Stare znaczy piękne!

Czytaj dalej
Fot. Alicja Kucharska
Alicja Kucharska

Stare znaczy piękne!

Alicja Kucharska

Na IV Spotkanie Klasyków do Świebodzina zjechało około 150 zabytkowych pojazdów. Nie zabrakło opowieści o każdym z nich

Nie cena, nie moc silnika i też nie najnowocześniejsze technologie. Pojazd musi mieć przede wszystkim historię. A te najlepiej znają właściciele zabytkowych pojazdów, które pojawiły się na czwartym Spotkaniu Klasyków. Do Świebodzina z całej Polski zjechali miłośnicy zabytkowych pojazdów.

Na pierwszy rzut oka dla większości po prostu stare samochody. Niegdyś obiekty drwin, teraz powód do dumy. Ale dopiero w połączeniu z opowiastką samego kierowcy, auta te postrzega się zupełnie inaczej. Bo jak zaznaczają pasjonaci, najważniejsza jest dusza - a więc historia pojazdu.

Klimat, niepowtarzalna atmosfera i ludzie, którzy przemierzają nawet setki kilometrów, by choć przez chwilę znaleźć się wśród innych miłośników „zabytków na kółkach”.

Po raz trzeci na zlocie pojawił się Mariusz Niedobecki z Zielonej Góry. Żółty volkswagen transporter T2, potocznie zwany ogórkiem zawsze robi furorę. Świebodziński zlot wybrał ze względu na niepowtarzalny klimat, choć - jak sam podkreśla - w tym samym czasie w Lesznie odbywał się zlot porsche 911. Wybór pojazdu nie należał do łatwych, bo pan Mariusz posiada aż 18 starych volkswagenów! W swojej kolekcji ma wszystkie modele garbusa!

- Obecnie w lakierni mam model T1, najbardziej poszukiwany. Moim pierwszym samochodem był volkswagen garbus i tak już zostało. Garbus ma duszę, ma maskę w kształcie serduszka i jest zawsze uśmiechnięty - mówi żartobliwie i podkreśla: wszyscy go pozytywnie postrzegają. - Dziś jeżdżę po Zielonej Górze nowym volkswagenem. Jeszcze rok temu oglądali się za nim złodzieje i dziewczyny. Teraz już nikt. Gdy wjeżdżam garbusem, patrzą się wszyscy. Od małego dzidziusia, po starszego dziadka, który podchodzi do mnie i mówi: „Wie pan co, ja kiedyś takiego miałem”. Po prostu, gdy wsiadamy do starego auta, zatrzymuje się czas. Jechaliśmy tutaj 60 km/h godzinę, podczas gdy normalnie przejazd to jakieś 120. Te maszyny pozwalają zwolnić w życiu - dodaje.

Andrzej Ślusarczyk na świebodziński zlot przyjechał z Zielonej Góry harleyem davidsonem.

- To wojenny model. Rocznik 1942. Mam go już od 27 lat - opowiada.- Co jest w takich maszynach, że chce je się mieć? Po prostu tak się ma.

Zloty to nie tylko klimat i atmosfera. To też okazja, by pokazać to, co remontuje się nawet kilka lat. Te maszyny to też mnóstwo pracy w nie włożonej.

Marlenę i Darka z Gorzowa Wlkp. spotkaliśmy na zlocie już rok temu. Bo do świebodzińskiej imprezy u mają sentyment. Nasz zlot był pierwszym, na jaki wybrali się po zakupie forda mustanga z 74 roku. Dlaczego stare a nie nowe?

- Bo stare są ciekawsze, piękniejsze, mają swoją duszę - mówią zdecydowanie. Pasję motoryzacyjną dzielą pomiędzy zabytkowe auta, ale i motocykle. Na świebodzińskie spotkanie pani Marlena przyjechała mustangiem, pan Darek - harleyem.

Gdy mąż próbował namówić żonę Izabelę, by wybrała się z nim na zlot, odpowiedziała: - „Nie ma opcji”. Gdy ten wyjechał tylko za bramę posesji, podbiegła i wsiadła do starego fiata. Od tamtej pory nie wyobraża sobie życia bez spotkań miłośników zabytkowej motoryzacji.

- Odkąd weszła w towarzystwo, zaczęła rozmawiać z innymi kobietami, które szaleją za klasykami, to nie ma imprezy, żebyśmy nie pojechali razem - mówi pan Andrzej.

- Wie pani, co mi się najbardziej w rajdach podoba? - Wspaniała atmosfera to raz. Ale niezależnie, czy właściciel przyjedzie autem za 5 tysięcy czy za pół miliona, to wszyscy są równi - podkreśla.

Małżeństwo zgodnie stwierdziło, że jeżeli stary samochód, to tylko fiat.

- Przyjechał to nas troszeczkę zaniedbany. Wymagał naprawy. Ponad rok stał na kołkach. Dostał nowy lakier, dużo nowych części i jest z nami na rajdach już czwarty rok - mówią Izabela i Andrzej Grzana, którzy przyjechali aż ze Stargardu.

A przygody z wielu podróży wspominać będą zawsze, jak m. in. to, gdy w drodze na zlot w Zbąszyniu w aucie pękła gumowa rura łącząca wlew paliwa z bakiem. On owijał rurę koszulą. Ona próbowała wlać do baku choć kilka kropli.

Alicja Kucharska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.