Te eksponaty były zabójczo niebezpieczne

Czytaj dalej
Fot. Robert Jurga
Dariusz Chajewski

Te eksponaty były zabójczo niebezpieczne

Dariusz Chajewski

W drzonowskim muzeum aż roi się od unikatów. To przede wszystkim sprzęt wojskowy, który zobaczymy wokół pałacu. Dwa tygodnie temu przyglądaliśmy sie dokładniej czołgowi z „Czterech pancernych i psa” oraz działu samobieżnemu.

Po raz drugi odwiedzimy Lubuskie Muzeum Wojskowe w Drzonowie, ale tym razem, dzieki rysunkowi Roberta Jurgi, z lotu ptaka. I spróbujemy wypatrzeć kilka perełek. Pomijamy dwie, o których pisaliśmy dwa tygodnie temu...

1. Rozpoznawczy myśliwiec MiG-21

Konstrukcja wersji „R” ( z ros. Rozwietczik ) została oparta na wcześniejszym MiG-21PFM, zaś dla odmiany rozpoznawczej, aby zdecydowanie powiększyć zasięg dodano możliwość przenoszenia pod skrzydłami dwóch zbiorników po 490 litrów każdy oraz opracowano nowy, duży zbiornik paliwa Nr 7, zamontowany na kadłubie. Był to w latach 60. pionierski pomysł. Wyposażeniem rozpoznawczym samolotu są dwa podwieszane pod kadłubem zasobniki : typu „R” ze stacją SRS-7 rozpoznawania i nagrywania sygnałów obcych radarów oraz typu „D” z kilkunastoma aparatami fotograficznymi o różnych możliwościach. Prezentowany egzemplarz jest pierwszym samolotem tego typu w Polsce, dotarł do kraju jesienią 1968 roku. Używany był początkowo w 21. plrt w Powidzu a później w docelowym 32. Pułku Lotnictwa Rozpoznania Taktycznego w Sochaczewie.

2. Samolot Jak-23

Jak-23 powstał jako rozwinięcie wcześniejszych myśliwców odrzutowych Aleksandra Jakowlewa - Jak-15 i Jak-17 powtarzając ich układ konstrukcyjny z silnikiem z przodu kadłuba i dyszą wylotową pod nim, lecz jego konstrukcja była całkowicie nowa. Aby uzyskać stosunkowo smukły kadłub, umieszczono silnik z przodu - wymusiła to jego konstrukcja, mająca duży przekrój poprzeczny. Napęd Jaka-23 stanowił brytyjski silnik turboodrzutowy Rolls-Royce Derwent V, skopiowany w ZSRR jako Klimow RD-500 (silniki brytyjskie pozyskano w formie oficjalnego zakupu). W założeniu samolot miał być podobny w pilotażu do samolotów tłokowych. Stąd mimo pojawienia się nowocześniejszych konstrukcji (MiG-15) także Jaka-23 skierowano do produkcji seryjnej. Konstrukcję ówcześnie oceniono jako dysponujący dużym przyspieszeniem i prędkością wznoszenia oraz dobrymi charakterystykami startu i lądowania oraz manewrowymi. Samolot mógł startować z utwardzonych lotnisk gruntowych. Wadami była słaba stabilizacja podłużna w locie z maksymalnymi prędkościami – ze względu na krótki i beczkowaty kadłub, podnoszenie nosa samolotu przy gwałtownym zwiększaniu ciągu oraz brak hamulców aerodynamicznych. Brak hermetyzowanej kabiny ograniczał jego praktyczne zastosowanie na większych wysokościach.

Pod koniec 1949 Jaki-23 weszły do służby w radzieckich siłach powietrznych (krótko pozostawały w pierwszej linii) a duża ich część bazowała na terenie Polski. Był to pierwszy odrzutowiec polskiego lotnictwa używany w dużej liczbie (ok.100 egz.). Samoloty były przekazywane z jednostek radzieckich, część z Czechosłowacji a część kupiono jako nowe. Pierwsze z nich dotarły w grudniu 1950. Używano ich od 1951r oku, a z pierwszej linii zostały wycofane już w 1956. Eksponowany w muzeum wyprodukowany został w 1948 roku w Tbilisi

3. Gładkolufowa armata czołgowa 2A20

Jedyna w polskich zbiorach muzealnych armata radzieckiego czołgu średniego drugiej generacji T-62. Obiekt przekazali do muzealnej kolekcji latem 1994 r. żagańscy pancerniacy. Armata trafiła do nich z jednostki w Świętoszowie, w której stacjonowały pododdziały 20. Zwienogrodzkiej Dywizji Pancernej. Zdemontowano ją z jednej z sal wykładowych, gdzie służyła jako pomoc naukowa. Był to pierwszy na świecie czołg drugiej generacji , którego produkcja w latach 1962-1973 zamknęła się liczbą około 20 tys. pojazdów.

Ważąca 40 ton konstrukcja w ogólnym układzie przypominała czołg T-55 – była tylko nieco cięższa i nieco większa. To co ją wyróżniało to odlewana w całości, bardzo opływowa wieża, której pancerz czołowy wynosił aż 242 mm. W wieży tej posadowiono nowatorskie uzbrojenie – gładkolufową armatę 2A20 kal. 115 mm. Zastosowanie armaty o gładkim przewodzie lufy spowodowało zmniejszenie oporów tarcia, co z kolei przełożyło się na wzrost prędkości wylotowej i zasięg pocisków.

Muzeum w Drzonowie
Robert Jurga W poniedziałki muzeum jest nieczynne. W lipcu i sierpniu zwiedzimy je we: wtorek: 9.00 – 18.00, środę: 8.30 – 15.30, czwartek: 8.30 – 15.30, piątek: 8.30 - 15.30, sobotę: 10.00 – 16.00,. niedzielę: 10.00 – 17.00.

4. Opancerzony samochód BRDM-1

Na początku lat 50. XX w. oddziały rozpoznawcze Armii Radzieckiej używały m.in. transporterów opancerzonych BTR-40 z napędem na cztery koła. Wozy tego typu miały jednak dość ograniczone możliwości poruszania się w trudnym terenie i nie posiadały zdolności pokonywania szerokich przeszkód wodnych. W związku z tym w Biurze Konstrukcyjnym GAZ-a w Gorkim opracowano nowy typ pojazdu, który miał być pływającą odmianą samochodu BTR-40. Powstała zupełnie nowa konstrukcja nazwana BRDM (w polskiej terminologii określana jako opancerzony pojazd rozpoznawczo-patrolowy), którego produkcja seryjna ruszyła w 1957 roku. Nadwozie BRDM-a przystosowane konstrukcyjnie do pływania (kształt kadłuba, falochron, pędnik wodny) w przedniej części posiada przedział silnikowy, w środkowej kierowania, a w tylnej bojowy. Podwozie z czterema dużymi kołami, z których przednie są skrętne ma jeszcze dodatkowe cztery mniejsze koła napędzane łańcuchami i opuszczane hydraulicznie, które umożliwiały pokonywanie stosunkowo szerokich rowów i okopów.

Opancerzone samochody rozpoznawcze BRDM-1 produkowane były do 1966 roku (z taśm produkcyjnych zjechało około 10 tys. wozów), po czym zastąpiły je nowsze konstrukcje z obrotową wieżyczką uzbrojoną w wkm KPWT i karabin maszynowy PKT. Poza Armią Radziecką używało ich wiele armii na całym świecie, w tym Wojsko Polskie, któremu między 1961 r. a 1965 r. dostarczono 800 pojazdów w wersji podstawowej oraz 49 wozów z wyrzutniami ppk 2P27 (pociski 3M6 Trzmiel).

5. Transporter opancerzony BTR-152W1

Kołowy radziecki transporter opancerzony BTR-152W1 to jeden z najbardziej rozpoznawalnych zabytków w kolekcji Lubuskiego Muzeum Wojskowego. Pieczołowicie odrestaurowany do stanu jezdnego, wyekwipowany w kompletne i oryginalne wyposażenie, stał się wizytówką naszej placówki, prezentowaną również poza jej murami. Jest trójosiowym wozem z napędem na wszystkie mosty, zbudowanym na bazie samochodu ciężarowego ZIS-151.Opracowany w 1946 r. pojazd powstał w odpowiedzi na pilne zapotrzebowanie zmechanizowania piechoty Armii Radzieckiej, na uzbrojenie której trafił w 1950 r.

Publicznie konstrukcja zaprezentowana została rok później, w trakcie jednej z moskiewskich defilad. Od tego momentu, możemy mówić o masowej produkcji. Szybko transportery stały się podstawowymi pojazdami tego rodzaju w armiach Układu Warszawskiego. Dzięki uniwersalności nadwozia, transportery wykorzystywane były nie tylko do przewozu piechoty. Po delikatnych modyfikacjach służyły jako wozy dowodzenia, saperskie czy ciągniki artyleryjskie. Drzonow¬ski egzemplarz to wersja eksportowa wozu, wykonana na zlecenie NRD. W Narodowej Armii Ludowej NRD przydzielony został do 3. Batalionu Zmotoryzowanego, gdzie służył do lat 70. XX w. Następnie przekazany został do oddziałów prewencji niemieckiej Policji Ludowej, skąd w 1981 r. trafił do Wojewódzkiej Komendy Milicji Obywatelskiej w Zielonej Górze...

6. Armata samobieżna 2S7 „Pion”

Armata samobieżna 2S7 „Pion” (z tł.ros. Piwonia) opracowana została na początku lat 70. XX w., a do służby w radzieckich pułkach artylerii ciężkiej weszła w połowie lat 70. XX w. Szacuje się, że wyprodukowano około tysiąca pojazdów tego typu. Wykorzystuje ona podwozie gąsienicowe z kołami napędowymi z przodu, siedmioma parami kół nośnych, sześcioma parami rolek podtrzymujących oraz kołami napinającymi z tyłu (Obiekt 216).

Część przednia wozu w formie wysuniętego opancerzonego sponsonu mieści trzech członków załogi – kierowcę, dowódcę oraz celowniczego. Potężna armata 2A44 z zamkiem śrubowym ważąca prawie 8 ton i mająca długość 55 kalibrów (11,24 m) osadzona jest w tylnej części pojazdu. Strzelała ona pociskami o wadze 110 kg – w tym również z ładunkami jądrowymi – na odległość przeszło 37 km wykazując się przy tej okazji niespotykaną wprost celnością. Jej żywotność obliczono na około 450 strzałów.

Drzonowski „Pion” jest jedną z ośmiu armat samobieżnych tego typu, które przez dwie dekady (1986-2006) służyły w brygadach artylerii w Bolesławcu i Głogowie. (teksty pochodzą ze strony internetowej muzeum)

Dariusz Chajewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.