Trzecia kwarta będzie śniła się nam po nocach

Czytaj dalej
Fot. Jakub Hereta/Kurier Lubelski
Paweł Tracz

Trzecia kwarta będzie śniła się nam po nocach

Paweł Tracz

W tym sezonie gorzowiankom idzie jak po grudzie w Tauron Basket Lidze Kobiet, ale o tym, że los odwrócił się do naszych plecami na dobre, przekonaliśmy się boleśnie w sobotę.

Skazane na pożarcie akademiczki z KSSSE AZS PWSZ zamierzały wykorzystać w Lublinie osłabienia i gorszy okres rywalek, a skończyło się piękną katastrofą. I to pomimo, że w pierwszej połowie były wyraźnie lepsze, a w czwartej wróciły z bardzo dalekiej podróży. Czarę goryczy przelał zwycięski dla gospodyń rzut z połowy boiska na sekundę przed końcem. Fortuno, dlaczego znów wracamy na tarczy?!

Wcale nie byliśmy gorsi od wyżej notowanych lublinianek, które musiały radzić sobie bez Destiny Williams i Jhasmin Player. Mimo to „Pszczoły” i tak miały kim straszyć: Ukrainka Kateryna Dorogobuzowa zdążyła wyleczyć drobny uraz, a aż trzy zawodniczki (Aldona Morawiec, Dominika Owczarzak i Agata Szczepanik) dostały właśnie powołanie na zgrupowanie naszej reprezentacji. Akademiczki musiały też otoczyć szczególną opieką Leah Metcalf, liderkę AZS UMCS.

Gorzowianki, które do końca trzymały w tajemnicy decyzję o grze Kelley Cain, zaczęły pojedynek znakomicie. Nasze spokojnie wykorzystały kłopoty faworytek w ataku i pewnie prowadziły od początku. Najpierw 6:2, a później nawet 12:4 i 21:12. Miód na serce! Wydawało się, że miejscowe kiedyś się w końcu otrząsną, ale gdzie tam. W drugiej połowie w KSSSE AZS PWSZ dalej skuteczne były Angel Goodrich i Cassandra Brown, świetną robotę robiły Polki. Zwycięstwo na przełamanie? To miało prawo się udać!

Dobrego humoru nie popsuły nam nawet licznie łapane faule, bo w 16 min, po trafieniu Moniki Naczk za trzy było już 33:16 dla KSSSE AZS PWSZ. To był nokaut, po którym potrafią się podnieść tylko najlepsi. Pszczółka należy do czołówki polskiej ligi, więc trzeba było mieć się na baczności. Rażąca nieskuteczność i proste straty kiedyś musiały się przecież skończyć, ale chyba mało kto przypuszczał, że po zmianie stron gorzowianki dosłownie staną w miejscu.

Tak się, niestety, stało. Gospodynie rozpoczęły trzecią kwartę od mocnego uderzenia. Pomogła zmiana systemu obrony ze „strefy” na każda swoją. Akademiczki zaczęły się gubić, popełniały coraz więcej błędów, a co najgorsze pudłowały nawet z czystych pozycji spod kosza! - Dawno nie widziałem takiej sytuacji, żebyśmy spod samej „dziury” przestrzelili tyle piłek - przyznał Dariusz Maciejewski, trener KSSSE AZS PWSZ.

Potem była wojna nerwów. Rządziła Pszczółka, ale nasze odrobiły aż 10 „oczek” straty, a na sekundę przed końcem mieliśmy remis 66:66. Wtedy z połowy boiska trafiła Dominika Owczarzak i... dziewiąta porażka stała się faktem.

Paweł Tracz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.