Ten film był dla mnie najprzyjemniejszy i... najtrudniejszy

Czytaj dalej
Fot. Mariusz Kapała
Dariusz Chajewski

Ten film był dla mnie najprzyjemniejszy i... najtrudniejszy

Dariusz Chajewski

Rozmowa z Michałem Szymanowiczem, reżyserem filmu „Polska Toskania”, którego producentem jest „Gazeta Lubuska”. Premiera kinowa filmu 14 listopada w zielonogórskim kinie, internetowa dzień później o godz. 10.00 na www.gazetalubuska.pl

To trzeci film, który wspólnie zrobiliśmy w naszym regionie. Jakie wspomnienia stąd wywieziesz?

Generalnie mam z tym problem. Zwykle gdy odkrywam miejsca naprawdę piękne, takie, które aż zapierają dech w piersiach, mam wielką ochotę zachować je tylko dla siebie i ludzi mi najbliższych. Tutaj mam konflikt motywów, gdyż robiąc ten film, namawiam ludzi, aby w Lubuskie przyjeżdżali i niektóre z tych moich miejsc im podpowiadam. Jestem tym regionem absolutnie zachwycony i to coraz bardziej. Każdy z tych filmów, „Wydarzenia Zielonogórskie”, „Kresy” jest nową podróżą. Pewnie każdy region ma takie swoje miejsca do odkrycia, ale ten jest zupełnie niezwykły. Winnice, zamki, pałace, rzeki, jeziora… To wszystko układa się w bardzo malowniczą i inspirującą całość.

Ten film to rzeczywiście takie odkrywanie miejsc, ale przede wszystkim ludzi…

Ten film ma taką specyfikę, że wprawdzie wymienionych jest dwóch scenarzystów, ty i ja, ale tym trzecim jest Ustawa o wychowaniu w trzeźwości, która pokierowała naszą pracą tak, że musieliśmy ominąć wiele rzeczy. Na przykład chcielibyśmy porozmawiać więcej o winach… Z drugiej strony rzeczywiście jest to opowieść o ludziach, o ich pasji. Okazuje się, że Lubuszanie, którzy prowadzą winnice, zwykle są postaciami bardzo złożonymi, nie są jednowymiarowi. Mamy poetę i pisarza, działacza społecznego, dziewczynę po malarstwie, mamy handlarza i fabrykanta, i dziennikarza. A przecież dotknęliśmy ledwie wierzchołka góry lodowej. Spotkamy tutaj winiarzy ze wspaniałymi historiami, którzy mają bardzo wiele do powiedzenia. To film o ludziach, o winie, o pasji, i o pięknie natury i o tym regionie, który staje się winiarskim zagłębiem, dokąd przyjeżdżają nawet Francuzi.

Ja nie piję wina, ty pijesz, przepraszam, degustujesz. Czy jakiś smak, aromat pozostał na języku?

Uważam, że generalnie najcudowniej jest pić wino na winnicy. Pamiętam te radosne wina wypite u Kingi, które miały w sobie cudowna świeżość, przygodę u Krzysztofa, który jest wspaniałym gawędziarzem i za każdym razem wino zamieniało się w inną opowieść i to nie tylko o trunku. Gdy siedzisz w takim winiarskim domku i Księżyc w pełni zaświeci nad winnicami to… Ech. I co ważne, może się to stać udziałem wielu. Lubuscy winiarze są bardzo gościnni i wprawdzie jest to ich praca, ale widać, że oni kochają przyjmować gości. To nie jest wymuszone i gdyby było wymuszone, nie mieliby szansy się utrzymać.

Dużo podróżujesz z rodziną, z tego co wiem to kamperem. Lubuskie jest w planie?

Czekam na taką wyprawę z niecierpliwością i mam nadzieję, że już w przyszłym roku przyjedziemy. Chciałbym dzieciom pokazać poniemieckie umocnienia, zamki, pałace, i winnice i popłynąć kajakiem, zobaczyć klasztory, parki. Przecież tutaj jest wszystko.
Wracając do filmu… Byłem przy większości zdjęć i przyznam się, że gdybym miał zrobić selekcję, bym się chyba załamał.
Każdy film zarówno fabularny, jak i dokumentalny wymaga umiejętności wyrzucania pewnych rzeczy. Któryś ze znanych reżyserów powiedział, że pierwszą rzeczą, którą robi, to wyrzuca swoją ulubioną scenę. Tutaj mieliśmy niesamowitą liczbę fascynujących rozmów i trzeba było dokonać selekcji. Było to jeszcze trudniejsze, gdyż jak wspomniałem, musieliśmy się pilnować ze względu na Ustawę o wychowaniu w trzeźwości. Tak, jakby natychmiast po obejrzeniu tego filmu ludzie mieli się rzucić na wina po 80 zł i pić na umór. To bzdura, ale cóż...

Gdy po raz kolejny oglądałem film, patrzyłem już tylko na obrazki. Cudne. Jak to robicie?

Moja tajemnica to… Kuba Kowalczyk. Z Kubą robiliśmy wszystkie filmy realizowane przez „Gazetę Lubuską”. W tej branży pracuję prawie 30 lat, a takiego Kubę szukałem 20. Pomagał mu Krzysiek…

... a ten ptaszek na słupku to jego dzieło

Rzeczywiście, Krzysztof jest jednym z najlepszych operatorów filmujących przyrodę. I jeszcze Grzesiek, człowiek od was, odpowiedzialny za zdjęcia lotnicze. Ale też, o czym się przekonałeś, przyjeżdżamy na chwilę, na tzw. setkę, a okazuje się, że przygotowania zajmują nam godzinę.

Jesteś zawodowcem, ale jak słucham tego, co mówisz, nie mam wrażenia, że pracujesz z nami tylko dla kasy.

Tylko dla kasy takich rzeczy robić się nie da. Dla pieniędzy robię filmy czysto reklamowe. A ta praca dla „Gazety Lubuskiej” to frajda gdyż, to naprawdę nie jest zdanie promocyjne, Lubuskie jest po prostu świetne. Piękny region, rewelacyjni ludzie. Sam jestem z Gdańska, życie rzuciło mnie do Warszawy i jestem przekonany, że w takich mniejszych ośrodkach wszystko jest łatwiejsze, łatwiej jest nawiązywać kontakty, ale i więzi. Ja za każdym razem jestem zadowolony, gdy do was przyjeżdżam, mam swoje ulubione knajpy, mam znajomych ludzi, jak idę na kawę, to pani w barze już wie, że kocham bitą śmietanę...

Życie na obrzeżach jest ciekawsze?

Pewnie. I warto takich miejsc szukać. Zresztą sam widzisz, że jak gdzieś jedziemy, nie ma atmosfery wymuszonej pracy, wszyscy się rozumieją, wszyscy się lubimy i w tym wszystkim prowadzący, czyli Tomasz Kolecki też się odnalazł.

Wyluzowany, kompetentny, wie, o czym mówi


To podpowiedź prezesa Grzegorza Widenki. Oczywiście znałem Tomka wcześniej, ale pierwotnie nasze poszukiwania szły w innym kierunku…

Długonogiej blondynki…

Tak, myśleliśmy o aktorce, znanej postaci. Ale postanowiliśmy spróbować z Tomkiem. Na próbnych zdjęciach i jak na faceta, który nigdy podobnych rzeczy nie robił, wypadł bardzo dobrze.

Ale uwaga jednego z pierwszych widzów – z kijkami chodzić to on nie potrafi.

Tak, słyszałem też, że płynąc kajakiem, powinien chociaż zakasać rękawy. Przy filmie „Kresy” wiedziałem od razu, że będą uwagi do gumowych kół w furmance. Naprawdę, jeśli to są jedyne uwagi do filmu, to będę bardzo, bardzo zadowolony.

Wspólnie z „Gazetą Lubuską” zrobiłeś trzy filmy. Milionowa publika, nagrody… Z którego najbardziej jesteś zadowolony?

Ten był najtrudniejszy. Gdy robię film historyczny, poruszam się na pewnym gruncie, znam wszystkie ograniczenia, możliwości, wszystko wiem. Dla mnie zrobienie poprzednich dwóch filmów jest pięć razy łatwiejsze. Tam wszystko mogę zaplanować i najwyżej figla może mi spłatać przyroda, aura. Film jest jednak wypadkową wielu zdarzeń, talentów robiących go ludzi, przypadków i wreszcie chemii panującej w ekipie. Tak, ten film był dla mnie wyzwaniem. Czy wszyscy mu podołaliśmy? To ocenią widzowie. Nie mogę się już doczekać...

Dariusz Chajewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.