie podpalacza lub dostarczenie dowodów wyznaczył nagrodę w wysokości 2000 zł. - W Polskim Związku Hodowców Gołębi Pocztowych jest prawie 100 tysięcy członków. To poruszyło wszystkich. Mam dziennie setki telefonów, to jedna wielka rodzina, dzwonią z całej Polski ze słowami wsparcia, za co im dziękuję. Proszą mnie o numer konta. Chcą się zrzucić na odbudowę gołębnika i na nagrodę dla osoby, która wskaże tego bydlaka - mówi poszkodowany hodowca.

To nie pierwsze podpale-nie działki na tych ogrodach w ostatnim czasie. Żadne nie było jednak tak tragiczne w skutkach.

Pan Daniel, niezależnie od poszukiwań podpalacza przez policję, prowadzi śledztwo na własną rękę i już wskazał potencjalnego sprawcę. Ale funkcjonariusze go wykluczają. - Rozmawialiśmy ze wskazaną przez poszkodowanego osobą, nic jednak nie wskazuje na to, żeby to był ten człowiek. Prowadzimy intensywne działania w celu odnalezienia sprawcy. Na każdy sygnał, który by się przyczynił do jego ujawnienia, reagujemy. Nikt jednak nie został jeszcze zatrzymany w tej sprawie - mówił nam w czwartek Grzegorz Jaroszewicz, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie.

Hodowcy też postanowili ustawiać swoje patrole. - Straciłem wiarę w policję. Już odponad roku nie znaleźli podpalacza działek, więc sami go będziemy szukać - zapowiada pan Daniel.

Odpowie za swoje czyny

- Spalenie żywcem gołębi było ciosem ostatecznym. Jesteśmy naprawdę zaniepokojeni. Chcemy podjąć wszelkie działania, żeby znaleźć tego, który to robi. Policja ma już klucze, żeby bez problemu wejść na teren działek. Będą legitymować każdego podejrzanego człowieka. Sami też będziemy patrolować teren. My się naprawdę boimy - nie ukrywa Piotr Dziekan, działkowicz i radny Kostrzyna.

Na naszym spotkaniu z panem Danielem obecny był także jeszcze inny działkowicz, któremu podpalono altanę (nie chce nazwiska w gazecie).- Proszę zobaczyć, wszystko muszę robićod nowa. Straty mam co najmniej na 2000złotych, ale dostałem pismo, w którym policja szacuje je na 500 złotych - pokazuje. - Ale co to jest w porównaniu do tego, jakie straty poniósł pan Daniel? Straty pieniężne ogromne, a moralnych nie da się opisać.

- Prędzej czy później znajdę tego człowieka i odpowie zaswoje czyny - stwierdza Daniel Gaweł

Renata Hryniewicz

Moje działania reporterskie skupiają się na terenie powiatu słubickiego i sulęcińskiego. Szukam tu ludzi, miejsc, wydarzeń, o których warto pisać i je pokazywać. Szukam tematów, które niosą jakiś przekaz, pokazują ciekawe działania, ale także takich, w których poprzez nagłośnienie mogę pomóc rozwiązać problem. Zawsze staram się dociec prawdy wysłuchując różnych wariantów, jeśli chodzi o spór – wysłuchuję i opisuję obie strony. Staram się, żeby Czytelnik sam ocenił, po której stronie leży prawda. Można zgłosić mi każdy temat, każdy problem, każdą inicjatywę.
Jestem zawsze blisko ludzi i staram się spotykać z nimi osobiście, by ocenić sytuację, a w temacie ująć także emocje. Lubię pisać o ludziach i ich przeżyciach, pokazywać to, co w moim rejonie dzieje się dobrego, ale nie uciekam od spraw kontrowersyjnych, o czym nie raz przekonali się moi Czytelnicy.
Jestem optymistką i nigdy się nie załamuję. Wierzę, że zawsze jest jakieś wyjście. Lubię dobry żart i ludzi wesołych z pozytywną energią. Nie znoszę smutasów.

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.