Leszek Kalinowski

Sześciolatki zostają w szkołach w Zielonej Górze i nie tylko

Dzieci  z Tęczowej Szóstki w Sulechowie nie spieszą się do szkoły. Ich rodzice bardzo cieszą się z tego, że pociechy będą mogły zostać w przedszkolu Fot. Mariusz Kapała Dzieci z Tęczowej Szóstki w Sulechowie nie spieszą się do szkoły. Ich rodzice bardzo cieszą się z tego, że pociechy będą mogły zostać w przedszkolu o rok dłużej. - To im wyjdzie na dobre - mówią.
Leszek Kalinowski

Ze zmiany w szkolnych przepisach cieszą się rodzice. Gorsze nastroje panują w gminach i podstawówkach.

- Cieszę się, że moje dziecko nie pójdzie do szkoły. On jest jeszcze taki mały, niesamodzielny - mówi Ewelina Jarzyna o swoim synku Borysie. - W przedszkolu lepiej funkcjonuje niż miałby siedzieć na lekcjach.

Karolina Gawlicka przyznaje, że złości ją ta wieczna rewolucja w oświacie. - Pewnie jest tylko to, że nie ma nic pewnego - komentuje nowelizację ustawy . - Byłam pewna, że moja trzyletnia Julka bez problemu dostanie się do przedszkola. Teraz, kiedy zostaną w nim sześciolatki, zabraknie miejsc dla maluchów.

Pozostawienie sześciolatków w szkołach powoduje, że jak klocki domina wywraca się cały system edukacji. Jedni się z tego cieszą, inni przeciwnie. Mają powody do zmartwienia. Choćby nauczyciele w szkołach podstawowych. Rok temu zatrudniono dodatkową kadrę. Teraz najprawdopodobniej będą musieli się pożegnać z pracą.
- To oznacza, że mojej córce zmieni się wychowawczyni? Bardzo mi się to nie podoba - denerwuje się Weronika Załoba-Nagły. - Oświatą w Polsce powinny zajmować się pedagogiczne autorytety a nie politycy. Mielibyśmy jakąś ciągłość, nie zaś wieczną negację tego, co zrobili poprzednicy. Mundurki są, mundurków nie ma. Sześciolatki są w szkołach, sześciolatków w nich nie ma. Zwariować można!

Teraz sześciolatki mają zostać w przedszkolu. Co będą robić?

Nową sytuacją martwią się też samorządy. Zielona Góra od lat przygotowywała się do obniżenia obowiązku szkolnego. Pierwsi sześciolatkowie, którzy poszli do szkoły (pół tysiąca dzieci) dziś jest już w piątej klasie. Jak przypomina wiceprezydent Wioleta Haręźlak, szkoły przeszły modernizacje. Dla maluchów przystosowano klasy, toalety, w większych placówkach wyodrębniono osobne moduły... Nauczyciele przeszli szkolenia.

Teraz sześciolatki mają zostać w przedszkolu. Co będą robić? W ustawie nie ma mowy o zmianie programowej. To oznacza, że jeszcze raz uczyć się będę tego samego? A co się będzie działo w szkołach? Jak rozwiązać problem braku naboru? Niektórzy się nie martwią. Dlaczego?

Po tym jak przyklepnięte zostały plany, związane z pozostawieniem sześciolatków w przed- szkołach, rozdzwoniły się w redakcji telefony. Nie od rodziców tych dzieci. Oni w większości się cieszą z tej zmiany. Martwią się natomiast opiekunowie młodszych pociech. Bo zdają sobie sprawę z tego, że teraz w przedszkolach może zabraknąć miejsca dla trzylatków.
Co roku do pierwszych klas szkół podstawowych w Zielonej Górze szło około 1.200 dzieci, rok temu blisko 1.800. Ile znajdzie się w tym roku? Z wyliczeń wynika, że 200 osób. To dzieci odroczone z obowiązku szkolnego. Czy to oznacza, że tylko tyle miejsc będzie dla trzylatków w przedszkolach?

Miasto zrobi wszystko, by rodzice nie odczuli zmian

Wiceprezydent Wioleta Haręźlak przyznaje, że sytuacja jest bardzo trudna. Ale zaraz dodaje, że miasto zrobi wszystko, by rodzice nie odczuli zmian. Stąd ciągłe spotkania dyrektorów przedszkoli, szkół, szukanie różnych sposobów rozwiązania problemu. Trzeba zauważyć, że nie wszystkie 200 odroczonych dzieci trafi do miejskich szkół. Bo nabory przeprowadzą też placówki niepubliczne czy ogólnokształcąca szkoła muzyczna. Pod uwagę trzeba brać i to, że niektórzy rodzice sześciolatków zdecydują się posłać swą pociechę do szkoły. Zielonogórzanie muszą się jednak liczyć, że klasy pierwsze nie powstaną w każdej szkole. Bo jeśli do jednej zapisze się troje uczniów, do drugiej dwoje, a do trzeciej pięcioro itd., to trzeba będzie ich zebrać i uruchomić oddział w jednej z tych podstawówek.

Minister edukacji Anna Zalewska przypomina też, że nowa ustawa daje rodzicom pierwszaków prawo pozostawienia swego dziecka w klasie pierwszej lub drugiej. Do tej pory takie przypadki zdarzały się bardzo rzadko i to z powodu długiej choroby dziecka. Samorządy nie znają konkretnych liczb.

- Robimy różne symulacje, by jeszcze na styczniowej sesji przedstawić nasze zamierzenia - mówi W. Haręźlak. - Rodziców nie obchodzą nowe ustawy, chcą by dziecko dostało się do przedszkola itd. A samorząd jest od tego, by wykorzystać wszystkie możliwości, by tak właśnie było. Dlatego chcę uspokoić zmartwionych rodziców trzylatków i innych...
Ratunkiem ma być tworzenie w szkołach tzw. oddziałów zamiejscowych przedszkoli. Takie rozwiązanie Zielona Góra już „ćwiczyła” jednego roku, by zapewnić wszystkim trzylatkom miejsca. To także ma uchronić nauczycieli przed dużymi zwolnieniami. Choć jak dodaje W. Haręźlak, pedagodzy zatrudnieni w zeszłym roku muszą się liczyć w najbliższych latach z utratą pracy. Ale martwią się także ci, którzy w tym roku oddadzą klasy trzecie (od czwartej do szóstej dzieci uczą nauczyciele - przedmiotowcy). Oni nie dostaną klas pierwszych, bo ich nie będzie.

Dzieci sześcioletnie powinny być w przedszkolu

Bożena Pierzgalska z nauczycielskiej Solidarności uważa, że problem da się rozwiązać. Przecież w szkołach były zerówki. Placówki są przygotowane na przyjęcie młodszych dzieci. Można więc w podstawówkach wrócić do owych zerówek, inaczej je nazywając.

Bożena Mania ze Związku Nauczycielstwa Polskiego dodaje: - Pamiętajmy, że nie jest to problem tylko tego roku. Te sześciolatki potem pójdą do gimnazjum, liceum, na studia. Zawsze to będzie bardzo, bardzo mały rocznik...

- A ja cię cieszę, bo moje dziecko będzie traktowane jak król. Po rękach będą je całować, żeby przyszło do danej szkoły czy rozpoczęło studia np. na medycynie - zauważa pan Tomasz. - Głosowałem na PiS i to jest mój rząd. Dobrze robi, że naprawia błędy poprzedników. Dzieci sześcioletnie powinny być w przedszkolu, a nie szkole razem ze starymi końmi.

Emerytowana nauczycielka Ewa Radoszko: - Większość rodziców cieszy się, bo uważa, że sześciolatek w szkole to zabranie im dzieciństwa, ale to błędne myślenie. Cały świat idzie do przodu, dzieci się zupełnie inne niż te sprzed 10 czy 20 lat. W Europie w wielu krajach w szkołach są pięcio-, a nawet czterolatki.

Zdaniem pani Ewy, nie w tym rzecz, gdzie dzieci są. Problemem są budynki szkolne, przeładowane programy, zadawanie uczniom mnóstwo pamięciowych rzeczy do nauki, ciężkie tornistry, nauczyciele pokazujący młodym nie ich dobre strony, ale udowadniający im na każdym kroku, czego nie potrafią. Nawet jak potrafią... Zmiana szkoły na przedszkole nie zlikwiduje tych wszystkich problemów.

A jakie nastroje panują w innych gminach?

- Dopiero analizujemy sytuację, dlatego w tej chwili nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć - mówi burmistrz Sulechowa Ignacy Odważny. - Być może pojawią się problemy kadrowe. Może pojawić się też groźba, że nie przyjmiemy do przedszkoli trzylatków. Ale nie chcę teraz mówić nic na pewno.

Z kolei burmistrz Kargowej Jerzy Fabiś zapewnia, że u nich nie będzie zwolnień nauczycieli: - Z pierwszych prognoz i rozmów z rodzicami wynika, że powstanie jedna pierwsza klasa Jeśli chodzi o trzylatków, możemy ewentualnie rozszerzyć nabór do przedszkola. Moim zdaniem największy problem pojawi się w momencie likwidacji gimnazjów.

Jak przyznaje szef wydziału oświaty w magistracie Ryszard Graczyk, dramatycznie sytuacja zapowiada się w Świebodzi-nie. - W najgorszym scenariuszu od września 2016 roku może powstać u nas tylko jedna klasa pierwsza, natomiast dla trzylatków w przedszkolach zabraknie około 250 miejsc - mówi. Zastrzega jednak, że ten scenariusz będzie konsekwencją decyzji rodziców. Otóż do końca marca mają oni prawo podjąć decyzję, czy ich dziecko pozostanie w przyszłym roku w pierwszej klasie, czy też przejdzie do drugiej. Zdaniem Graczyka, ponad 90-95 proc. rodziców zadecyduje, że ich pociechy trafią do II klasy.

Trudna sytuacja zapowiada się też w przedszkolach

Dodaje też, że w tym roku zniknie jeden rocznik w szkołach. A w gminie co roku pierwszaków jest około 250-300, z których w roku szkolnym tworzy się ponad 20 klas. Od września 2016 może być tylko jeden taki oddział, złożony z dzieci odroczonych. Tych, których rodzice zadecydują, że powinny ponownie być w klasie pierwszej oraz tych, które zaczną naukę w wieku sześciu lat.

- I taką klasę, a może dwie utworzymy w jednej ze szkół. Uczniowie nie będą więc chodzić do najbliższej miejsca zamieszkania placówki. Trzeba ich będzie dowozić z całej gminy - dodaje Graczyk. - Konsekwencją tej sytuacji będzie też to, że wielu nauczycieli, nawet 15-20, nie będzie miało godzin. I tu decyzja będzie należała do dyrektora, czy ich zwolnić.

Trudna sytuacja zapowiada się też w przedszkolach. Jeśli sześciolatki tam pozostaną, tym samym zablokują miejsca trzylatkom. W konsekwencji dla około 250 najmłodszych dzieci może zabraknąć miejsc. Gra-czyk sugeruje, że miasto będzie chciało zorganizować dla sześciolatków tzw. zerówki w szkołach. Szkopuł jedynie w tym, że decyzja, czy tam trafią dzieci, należy do rodziców. A ci pewnie będą chcieli pozostawić je w przedszkolach.

Leszek Kalinowski

Jestem dziennikarzem działu informacyjnego. W "Gazecie Lubuskiej" pracuję od 1991 roku. Najczęściej poruszam tematy związane z Zieloną Górą i oświatą (przez lata prowadziłem strony dla młodzieży "Alfowe bajerowanie" - pozdrawiam wszystkich Alfowiczów rozsianych dziś po świecie). Z wykształcenia jestem magistrem filologii polskiej. Ukończyłem też dziennikarstwo oraz logopedię, a także podyplomowe studia "Praktyczne aspekty pozyskiwania funduszy unijnych".

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.