Paweł Stachnik

Stefan Janus. Najwybitniejszy lotnik II wojny światowej pochodzący z Krakowa

Stefan Janus w kabinie swojego Spitfire’a Stefan Janus w kabinie swojego Spitfire’a
Paweł Stachnik

26 STYCZNIA 1943. Mjr Stefan Janus podczas misji bojowej nad Francją dostaje się do niemieckiej niewoli. Ten pilot z Krakowa był asem myśliwskim i dowódcą ważnej jednostki

Stefan Janus urodził się 22 marca 1910 r. w Woli Duchackiej w wielodzietnej rodzinie kolejarza. Uczył się w VI Gimnazjum im. Tadeusza Kościuszki w Podgórzu, a potem jako wolny słuchacz rozpoczął studia prawnicze na UJ. Kierunek ten chyba nie bardzo mu odpowiadał, bo po roku przeniósł się na geografię. Zgodnie z ówczesną praktyką, w przerwie wak acyjnej po pierwszym roku studiów rozpoczął służbę wojskową. Skierowano go do Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim. Wojsko musiało przypaść mu do gustu, bo będąc plutonowym podchorążym zrezygnował z kontynuowania studiów i postanowił zostać oficerem zawodowym.

Jak pisze Wojciech Zmyślony, autor obszernej biografii Janusa, niewykluczone że znaczenie dla niego miały też kwestie materialne: wojsko dawało zatrudnienie i środki na życie, a to było ważne w sytuacji panującego wtedy w Polsce kryzysu i bezrobocia. W 1932 r. Stefan rozpoczął naukę w Szkole Podchorążych Artylerii w Toruniu kształcącej zawodowych oficerów artylerii, a następnie trafił na praktykę do 7. Pułku Artylerii Lekkiej w Częstochowie.

Lotnicza pasja

W międzyczasie znów zmienił zainteresowania i zdecydował się zostać pilotem. Już jako podporucznik artylerii został przydzielony do Centrum Wyszkolenia Oficerów Lotnictwa w Dęblinie, gdzie przeszedł odpowiednie przeszkolenie teoretyczne i praktyczne. Latał na samolotach RWD-8, PWS-16 i Potezach XXV. Po kursie otrzymał przydział do 2. Pułku Lotniczego stacjonującego w rodzinnym Krakowie.

Po ośmiu miesiącach służby na lotnisku Rakowice wysłano go na wyższy kurs pilotażu w Grudziądzu. Po powrocie do jednostki latał na samolotach PZL P.7 i PZL P.11c (słynnych „Jedenastkach”) będących podstawowym wyposażeniem polskich eskadr myśliwskich. W 1938 r. w krakowskim kościele garnizonowym św. Agnieszki poślubił swoją narzeczoną, Jadwigę Wróblewską, z którą spędził potem 40 lat małżeństwa.

W tym samym roku Janus został przeniesiony z Krakowa do Dęblina, gdzie w Szkole Orląt objął dowództwo plutonu podchorążych w eskadrze szkolnej. Można się domyślać, że nie było to dla niego wymarzone stanowisko, bo skierowanie do szkolnictwa było powszechnie traktowane przez pilotów jako zesłanie. „Służba w jednostce bojowej dawała więcej emocji i uznawana była za bardzo prestiżową” - pisze Wojciech Zmyślony.

W Dęblinie Janusa zastał wybuch wojny. 6 września 1939 r. rozpoczął ewakuację swoich podopiecznych na wschód (towarzyszyła mu także żona Jadwiga). Pieszo i rozmaitymi pojazdami, unikając niemieckich samolotów, a potem Armii Czerwonej i uzbrojonych Ukraińców, doprowadził ich do granicy polsko-węgierskiej.

Przez Europę i Afrykę

Na Węgrzech Janus szybko wydostał się z obozu internowania. Zaopatrzony przez polski konsulat w Budapeszcie w paszport, przez Jugosławię udał się do Grecji. W Atenach wsiadł na statek „Warszawa” i popłynął do Francji. Przez pewien czas przebywał w bazie szkoleniowej Lyon-Bron, ale w lutym 1940 r. skierowano go do Algierii w Afryce Północnej, gdzie w tamtejszej szkole lotniczej uczestniczył w szkoleniu francuskich strzelców pokładowych.

Gdy Niemcy zaatakowali Francję polscy lotnicy w Algierii nie mieli okazji wziąć udziału w walce. Ewakuowano ich do Casablanki w Maroku, stamtąd zaś na przełomie czerwca i lipca 1940 r. Janus przez Gibraltar dotarł drogą morską do Liverpoolu. W Algierze została jego żona Jadwiga.

W Wielkiej Brytanii por. Janus - tak jak inni polscy piloci - przeszedł przeszkolenie teoretyczne i językowe, poznał też brytyjskie maszyny. Latanie na nich wymagało zmiany mocno zakorzenionych przyzwyczajeń i odruchów. „Należało pamiętać o zmianie skoku śmigła oraz wypuszczaniu i chowaniu podwozia po starcie i przed lądowaniem. Przyrządy pokładowe były wyskalowane w milach na godzinę, stopach i galonach, zamiast znanych z Polski kilometrów na godzinę, metrów i litrów” - opisuje Wojciech Zmyślony.

Po szkoleniu Janus we wrześniu 1940 r. otrzymał przydział do tworzącego się 308. Dywizjonu Myśliwskiego. Tam też po raz pierwszy wziął udział w akcjach bojowych. Dywizjon odbywał loty patrolowe nad południową Anglią, wystawiał klucze alarmowe, osłaniał konwoje morskie.

- Dywizjon 308. został sformowany już po zakończeniu Bitwy o Anglię i do poważnych działań bojowych wszedł dopiero w 1941 r. Inny był już wtedy charakter tych akcji. RAF rozpoczął ataki na terytorium Francji, a to zasadniczo zmieniało ich charakter. Teraz przy zestrzeleniu nie lądowało się na własnym terenie, lecz trafiało do niewoli. Poza tym ze względu na nasycenie jednostkami Luftwaffe i obroną przeciwlotniczą były to bardzo trudne wyprawy - wyjaśnia Wojciech Zmyślony.

Dowódca i as

Właśnie nad Francją Janus zaliczył swoje pierwsze zestrzelenia. 22 lipca 1941 r. podczas ataku na niemieckie lotnisko w okolicach Guines ostrzelał i zapalił dwa stojące na ziemi Messerschmitty 109. A wracając do Anglii natknął się nad kanałem La Manche na trzeciego, którego trafił. Pod koniec września zestrzelił kolejnego Messerschmitta 109, a w końcu października dokonał trzeciego i czwartego zestrzelenia.

W 308. Dywizjonie Janus dał się poznać jako wyróżniający się myśliwiec. Dzięki temu w czerwcu 1941 r. wyznaczono go na stanowisko dowódcze - został dowódcą eskadry A. Podczas wpraw nad Francję nabierał doświadczenia i coraz częściej to on właśnie prowadził dywizjon. Jesienią tego roku odznaczono go dwukrotnie Krzyżem Walecznych, a w styczniu 1942 Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari.

Po kilku miesiącach liniowej służby w 308. Janus awansował - w listopadzie 1941 r. objął dowództwo 315. Dywizjonu Myśliwskiego. - Początkowo dowódcami jednostek lotniczych mianowano starszych oficerów. Potem okazało się, że jako dowódcy lepiej sprawdzają się młodzi piloci, którzy doświadczenia bojowego nabyli już podczas wojny - mówi autor.

Jako dowódca Janus latał na czele dywizjonu na wyprawy nad Francję. Loty te były ciężkie, a prawie każdy z nich przynosił straty w ludziach lub maszynach. Luftwaffe ciągle była silna, a dochodził do tego silny ogień arty lerii przeciwlotniczej, jaką nasycone były nadmorskie obszary Francji. W dowodzeniu Janus wykazywał się rozwagą i ostrożnością. Ważniejsze dla niego było wykonanie zadania i zapewnienie bezpieczeństwa podwładnym niż osobisty sukces i uzyskanie kolejnego zestrzelenia.

- Był bardzo szanowany przez podwładnych i kolegów, którzy wiedzieli, że można polegać na jego rozwadze. Miał duży autorytet. Już podczas wojny przeszedł wszystkie stanowiska: od zwykłego pilota, przez dowódcę eskadry i dywizjonu, aż po dowódcę skrzydła. Podkomendni wiedzieli, że ma umiejętności i wiedzę zdobyte w nowoczesnej wojnie - podkreśla Wojciech Zmyślony.

Z relacji innych pilotów wynika, że major wyróżniał się pogodnym usposobieniem, poczuciem humoru i pewnym talentem komicznym. Z tego ostatniego powodu nazywano go Lopkiem, nawiązując do znanego przedwojennego aktora komediowego Kazimierza Krukowskiego ps. Lopek. Rzeczywiście, na większości licznie zamieszczonych w książce Wojciecha Zmyślonego zdjęć Janus jest szeroko uśmiechnięty, a na wielu opowiada coś zgromadzonym wokół kolegom.

Sukces nad Dieppe

W maju 1942 r. Stefan Janus został wyznaczony na dowódcę I Polskiego Skrzydła Myśliwskiego. Skrzydło było dużą jednostką taktyczną skupiającą trzy (potem cztery) dywizjony. I Skrzydło, do którego rotacyjnie wchodziły kolejne polskie dywizjony myśliwskie, było główną jednostką operacyjną polskiego lotnictwa w Wielkiej Brytanii i jego główną siłą uderzeniową. Wraz z nowym stanowiskiem wzrosła odpowiedzialność Janusa, a także ranga zadań, jakie realizował. Teraz latał nad Francję na czele czterech dywizjonów, czyli prawie 50 samolotów.

Skrzydło pod jego dowództwem wzięło udział w powietrznym zabezpieczaniu operacji desantowej w Dieppe. Wprawdzie sam desant zakończył się klęską, ale osiągnięcia polskich lotników były znaczące. Piloci Polskiego Skrzydła (złożonego z pięciu dywizjonów: 302., 303., 306., 308. i 317.) wykonali 240 lotów i zestrzelili 15 i pół samolotu za cenę jednego własnego poległego. Dywizjon 303. okazał się najskuteczniejszą jednostką aliancką pod względem zestrzeleń, a Dywizjon 317. - drugą. „Janus, kształtując od przeszło trzech miesięcy sposób latania i walki I Skrzydła jako całości, został ojcem chrzestnym tego sukcesu” - pisze autor.

Pod koniec 1942 r. odbył swój setny lot, co było dużym osiągnięciem.

Dobrze rozwijająca się kariera majora Janusa została przerwana nieszczęśliwym wydarzeniem. 26 stycznia 1943 r. odbywał lot nad Francją, ostatni przed oddaniem dowodzenia Skrzydłem i pójściem na odpoczynek. Podczas drogi powrotnej nad kanałem La Manche jego Spitfire zderzył się z w powietrzu z maszyną sierż. Wawrzyńca Jasińskiego z 306. Dywizjonu. Obydwa samoloty spadły do morza, Jasiński zginął, Janus wyskoczył ze spadochronem. Wyłowił go francuski kuter rybacki, do którego dopłynęła niemiecka łódź patrolowa i zabrała lotnika do niewoli…

Janusa przewieziono do oflagu XXIC w Szubinie w północnej Wielkopolsce. Od razu podjął tam próbę ucieczki chowając się w wozie wywożącym śmieci, ale szybko został wykryty. Z Szubina przewieziono go do Stalagu Luft 3 w Żaganiu, gdzie dołączył do kilkudziesięcioosobowej grupy polskich lotników. Jako najwyższy stanowiskiem (dowódca skrzydła) został starszym wśród polskich oficerów. Wszedł też do grupy przygotowującej ucieczkę, czyli tzw. Komitetu X.

W czerwcu 1943 r. wziął udział w filmowej wręcz akcji ucieczkowej. Grupa jeńców prowadzona przez dwóch kolegów przebranych za strażników wyszła ze stalagu, rzekomo udając się na odwszenie. Byli w niej Stefan Janus i jego przyjaciel Witold Łokuciewski z 303. Dywizjonu. Podając się za węgierskich robotników chcieli przedostać się do Szczecina, a stamtąd do Szwecji. Udało im się dotrzeć tylko do Legnicy, gdzie w pociągu zostali schwytani przez gestapo.

W Żaganiu Janus uczestniczył też w przygotowaniach do słynnej Wielkiej Ucieczki. Był szefem komitetu ucieczkowego w baraku 107 i przewidywano, że wyjdzie z obozu tunelem Harry. Na szczęście nie zdążył, bo zapewne zostałby schwytany i zamordowany jak inni polscy uczestnicy tej akcji.

Porwać MiG-a

Z niewoli został wyzwolony w maju 1945 r. przez Brytyjczyków. Po rekonwalescencji wrócił do służby. Gdy wojna się skończyła, 21 stycznia 1947 r. wstąpił do Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia, który przygotowywał żołnierzy do przejścia do cywilnego życia. Lopek postanowił zostać z żoną w Wielkiej Brytanii. Bezskutecznie starał się o przyjęcie do RAF.

Na początku lat 50. przyjął ofertę amerykańskiego wywiadu. Zaproponowano mu mianowicie udział w niezwykłym przedsięwzięciu: Amerykanie chcieli wyszkolić grupę pilotów mających przeniknąć do Polski i uprowadzić samolot odrzutowy MiG-15, będący wówczas jedną z najnowocześniejszych konstrukcji. Szkolenie odbywało się w Niemczech, gdzie Janus zapoznał się z samolotami odrzutowymi. Akcja nie doszła jednak do skutku ponieważ 5 marca 1953 r. na Bornholm uciekł na MiG-u pilot LWP por. Franciszek Jarecki (notabene urodzony w podkrakowskim Gdowie).

Do RAF-u udało się Janusowi wstąpić w 1953 r., gdy wobec zimnej wojny rozbudowywano brytyjskie siły powietrzne. Otrzymał stopień kapitana i służył w administracji wojskowej, m.in. na Cyprze. W 1965 r. przeszedł w stan spoczynku. Mieszkał skromnie z żoną w Maidstone w południowej Anglii. W latach 70. trzy razy odwiedził Polskę (m.in. Kraków, Bochnię i Zakopane). Zmarł na zawał serca 11 listopada 1978 r. Urnę z prochami złożono rok później na cmentarzu Rakowickim. Po swojej śmierci obok męża spoczęła żona Jadwiga.

- Janus był wybitnym pilotem i dowódcą, a mimo to mało się o nim pamięta. Powodów jest kilka – nie brał udziału w Bitwie o Anglię, przeżył wojnę (a o poległych zawsze bardziej się pamięta), został na emigracji, nie napisał wspomnień. Tymczasem śmiało można o nim mówić jako o najwybitniejszym lotniku II wojny światowej pochodzącym z Krakowa. Nie było drugiego, który mógłby się z nim równać osiągnięciami - podkreśla Wojciech Zmyślony. Na szczęście jego rodzinne miasto nie zapomniało o nim. Po latach w Krakowie pojawiła się ulica jego imienia, a w kościele garnizonowym zawisła poświęcona mu pamiątkowa tablica.

Paweł Stachnik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.