Tygrysy uratowane przez zoo w Poznaniu: Są cenniejsze od złota i kokainy. "Nielegalny handel egzotycznymi zwierzętami musi się skończyć"

Czytaj dalej
Fot. Łukasz Gdak
Marta Danielewicz

Tygrysy uratowane przez zoo w Poznaniu: Są cenniejsze od złota i kokainy. "Nielegalny handel egzotycznymi zwierzętami musi się skończyć"

Marta Danielewicz

Tygrysy, które trafiły do poznańskiego ogrodu zoologicznego na czarnym rynku kosztują 500 tysięcy złotych. Za martwego można otrzymać jeszcze więcej. A jak wygląda handel dzikimi zwierzętami w Polsce? Rozwija się w najlepsze. Bo chociaż jest nielegalny, sprytni hodowcy umiejętnie omijają prawo. Dyrektorka poznańskiego ogrodu zoologicznego chce walczyć: o zaostrzenie przepisów, wprowadzenie zakazu występów cyrków ze zwierzętami, zakazanie handlu dzikimi drapieżnikami na zasadzie darowizn, a także o budowę azylu dla ocalałych, którym udało się przeżyć. W takim miejscu spokój odnalazłyby także tygrysy, które na pobyt tymczasowy trafiły do Poznania.

Ludziom dawno już przestały wystarczać filmy dokumentalne poświęcone życiu dzikich zwierząt. Nie wystarcza im też spoglądanie na nie przez kraty ogrodów zoologicznych. Nawet już pokazy cyrkowe, by zobaczyć niedźwiedzia akrobatę, poranionego od ciągłych treningów, nie wszystkich zadowalają.

Przecież taki mały słodki lew lub małpka kapucynka, karmiona butelką, nosząca pieluszkę, funkcjonująca na poziomie trzylatka, może znaleźć się bez problemu w moim domu. Po co mi więc wyjazdy w daleką Afrykę i obserwacja zwierząt na Sawannie, czytanie o nich, oglądanie zdjęć? Gdy mogę sama wychować, mieć i o nie dbać. Już nie tylko w Rosji oznaką bogactwa jest posiadanie lwa czy tygrysa. W naszym kraju również.

Siedem tygrysów z nielegalnego transportu do Rosji przebywa obecnie w poznańskim zoo. Objęte są 30-dniową kwarantanną. Były przewożone w samochodzie
Łukasz Gdak Małpka kapucynka

XXI wiek, Polska, Poznań, 2019 rok. Włączam komputer, w wyszukiwarkę wpisuję „sprzedaż kapucynek, serwali, ocelotów”. Nie zajęło mi to dłużej niż pięć minut i znajduję setki ogłoszeń w sieci z ofertami adopcji lub właśnie sprzedaży dzikich zwierząt, wychowanych w niewoli w Polsce.

„Mam do zaoferowania młodego, 5-miesięcznego samczyka Kapucynki czubatej. Małpka posiada wszelkie dokumenty do rejestracji. Kontakt wyłącznie telefoniczny. Nie odpowiadam na sms i e-mail” - pisze Sławek.

Do oferty dołączone zdjęcia małpki kurczowo trzymającej się swojego rodzica. Cena 26 tysięcy, miasto Łódź.

„Witam, sprzedam małpkę Sajmiri z całą, pełną dokumentacją. Małpka jest oswojona z ludźmi i zwierzętami. Wiek 2 lata. W razie jakichkolwiek pytań zapraszam pod podany poniżej numer telefonu”

- oferta Piotra, cena 16 tysięcy zł.

„Mamy dostępne kocięta Ocelot płci męskiej i żeńskiej. Są oswojone, wychowane w domu i uspołecznione”. Cena? 2885 złotych, oferta z Koszalina.

Kolejna propozycja sprzedaży, tym razem lisków pustynnych fenek z 2 listopada: „Przyjazny, zabawny i bardzo towarzyski. Sprawi, że będzie najlepszym towarzyszem Twojej rodziny. Lisy przynoszą wiele radości i zabawy, są wyszkolone do nocnika, noszą ubrania, chcą się bawić, oglądają telewizję, mają 11 tygodni”.

Co tam kapucynki i fenki. Może kupię sobie szympansa? „Męskie i żeńskie szympansy na sprzedaż. Nasze szympansy rodzą się i wychowują w niewoli, są przyjazne, wychowane w domu, wyszkolone na smyczy, pieluszkarze, szkolone w noszeniu ubrań, lubią chodzić po okolicy, oglądać telewizję. Proszę o kontakt, aby uzyskać więcej informacji na temat tego dziecka. Szukamy rodzin, które zadbałyby o nasze dzieci” - oferta pisana łamaną polszczyzną, podany adres e-mail, dołączone zdjęcie szympansów w pieluszkach, przytulających się do nogi gospodyni.

Za trzy tysiące mogę też kupić skórę z zebry afrykańskiej, która może mi służyć jako dywan lub ozdoba na ścianę. Niektóre są podszyte nawet czarnym filcem.

Czy te transakcje są legalne?

- Nie są - mówi Ewa Zgrabczyńska, dyrektorka poznańskiego zoo. - Jednak pseudohodowle zwierząt dzikich czy też zwierząt egzotycznych działają na tej samej zasadzie co pseudohodowle zwierząt domowych: psów, czy kotów. Wykorzystują bardzo podobne luki w prawie - dodaje.

W poprzedni czwartek do Nowego Zoo w Poznaniu trafiło siedem tygrysów z dziesięciu, które przez ostatnie tygodnie podróżowały z farmy we Włoszech do Republiki Dagestanu. Przewóz utknął jednak na granicy polsko-białoruskiej w Koroszczynie.

Siedem tygrysów z nielegalnego transportu do Rosji przebywa obecnie w poznańskim zoo. Objęte są 30-dniową kwarantanną. Były przewożone w samochodzie
Łukasz Gdak To skrzynie, w których podróżowały tygrysy

Służba graniczna po stronie białoruskiej zażądała od przewoźnika dokumentów potwierdzających legalność transportu. Określa to konwencja o międzynarodowym handlu dzikimi zwierzętami i roślinami gatunków zagrożonych wyginięciem, CITES, skrótowo konwencja waszyngtońska. Jej celem jest ochrona zwierząt i roślin zagrożonych wyginięciem poprzez kontrolę i ograniczanie handlu nimi. Konwencję podpisało 175 państw, a Polska przystąpienie do niej ratyfikowała w 1989 roku.

Pod ochroną konwencji CITES jest kilkadziesiąt tysięcy gatunków roślin i zwierząt. Wśród nich są m.in. wszystkie naczelne ssaki - np. małpy, małpiatki, kapucynki, kotowate - m.in. lwy, tygrysy, pumy, żbiki, a także np. wilki, słonie, nosorożce czy hipopotamy. Pod ochroną są także niemal wszystkie papugi, gwarki, węże, krokodyle, aligatory, wiele jaszczurek, pijawki, niektóre małże i ślimaki oraz prawie wszystkie koralowce.

Tygrysy, które miały przekroczyć polską granicę nie miały oryginalnych dokumentów TRACES, koniecznych do ich przewozu, a także wprowadzonych do informatycznego systemu kontroli, nie miały pełnej dokumentacji medycznej, przewoźnicy nie mieli wiz, a warunki, w których drapieżniki były przewożone, były skandaliczne.

Siedem tygrysów z nielegalnego transportu do Rosji przebywa obecnie w poznańskim zoo. Objęte są 30-dniową kwarantanną. Były przewożone w samochodzie
Łukasz Gdak Siedem tygrysów z nielegalnego transportu do Rosji przebywa obecnie w poznańskim zoo. Objęte są 30-dniową kwarantanną.

Poznańskie zoo jako jedyne zaoferowało pomoc, zapewniając im dom tymczasowy. Ostatecznie bowiem zwierzęta mają trafić do wyspecjalizowanego ośrodka organizacji AAP Adwokaci Zwierząt w Hiszpanii. Przygotowano tam na razie miejsca dla pięciu osobników.

Nim do Koroszczyna dojechali pracownicy zoo, jeden z tygrysów padł. Z dziewięcioma, ledwo żywymi zwierzętami po licznych perturbacjach ruszył konwój w stronę Poznania. Do stolicy Wielkopolski trafiło jednak tylko siedem tygrysów. Dwa zostały wysłane dalej, na Pomorze do prywatnego zoo w Człuchowie, które także zaoferowało pomoc. Teraz tygrysy w Poznaniu objęte są trzydziestodniową kwarantanną.

Tygrysy prowadzone na rzeź

- Zwierzęta nie mogą jechać non stop bez przystanku, 24 godziny, bez odpoczynku, bez karmienia, dopojenia, a te tak jechały. Już pomijam fakt, że wielkość klatek była niedopuszczalna, bo tygrysy były popakowane jak sardynki w puszce. Wyniki badań krwi pokazują, że u wszystkich kotów możemy mówić o chorobie transportowej. Jest to upośledzenie pracy mięśni, które może prowadzić do śmierci zwierzęcia w krótkim czasie. Z tego powodu mamy stuprocentową pewność, że te zwierzęta były cały czas unieruchomione. Nie miały nawet możliwości zmiany pozycji, rozprostowania łap, siedziały zresztą we własnych odchodach. Mają odparzenia od moczu na ciele, łapach, liczne skaleczenia - wylicza Ewa Zgrabczyńska.

Jak to możliwe, że tygrysy przejechały przez tak wiele państw i dopiero na granicy polsko-białoruskiej ich przewóz został skontrolowany?

Siedem tygrysów z nielegalnego transportu do Rosji przebywa obecnie w poznańskim zoo. Objęte są 30-dniową kwarantanną. Były przewożone w samochodzie
Łukasz Gdak Były przewożone w samochodzie z napisem Horses w niewielkich skrzyniach, w których ledwo się mieściły.

- Zwierzęta nie były kontrolowane, bo jechały przez kraje strefy Schengen. Tygrysy transportowano koniowozem, na którym napis „Horses” nie wzbudza żadnych podejrzeń. Tymczasem takie auto powinno być dobrze oznakowane - mówi dyrektorka zoo.

Gdyby więc doszło do wypadku, nawet niewielkiej stłuczki, istniało realne zagrożenie, że zwierzęta mogłyby zaatakować osoby udzielające pomocy. Niektóre ze skrzynek, gdzie były przetrzymywane, nie miały zabezpieczeń, inne wręcz się rozpadały.

- To są maszyny do zabijania. Kto by wziął za to odpowiedzialność?

- pyta Ewa Zgrabczyńska.

- Takiego transportu nigdy w życiu nie widziałem. Normalnie załadunek dzikich i niebezpiecznych zwierząt odbywa się poprzez kotnik, by zwierzę naturalnie przeszło do klatki, w której będzie podróżowało. Robimy transporty zwierząt, ja z nimi podróżuję, ale to wszystko odbywa się w sposób planowy, z odpowiednimi osobami, pełną dokumentacją, w sposób humanitarny - mówi Jarosław Przybylski, weterynarz z ogrodu zoologicznego.

Tygrysy wyjechały z włoskiej farmy. W sprawie jej działalności włoskie służby prowadzą już swoje śledztwo. Także włoskim kierowcom polskie służby postawiły zarzuty znęcania się nad zwierzętami. Wobec organizatora transportu - Rosjanina - zastosowano tymczasowy areszt.

Ewa Zgrabczyńska nie ma jednak wątpliwości. Tygrysy nie jechały do miejsca, gdzie ktoś otoczyłby je opieką. Zdjęcia z zoo w Degastanie pokazują zwierzęta w murowanych boksach, trzymane na łańcuchach, na zewnątrz.

- Jechały na rzeź. Z moich informacji wynika, że to był jeden z 15 transportów zwierząt wysłanych w ostatnich miesiącach z Włoch. Jedyny, który został zatrzymany. Obojętne więc było, czy dojadą żywe, czy martwe

- mówi dyrektorka zoo.

Proszek z nosorożca na wagę złota

Na wolności żyje jedynie trzy tysiące tygrysów. Zdaniem WWF (World Wide Fund for Nature) ten gatunek może do 2020 bezpowrotnie zniknąć z naszej planety. Znacznie więcej żyje tych zwierząt w niewoli. W zeszłym roku Interpol rozbił nielegalną farmę tygrysów w Czechach pod Pragą. Zwierzęta były tam hodowane na rzeź.

Siedem tygrysów z nielegalnego transportu do Rosji przebywa obecnie w poznańskim zoo. Objęte są 30-dniową kwarantanną. Były przewożone w samochodzie
Łukasz Gdak

Martwy tygrys jest nawet znacznie więcej wart niż żywy. Śledczy twierdzą, że tygrysy były zabijane, krojone i gotowane. Dzięki inwigilacji odkryli, że kości tygrysa zamienione w kostki rosołowe były warte do 52 funtów za gram - równowartość 1472 funtów za uncję. Dlaczego martwy tygrys jest tyle wart? Niektórzy zapłacą wiele, wierząc w zbawienne skutki medycyny chińskiej.

- Farmy są nielegalne. Ale legalne już - w świetle obowiązującego prawa - jest chowanie zwierząt drapieżnych w cyrkach, gdy trwa sezon. Nikt nie sprawdza potem, czy nie są zabijane i sprzedawane na części. W Polsce mamy mnóstwo pseudo ogrodów zoologicznych, które nie posiadają licencji wymaganej dla ogrodu zoologicznego. Nazywają się często parkami rozrywki czy mini zoo i utrzymują bez szczególnej kontroli różnego rodzaju zwierzęta, lub rejestrują się jako cyrki i w taki sposób prowadzą hodowle zwierząt egzotycznych. A cyrk zarejestrować jest bardzo prosto. Wystarczy przyjść do urzędu i przedstawić plan widowiska cyrkowego na rok - mówi Ewa Zgrabczyńska.

Polecamy:

Dla obrońców zwierząt ciosem w serce była decyzja Światowej Organizacji Zdrowia, która w maju tego roku zatwierdziła nową wersję Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób. W niej pojawił się po raz pierwszy rozdział poświęcony medycynie chińskiej. Chińskie tradycyjne metody jak akupunktura, masaże czy ziołolecznictwo, uznano za formy leczenia.

Jednak chińska medycyna to także zabobony i wykorzystywanie części ciał zwierząt: osłów, nosorożców, tygrysów, jaguarów. Sproszkowane części tych zwierząt służą do produkcji kosmetyków i leków, Chińczycy wierzą w ich magiczną moc. Z powodu chińskiej medycyny rocznie zabijanych jest nielegalnie 12 tysięcy słoni afrykańskiej.

Siedem tygrysów z nielegalnego transportu do Rosji przebywa obecnie w poznańskim zoo. Objęte są 30-dniową kwarantanną. Były przewożone w samochodzie
Łukasz Gdak Dyrektorka zoo Ewa Zgrabczyńska podczas konferencji prasowej w dniu przyjęcia tygrysów.

Dyrektorka zoo nie ma wątpliwości, że takie farmy jak ta w Czechach istnieją też w Polsce.

- Proszę przypomnieć sobie Pyszącą. Trzysta zwierząt hodowanych pod przykrywką cyrku. Kiedy właściciel tej hodowli wystąpił do Ministerstwa Środowiska o legalizację dwóch lampartów urodzonych w niewoli dostał odpowiedź od Państwowej Rady Ochrony Przyrody, że jego działalność jest nielegalna, bo przecież nie ma czegoś takiego jak cyrk stacjonarny - mówi.

Handel żywymi zwierzętami

Zgodnie z Konwencją Waszyngtońską nie tylko hodowla, ale także handel zwierzętami drapieżnymi pierwszej kategorii jest zabroniony. Na 23 mld dolarów szacuje się wartość rynku nielegalnego handlu dzikimi zwierzętami i produktami pochodzącymi od zagrożonych wyginięciem gatunków. To czwarty, zaraz po prostytucji, handlu bronią i narkotykami nielegalny biznes. Jak podaje „The Guardian”, na czarnym rynku sprzedawanych jest rocznie 350 mln osobników.

Okazuje się, że prawo łatwo można obejść, fałszując dokumenty o pochodzeniu zwierząt (handel okazami urodzonymi w niewoli jest legalny).

- Albo przemytnicy podpisują ze sobą umowy darowizny - mówi Anna Plaszczyk z Międzynarodowego Ruchu na Rzecz Zwierząt Viva! Jako darowiznę przekazano też tygrysy z Włoch do Rosji. Koszt dużego kota na czarnym rynku wynosi nawet 500 tys. zł.

- W Polsce w ten sposób wiele zwierząt zostało zarejestrowanych przez starostę właściwego dla lokalizacji zwierzęcia. Wie Pani, że w taki sposób legalnie przebywa u rąk prywatnych pingwin?

- pyta mnie Plaszczyk.

To właśnie kilka lat temu dzięki wspólnym działaniom Vivy i poznańskiego zoo, do ogrodu w Poznaniu trafiła lwica i hybryda lwa i tygrysa - Kizia i Leoś z prywatnego domu w Rybniku. Hodowla również była prowadzona pod przykrywką cyrku. W Polsce w prywatnych rękach znajduje się ok. 70 lwów.

Siedem tygrysów z nielegalnego transportu do Rosji przebywa obecnie w poznańskim zoo. Objęte są 30-dniową kwarantanną. Były przewożone w samochodzie
Łukasz Gdak

- Posiadanie dzikiego zwierzęcia, zwłaszcza drapieżnego wskazuje na pewien status osoby, która je posiada. Ta moda na lamparty, tygrysy i lwy w ogrodzie, czy w domu przychodzi do nas ze wschodu, Rosji - mówi Anna Plaszczyk.

Dziś właścicielka jednego z lwów, który trafił do Poznania, ma nadal w sprzedaży serwale, urodzone w swojej hodowli. „Mogę zaoferować również karakala i ocelota z zaprzyjaźnionej hodowli. Zwierzęta z pełną dokumentacją pochodzenia, potrzebną do rejestracji” - oferuje.

- Zgodnie z Konwencją Waszyngtońską nie można handlować ocelotami - mówi Anna Plaszczyk.

Nie można także handlować wieloma innymi gatunkami zwierząt, które w swojej ofercie na Facebooku ma niejaki Szymon Dawid z Podkarpacia. „Sprzedam zebry z gatunku chapmana samiec oraz 4 samice, 2-4 lata, bardzo okazyjna cena, 150 tys. zł. Tylko razem, nie sprzedaję pojedynczo, zapewniam transport na terenie całej Europy, możliwa wysyłka samolotem cargo do USA, Kanady. Wszystkie dokumenty TRACES”.

Profil rzutkiego 25-latka pokazuje mi Ewa Zgrabczyńska. Ponoć takich ofert w mediach społecznościowych jest każdego miesiąca aż 1500. Reklamowane są w postach na stronach Facebooka i w zamkniętych grupach.

Wg danych Służby Celno-Skarbowej w wyniku kontroli wwożonych lub wywożonych z terenu UE okazów CITES w 2018 r. dokonano 100 zatrzymań, w czasie których zatrzymano łącznie 14533 szt. okazów w tym 5551 żywych zwierząt i 8238 okazów medykamentów medycyny azjatyckiej.

- Skala zatrzymań żywych okazów CITES jest wprost proporcjonalna do zainteresowania trzymaniem tych zwierząt przez ludzi w klatkach czy terrariach w domach. W czasie przemytu zwierzęta są traktowane przez przemytników jak zwykły „towar”, na którym można zarobić i sprzedać z zyskiem po przewiezieniu przez granicę. Dlatego wielokrotnie spotykaliśmy się z fatalnymi warunkami przewozu zwierząt takimi jak krępowanie żółwi taśmą izolacyjną i przewóz w skrytkach samochodowych np. w podwójnym dnie baku czy wkładanie papug w przecięte butelki typu PET - mówi Marcin Andrzejak z biura komunikacji i promocji Wydziału ds. Komunikacji Krajowej Administracji Skarbowej.

W Polsce brakuje azylu dla ocalałych zwierząt

Jak to możliwe, że ktoś, kto handluje zwierzętami, pozostaje tyle lat bezkarny? Za tego typu przestępstwo w świetle polskiego prawa, obok konfiskaty, grozi wysoka grzywna, a nawet kara od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.

Siedem tygrysów z nielegalnego transportu do Rosji przebywa obecnie w poznańskim zoo. Objęte są 30-dniową kwarantanną. Były przewożone w samochodzie
Łukasz Gdak Ewa Zgrabczyńska

- W sytuacji tygrysów nie zadziałało nic, oprócz poznańskiego zoo. W Polsce jest brak jakiekolwiek procedury, urzędów i rozporządzeń wykonawczych, które zalecałyby postępowanie w takim wypadku i które dawałyby możliwości prawne, żeby np. szybko zabezpieczyć zwierzę. Brak jest taż ośrodka, gdzie takie zwierzę można by przyjąć. Biurokracja, której jesteśmy ofiarą, blokuje nawet najlepsze chęci - mówi Zgrabczyńska i przyznaje, że to także kwestia kosztów.

- Mamy ustawę o ochronie zwierząt, gdzie, jeżeli jest podejmowana decyzja administracyjna, to koszty powinien podjąć wójt, burmistrz na czas trwania procesu i później je sobie od właściciela egzekwować. Z kolei z ustawy o ochronie przyrody, jeśli łamane są zapisy Konwencji Waszyngtońskiej, to koszty utrzymania zatrzymanych zwierząt powinien pokryć Skarb Państwa, lub jeśli te zwierzęta są zabezpieczone przez policję czy prokuraturę to te organy. Przypadek Pyszącej pokazuje, że przepisy sobie, a życie sobie. Najczęściej nie działa żaden z tych mechanizmów, nie ma osób i ośrodków które by przeprowadziły tego rodzaju interwencje - dodaje.

Jak wygląda to w innych państwach? - Grecja czy Łotwa zakazały występów cyrków ze zwierzętami. W Wielkiej Brytanii są umowy podpisywane, jest specjalna komórka policyjna, która zajmuje się tylko przemytem zwierząt, są nakazy wydawane, by najbliższy ogród zoologiczny w miejscu interwencji ją podjął. Na terenie Holandii są NGOs-y, ośrodki o charakterze ogrodów zoologicznych, które posiadają umowy podpisane z państwem. W momencie, kiedy podejmują interwencję, rząd pokrywa wszystkie koszty.

Zobacz zdjęcia: Zoo Poznań: Jesień w ogrodzie zoologicznym. Zobacz, czy jego mieszkańcy szykują się do zimowego snu

NGOs-y jak Adwokaci Zwierząt, gdzie trafią nasze tygrysy, mają podpisane umowy o współpracy z państwami, jak i ogrodami zoologicznymi i swoje ośrodki wyspecjalizowane w utrzymaniu konkretnych gatunków zwierząt. U nas takich miejsc brakuje. Wiem od celników w przypadku poprzednich przemytów zwierząt, że celnik otwierał klapę, widział lwa i tygrysa i mówił „panie, jedź pan jak najszybciej”, bo to byłby problem - przyznaje dyrektorka zoo.

- Służby, które chciałyby interweniować, mają związane ręce w momencie, gdy trzeba ulokować gdzieś jeszcze żyjące zwierzęta, zająć się nimi i otoczyć opieką. I tak jak nie ma problemu w przypadku zwierząt niegroźnych, tak w przypadku drapieżnych pierwszego stopnia, już tak

- mówi Anna Plaszczyk.

Konieczna jest zmiana przepisów

Organizacje prozwierzęce, jak Animalsi, WWF, czy Viva od lat przekonują, że w Polsce konieczna jest zmiana przepisów. Jesteśmy jednym z niewielu krajów buforowych, gdzie nielegalne przemyty z Europy do Azji mogą być wykrywane.

- Tego typu zwierzęta w ogóle nie powinny podlegać prywatnej hodowli. I oczywiście ban na widowiska cyrkowe z udziałem zwierząt nie tylko na terenie Unii Europejskiej. Dlatego będę chciała się skontaktować ze stroną rosyjską, z Putinem, by przyjrzeć się tam sprawie tygrysów i żeby zakaz związany z transportem, transferem, utrzymaniem takich zwierząt w rękach prywatnych tam też zadziałał. Inaczej, nawet gdy te zakazy zaczną obowiązywać w krajach UE, zawsze będzie istniało zagrożenie, że może dojść do ekstrakcji tygrysów wolno żyjących na terenie Azji. To także zmiana naszej świadomości, rezygnacji z medycyny i kosmetyków wschodu, chęci hodowania dzikich zwierząt w domu - tłumaczy Ewa Zgrabczyńska. - Jednak bez legislacji, zaangażowania Ministerstwa Środowiska nie wyobrażam sobie tej zmiany.

13 listopada w Parlamencie Europejskim odbędzie się konferencja ”Breaking point: Solving the european wildlife rescue crisi”, w której udział weźmie właśnie Zgrabczyńska. Na kanwie ostatnich wydarzeń będzie zabiegać o zmianę przepisów.

- Chcę też, by obowiązywał zakaz handlowania częściami ciała, zwierząt objętych 1 kategorią CITES, także na zasadzie darowizn. By ten zakaz realnie obowiązywał - mówi.

Zmiana przepisów to jedno, potrzebne jest jeszcze stworzenie azylu dla tych, które ocalały, by miały gdzie godnie wymrzeć. Takiego miejsca w Polsce nie ma.

- Ta historia pokazuje, że należy podjąć działania zmierzające do stworzenia takiego miejsca. Azyl musi być wyłączony z ogrodu zoologicznego, by osobniki niepewnego pochodzenia nie miały styczności z mieszkańcami zoo. Azyl także nie powinien być odwiedzany przez turystów, bezpieczny dla ludzi. To duże przedsięwzięcie, które musi być usankcjonowany w prawie i rzeczywistości. Teraz były tygrysy, ale takich przewozów może być więcej

- mówi Grzegorz Wegiera, powiatowy lekarz weterynarii z Poznania.

Poznańskie zoo od momentu, gdy dyrektorem została Ewa Zgrabczyńska zabiega o środki na jego budowę. Do tej pory bez skutku. Dlatego zoo organizuje samotnie zbiórkę. - Moim marzeniem jest azyl. To koszt 6 mln złotych, ale wiemy, że nam się to w końcu uda - mówi Zgrabczyńska.

Marta Danielewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.