Andrzej Flügel

Trzęsienie ziemi

Andrzej Flügel

Niech się już zaczną te mistrzostwa. Nie wiem jak Wy, ale już mam dość obrazków ze zgrupowań, doniesień co chłopcy jedzą na obiad, meldunków sprzed hotelu z czekania na Krychowiaka, albo biegu wśród fanów za meleksem w którym jedzie sam mistrz Robert.

Fajnie, że tym razem przed wielką imprezą nikt w otoczeniu reprezentacji nie pompuje balonu. Nie słychać buńczucznych zapowiedzi jak to wyjdziemy w pięknym stylu z grupy i że rywale już powinni się bać. Inna sprawa, że ową pompkę pięknie uruchamiają sami kibice. Koczują pod hotelem by choć przez chwilę zobaczyć naszych orłów, niektórzy nawet wykupili pokoje po dwa tysiące za noc po to żeby być w tym samym budynku co piłkarze i pooddychać tym samym powietrzem co oni. Mnie ta cała zadyma interesuje znacznie mniej. Czekam na pierwszy mecz. A rozczarowań było już wiele.

Pamiętam jak przed czterema laty zaczynaliśmy Euro spotkaniem z Grecją. Miałem dyżur, więc oglądałem go w pracy. W przerwie, ze strefy kibica, która była blisko, przybiegł kolega z redakcji. Krzyczał ,,Wreszcie mamy drużynę! Ale fajnie grają! Po przerwie walniemy Grekom jeszcze ze dwa gole”. Wyjście z grupy było jego zdaniem pewne, a Polskę widział mniej więcej w półfinale. Pewnie jego optymizm podkręciły nieco browary, które w tej strefie wypił z kolegami. Powiedziałem mu żeby mi tu nie ryczał, bo jeszcze jest 45 minut i będę się cieszył, ale po ostatnim gwizdku. Obraził się i zawarczał, że jak zwykle wszystko widzę w czarnych kolorach. Zabuczał na trąbce, którą dzierżył w dłoni i pobiegł oglądać drugą połowę. Jak wiecie cieszyć się po końcu meczu za bardzo nie było wówczas z czego...

Pompkę pięknie uruchamiają sami kibice

Pisałem przed tygodniem, że wyczuwałem jakby u niektórych oczekiwanie na sensację i sukces Rosy w Zielonej Górze. To jakby potwierdziło się w komentarzach po pierwszym meczu. Fakt, że było blisko niespodzianki, ale to Stelmet wygrał i wcale nie tylko dlatego, że - jak gdzieś przeczytałem - pomógł mu nagły zryw Dee Bosta. Po prostu mistrzowie, aczkolwiek mieli chwile słabości, to jednak byli lepsi. Sędziowie? Mylili się w obie strony. Ale co tam pierwszy mecz. Dzisiaj jest spokojne 3:0 i do obrony tytułu pozostało niewiele.

Coś wspaniałego. Tak w skrócie można ocenić to co w drugiej połowie zrobili piłkarze ręczni Vive Tauronu Kielce w finale Ligi Mistrzów niwelując wielką stratę i ostatecznie po rzutach karnych zdobywając to trofeum. To było piękne. Natomiast para sprawozdawców przebiła wszystkich wcześniejszych. Panowie wyli, ryczeli wydawali wojenne okrzyki. Rekord pobił wrzask ,,Szmaaaaal”, kiedy nasz bramkarz obronił karnego. Przypuszczam, że niektórym mogły się wytłuc szklanki w kredensach, innym powłączały się alarmy w samochodach i kto wie czy ryku naszych dzielnych sprawozdawców nie odnotowały światowe sejsmografy jako zapowiedź trzęsienia ziemi.

Kończą się lokalne rozgrywki futbolowe. Pozwólcie że spuszczę zasłonę milczenia co tej wiosny grały najlepsze nasze zespoły i co się wyrabiało. A nasz prezes jeździ po klubach rozdając piłki. I jest fajnie...

Andrzej Flügel

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.