Tomasz Rusek

Uczyli się w domu kowala

Szkoła w Różankach. Zdjęcie archiwalne Fot. Materiały szkoły Przed pierwszą szkołą. W środku nauczyciele: Jadwiga Maciusowicz, Jan Maciusowicz, Wanda Wajdówna.
Tomasz Rusek

Szkoła w Różankach obchodziła w piątek 70. urodziny. Z_tej okazji powstała jej monografia. Początki były trudne. Nie było podręczników, brakowało wody, a klasy ogrzewano piecami...

Pierwszą, powojenną szkołą w Różankach był dawny dom kowala. Skromny budynek ludzie ze wsi własnymi rękoma przemienili w placówkę dla dzieci. „Pomagało wiele osób, m.in. stolarz Aleksander Poniatowski, a także panowie Borowiak i Żuberek. W nowej szkole znajdowały się dwie izby lekcyjne, kancelaria, dwie szatnie oraz dwa korytarze prowadzące do wyjścia. Na górze był mały pokoik, w którym w okresie zimowym pomieszkiwali uczniowie spoza Różanek, np. z Rybakowa” - czytamy w monografii szkoły, którą wydano z okazji 70-lecia podstawówki.

Najpierw egzamin

Warunki były ciężkie. Uczniowskie pomieszczenia ogrzewano piecami - inaczej się nie dało. Brakowało bieżącej wody i kanalizacji. Bolączką był też brak podręczników. Dlatego korzystano z przedwojennych. Każdy z uczniów przynosił takie książki, jakie miał.

Jednak zanim we wrześniu 1945 r. zaczęła się nauka, 67 uczniów podzielono na klasy według umiejętności. O przydziale decydował egzamin wstępny. Dzięki temu w klasach dzieci były na podobnym poziomie. Tak stworzono w sumie sześć klas. Prawdziwa, siedmioklasowa szkoła była dopiero od roku szkolnego 1949/50. Placówką kierowało małżeństwo Maciusowiczów. Kierownikiem -nauczycielem został pan Jan. A jego żona Jadwiga nauczycielką.

Poczatek życia szkoły to 3 września 1945 r. Mieściła się wtedy przy ul. Dębowej.

Maciusowiczowie trafili do Różanek z Wileńszczyzny. Byli tam nauczycielami. Jan wcześniej pełnił funkcję kierownika szkoły w Korkożys¬zkach (pow. Święciany), a pani Jadwiga uczyła w tej samej placówce. Na Zachód pojechali, bo musieli. Groziła im wywózka na Syberię za działalność w AK i pomaganie Żydom. Choć wysiedli na stacji w Gorzowie, to marzyli o życiu na wsi - tym bardziej, że zabrali ze sobą zwierzęta! I tak trafili do Różanek (wieś pierwotnie nazywała się Stolec, „Różanki” nadano jej pod koniec 1945 r.). Sami uczyli aż do 1948 r. Wtedy do grona pedagogicznego dołączyła Wanda Wajdówna.

Zmiany, zmiany...

W latach 50. w szkole pojawili się kolejni nauczyciele: Wojciech Horodecki, Zenon Iwiński, Józef Jeleński, Jadwiga i Marian Chuchrowie. W roku 1965 doszedł jeszcze Zbigniew Tarasewicz - absolwent szkoły! Gdy zaczął uczyć, grono pedagogiczne po kilku zmianach liczyło w sumie siedem osób. Niektórzy z nauczycieli byli już po konkretnych kierunkach, w placówce funkcjonowała biblioteka, działał też 30-osobowy chór i sześcioosobowy zespół wokalny!

W 1966 r. - po śmierci J. Maciusowicza - kierownikiem został Marian Chuchro. Od razu musiał się zmierzyć z reformą edukacji: ośmioklasowa podstawówka sprawiła, że brakowało pomieszczeń. Trzeba było pracować na zmiany. Niektóre klasy zaczynały zajęcia o 13.00! Konieczna była budowa nowej siedziby. I udało się - budynek marzeń oddano uczniom w 1968 r.

Pierwsi uczniowie mieli od 7 do 17 lat. W sumie było to 67 dziewcząt i chłopców.

Kadra została mocno odmłodzona, a szkoła cieszyła się z nowoczesnego wyposażenia (maszyny do szycia!). To były dobre lata dla placówki. Do czasu, gdy w połowie lat 70. starsi uczniowie z Różanek i okolic zaczęli dojeżdżać do szkół w Gorzowie, a placówka we wsi straciła na znaczeniu (zostawiono tylko cztery najmłodsze klasy).

Dopiero od końcówki lat 80. znowu zaczęła pracować pełną parą. Pierwsi po latach absolwenci wyszli z niej w 1992 r.

Szkoła w Różankach. Zdjęcie archiwalne
Materiały szkoły Przed pierwszą szkołą. W środku nauczyciele: Jadwiga Maciusowicz, Jan Maciusowicz, Wanda Wajdówna.

Gminna duma

W 1997 r. oddano oficjalnie do użytku nową szkołę w Różankach. I znowu - jak przy tej pierwszej powojennej - udało się wszystko dzięki mieszkańcom. Rodzice i zwykli mieszkańcy pomogli w budowie, choćby podczas transportu i wyładunku materiałów.

Kolejne rewolucje szkoła przechodziła dzielnie: stworzenie gimnazjum, komputeryzacja, wielki remont poddasza, aż w końcu w 2006 r. powstała hala sportowa.

W piątek szkoła kierowana dziś przez Elżbietę Pietruszkiewicz świętowała 70-lecie. Bawili się na nim absolwenci, nauczyciele i gminy.

(na podst. monografi szkoły: Opracowanie i redakcja Grażyna Kaźmierczak i Elżbieta Pietruszkiewicz; redakcja techniczna i skład komputerowy Sebastian Stempniewicz).

Tomasz Rusek

Najwięcej moich tekstów znajdziecie obecnie na stronie międzyrzecz.naszemiasto.pl. Żyję newsami, ciekawostkami, inwestycjami, problemami i dobrymi wieściami z Międzyrzecza, Skwierzyny, Trzciela, Przytocznej, Pszczewa i Bledzewa.
To niezywkły powiat, moim zdaniem jeden z najpiękniejszych (i najciekawszych!) w Lubuskiem. Są tam też wspaniali ludzie, z którymi mam szansę porozmawiać na facebookowym profilu Głos Międzyrzecza i Skwierzyny. Wpadnijcie tam koniecznie. Udało się nam stworzyć wraz z ponad 15 tysiącami ludzi fajne, przyjazne miejsce, gdzie znajdziecie newsy, piękne zdjęcia, relacje z ważnych wydarzeń i - codziennie! - najnowszą prognozę pogody. Bo od pogody zaczynamy dzień.


Staram się pilnować najważniejszych spraw i tematów. Sporo piszę o:


jeziorze Głębokim, o inwestycjach, czy atrakcjach turystycznych, ale poruszamy (MY - bo wiele tematów do załatwienia i opisania podpowiadacie Wy, Czytelnicy) dziesiątki innych spraw. 
Dlatego przy okazji wielkie dzięki za Wasze komentarze, opinie, zaangażowanie i wsparcie.



Zdarza się też, że piszę o Gorzowie. To moje rodzinne miasto, które - tak lubię myśleć - znam jak własną kieszeń. Cały czas się zmienia, rozbudowuje, wiecznie są tu jakieś remonty i inwestycje, więc pewnie jeszcze przez lata nie zabraknie mi tematów!



 


Do Gazety Lubuskiej (portal międzyrzecz.naszemiasto.pl jest jej częścią) trafiłem niemal 20 lat temu. Akurat zakończyłem swoją kilkuletnią przygodę z Radiem Gorzów i Radiem Plus, więc postanowiłem się sprawdzić w słowie pisanym (choć mówione było świetną przygodą). I tak się sprawdzam, i sprawdzam, i sprawdzam. Musicie bowiem wiedzieć, że Lubuska sprzed nastu lat i obecna to zupełnie inne gazety. Dziś, poza pisaniem, robimy zdjęcia, nagrywamy filmy, przygotowujemy relację. Żaden dzień nie jest takim sam. I chyba dlatego tak lubię tę pracę.

Lubię też:



  • jazdę na rowerze

  • pływanie

  • urlopy

  • gołąbki

  • seriale

  • lenistwo



nie przepadam za:



  • winem

  • górami

  • ogórkową

  • tłumem

  • hałasami

  • wczesnym wstawaniem (aczkolwiek nieźle mi wychodzi!)



OK, w ostateczności mogę zjeść ogórkową.

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.