Dariusz Chajewski

Styczeń i luty 1945 roku. Dopiero od niedawna poznajemy prawdę o tym, co tutaj się działo...

Krosno Odrz., 1945 r. Nikt nie wie, dlaczego żołnierze Armii Czerwonej podpalili miasto. Fot. Fot. LWKZ Krosno Odrz., 1945 r. Nikt nie wie, dlaczego żołnierze Armii Czerwonej podpalili miasto.
Dariusz Chajewski

Najbardziej zniszczonym w wyniku II wojny światowej miastem w Lubuskiem był Kostrzyn nad Odrą. Według "Miasta Ziemi Lubuskiej w obliczu II wojny światowej" straty miasta szacowane są na 90 - 95 proc. zabudowy. Operacja wiślańsko-odrzańska prowadzona była od 12 stycznia 1945 roku i ruszyła z linii Wisły. Zakończyła się w marcu. 26 stycznia 1945 r. pierwsze wydzielone oddziały 1. Frontu Białoruskiego dotarły na przedpola Ziemi Lubuskiej.

Tydzień po przekroczeniu Wisły przez Armię Czerwoną, 19 stycznia 1945 roku, władze niemieckie wydały zarządzenie o ewakuacji terenów położonych na wschód od Odry, wywołując masową ucieczkę niemieckiej ludności tych ziem na zachód. Jednocześnie Armia Czerwona zajmowała stopniowo wschodnie tereny III Rzeszy. Od 10 lutego 1945 roku nacierające zgrupowania I frontu Ukraińskiego przeszły do szybkiego pościgu za wojskami niemieckimi. Celem było jak najszybsze sforsowanie Bobru i Kwisy, aby uniemożliwić Niemcom zorganizowanie kolejnej linii obrony. Wiosenne roztopy uniemożliwiały prowadzenie natarcia szerokim frontem w terenie lesisto-bagnistym, stąd prowadzono je wzdłuż dróg i szos. Taktyka atakujących polegała na tym, aby nie odrywać się od ściganego i na „plecach”... wroga wdzierano się do kolejnych miejscowości...

Przeklęta Germania...

Takie określenie znalazło się w sowieckim propagandowym filmie. Obrazki były z Międzyrzecza. Stąd ze styczniem i lutym 1945 z lubusko-wielkopolskim pograniczem wiąże się wiele historii. Wiele tragicznych. I dopiero od niedawna szerzej mówimy i piszemy o tej stronie „wyzwalania” Środkowego Nadodrza.

Dantejskie sceny rozegrały się 28 stycznia 1945 r. koło wsi Policko, gdzie radzieccy żołnierze zmasakrowali uciekających żołnierzy i cywili. Niemcy wycofywali się z Pszczewa. To było pierwsze niemieckie miasteczko na drodze do Berlina. Miejscowi Niemcy odparli dwa szturmy, jednak wieczorem - po przełamaniu przez Rosjan obrony w okolicach Borowego Młyna - zapadła decyzja o ewakuacji. Kolumna cywili przemieszana z volkssturmem i żołnierzami Wehrmachtu ruszyła do Międzyrzeczu. Po kilku kilometrach została jednak otoczona i rozbita przez Rosjan. Do dziś w lasach między Polickiem i Borowym Młynem można natrafić na ludzkie szczątki, resztki uzbrojenia i niewypały... Zresztą takich historii Jest więcej. Podła Góra, Radoszyn... Nieco ponad rok temu na cmentarzu w podkargowskim Karszynie pochowano szczątki trzynastu osób, Niemców i Polaka zabitych w tej wsi 29 stycznia 1945 roku przez pijanego rosyjskiego żołnierza. Mirosława Dymalska, bratanica Władysława Dymalskiego, Polaka, który wówczas zginął opowiada: - Wujka zastrzelił ten żołnierz jako pierwszego, gdyż starał się bronić swojego niemieckiego pracodawcę i sąsiadów - opowiada.

Krosno Odrz., 1945 r. Nikt nie wie, dlaczego żołnierze Armii Czerwonej podpalili miasto.
Fot. Archiwum Szprotawa, 1945 rok. Niemcy? Nic podobnego, pierwszy oddział polskiej milicji

Do końca 1945 roku na Ziemi Lubuskiej osiedliło się 227.061 polskich osadników, w tym 145.958 na wsi i 81.103 w miastach. Spośród osiedlonych 110.338 osób pochodziło z województw zagarniętych po wojnie przez ZSRR, zaś pozostali to osadnicy z tzw. ziem dawnych, głównie z województw poznańskiego, rzeszowskiego, krakowskiego, kieleckiego, łódzkiego i warszawskiego.

Klein Kirschbaum (dzisiejszy Trześniów), Gross Gandern (Gądków Wielki), Goeritz (Górzyca), Wildenhagen (Lubin)... Niewielkie wioski leżące dziś w woj. lubuskim. Gdy zimą 1945 roku zbliżają się tam Rosjanie, wśród niemieckich kobiet wybucha panika. - Pamiętam, jak Ida Valentin biegnie i przeraźliwie krzyczy, że już nadchodzą - opowiadała 79-letnia Adelheid Nagel z Frankfurtu nad Odrą. - Że lepiej umrzeć niż spotkać ich na swojej drodze. No to jedne kobiety wieszają swoje dzieci i siebie, inne podcinają gardła albo idą nad jezioro i się topią. Nikt nie wie dokładnie, ile osób zginęło w nocy z 31 stycznia na 1 lutego w Wildenhagen. Próbowałam kiedyś policzyć. Wyszło mi, że sześćdziesiąt, ale niektórzy mówią nawet o stu - mówi Adelheid Nagel.

Stawka większa niż życie

Mamy także historię szpiegowską. 17 lutego zakończyła działalność w okolicy Nowogrodu, Lubska i Gubina Grupa „Wisła”. Pięciosobowy zespół polskich zwiadowcó w 1945 roku został zrzucony na spadochronach w okolicy wsi Strużka. Ich zadaniem była obserwacja ruchów wojsk niemieckich oraz znajdujących się w okolicy obiektów o znaczeniu militarnym. Codziennie przez radiostację przekazywali meldunki - w ciągu trzech tygodni nadali 23 meldunki. 8 lutego, siedem kilometrów od Lubska, wysadzili w powietrze zmierzający na wschód transport wojskowy. Wykrycie przez grupę transportów jednostek pancernych z frontu w Ardenach w rejon Gubina był powodem przesłania od dowództwa radzieckiego specjalnego podziękowania... 17 lutego grupa zetknęła się z Armią Czerwoną i jej członkowie niemal przypłacili to życiem. Nie uwierzono, że są polskimi spadochroniarzami, ale dywersantami i postawili ich pod ścianą. Dopiero w ostatniej chwili oficer NKWD wstrzymał egzekucję...

Przedwczesna radość Żukowa

Pierwsze oddziały radzieckie dotarły w okolice Kostrzyna pod koniec stycznia. Niemcy byli zaskoczeni do tego stopnia, że 30 stycznia w głąb miasta wdarły się radzieckie czołgi. Dojechały daleko, bo w rejon obecnego ronda w centrum. Kiedy jednak Niemcy zorientowali się, że to nieprzyjaciel, wojska radzieckie wycofały się, odnosząc przy tym duże straty. Po długich walkach ostatnim bastionem oporu pozostało Stare Miasto. 12 marca, dowódca wojsk rosyjskich Giegorij Żukow popełnił duży błąd. Zaskoczeni Niemcy pozwolili wedrzeć się oddziałom niemieckim na starówkę. Po szybkim przegrupowaniu nieprzyjaciela wyparto. Ale marszałek Żukow już odtrąbił sukces. Wysłał do Stalina depeszę, w której poinformował o zdobyciu Kostrzyna. Fakt jednak był taki, że padło dopiero Nowe Miasto, twierdza broniła się dalej, a Żukow był przekonany, że jej dowódca nie żyje. Na wieść o zdobyciu Kostrzyna na Placu Czerwonym w Moskwie zapanowała radność. Stalin wydał rozkaz, oto jego fragmenty: „Dziś 12 marca o godz. 23.00 stolica naszej Ojczyzny Moskwa w imieniu Ojczyzny salutuje bohaterskie wojska 1. Frontu Białoruskiego, które zdobyły miasto i twierdzę Kostrzyn – dwudziestoma salwami artyleryjskimi z dwustu dwudziestu czterech dział. (…).”

Krosno Odrz., 1945 r. Nikt nie wie, dlaczego żołnierze Armii Czerwonej podpalili miasto.
Fot. Archiwum Lubsko, 1945. Przemarsz kolumny niemieckich jeńców konwojowanych przez żołnierzy Armii Czerwonej

Tymczasem do twierdzy dotarły posiłki niemieckie z drugiego brzegu Odry. Walki o Stare Miasto rozgorzały na nowo. Marszałek Żukow był zdezorientowany. Nigdy nie odważył się sprostować informacji, wysłanej Stalinowi. Dopiero 30 marca ostatecznie zdobyto Stare Miasto.

Przymusowe lądowanie

15 marca 1945 r., 487. grupa bombowa stacjonująca w Lavenham w Anglii przygotowuje się do startu. (...) Tym razem celem jest Oranienburg - miasto na północ od Berlina. Zbombardowana ma zostać fabryka, w której przetwarzana jest ruda pierwiastka promieniotwórczego - toru. Bombowiec, „High Tailed Lady” (Umykająca Dama) leciał w swoją 17. misję, zrzucił dwie tony bomb, ale został wielokrotnie trafiony. Pilot był ranny, na chwilę stracił przytomność, ranni byli niektórzy członkowie załogi. Ponadto samolot się palił, stracili trzeci silnik. Zrobiło się dramatycznie. Załoga wiedziała jednak, że gdzieś niedaleko biegnie front. Zdecydowali się na przeskoczenie linii walk. Wylądowali „na brzuchu” bombowca, w nieznanym miejscu. Przenocowali koło samolotu. Na drugi dzień zdecydowali się - we dwie osoby - pójść do miasteczka, czyli Babimostu. „W pewnym momencie stanęliśmy, podnieśliśmy ręce i głośno wołaliśmy: Ya Amerikanets”. Ludzie chętnie zaopiekowali się żołnierzami. Pojawili się Rosjanie, którzy dali gościom kwatery, a przede wszystkim zoperowali rannych. Potem było kilka dni rosyjsko-amerykańskiego braterstwa broni, toasty za Stalina i Roosevelta, rywalizacja. 24 marca żołnierzy zapakowano na dwie ciężarówki, przewieziono do Łodzi, a następnego dnia do Połtawy na Ukrainie. Tam przyleciał po nich amerykański samolot...

To tylko kilka mniej znanych kart tej historii. Jeszcze wiele czeka na zapisanie.

Jak zdobywano „dziki” zachód

Dariusz Chajewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.