Udowadnia, że ograniczenia są tylko w naszej głowie. A niepełnosprawność nie przeszkadza spełniać marzeń

Czytaj dalej
Fot. Fot. archiwum
Anna Helit

Udowadnia, że ograniczenia są tylko w naszej głowie. A niepełnosprawność nie przeszkadza spełniać marzeń

Anna Helit

Nie ma takiej sytuacji, z której nie można wyciągnąć niczego dobrego. I nie ma takiej słabości, której nie da się przekuć w siłę. Wszystko zależy od naszego nastawienia. Tego, czy przeszkody, które los postawił na naszej drodze potraktujemy jak kłody czy szansę, którą możemy zamienić w sukces. Taką filozofię życiową przekazuje Monika Kukla, która każdego dnia przekracza samą siebie i udowadnia, że jeśli tylko chcemy, nie ma dla nas nic niemożliwego.

Treningi przeplatają się z zajęciami na uczelni i wyjazdami na zawody, dlatego 24-letnia Monika Kukla z Niepołomic jest rzadkim gościem w domu. Na szczęście rodzice już do tego przywykli. Pozwalają jej na realizację swoich marzeń. A są one śmiałe. Z dumą przyglądają się kolejnym sukcesom córki, która ma już pokaźną kolekcję medali. Mimo że przygodę ze sportem rozpoczęła zaledwie 3 lata temu, można wyliczać już sporo osiągnięć: mistrzostwo Europy w crossficie Battle of Europe w 2019 roku, trzecie miejsce w tych samych zawodach w 2018 roku i 2 pierwsze miejsca na mistrzostwach Polski w narciarstwie biegowym w 2020 roku. To tylko niektóre z długiej listy jej sportowych osiągnięć. Bo i dyscyplin uprawianych przez Monikę jest kilka: narciarstwo biegowe, lekkoatletyka, crossfit i biathlon. Wcześniej było jeszcze wioślarstwo, pływanie i jeździectwo. Czy dołączą do nich kolejne? Monika nie zaprzecza. - Wciąż szukam tej jedynej - mówi.

Przeszkody losu

Monika jest osobą niepełnosprawną od urodzenia. Urodziła się z krótszą prawą nogą. Na początku różnica długości kończyn była nieznaczna. Jednak wada rosła razem z nią i obecnie jest to około 30 centymetrów, czyli mniej więcej tyle ile mierzy łydka. Kiedy miała 4 lata, konieczne było zakupienie protezy. Wtedy też Monika zaczęła przechodzić operacje - lekarze starali się, aby kości w obu nogach były równe. Niestety, nie udało im się tego dokonać. Schorzenie, z jakim urodziła się Monika nie zdarza się często. Lekarze mimo szczerych chęci nie potrafili jej pomóc. - Było sporo rehabilitacji, wizyt u lekarzy - głównie ortopedów - opowiada Monika. - Tak naprawdę nikt nie wiedział jak ze mną pracować. Zresztą do tej pory nie znalazłam osoby, która w 100% wiedziałby jak poprawić jakość chodu czy jak sprawić, abym mogła chodzić bez kuli. Dla każdego było to nowe doświadczenie, bo żaden ze specjalistów nigdy wcześniej nie spotkał się z takim przypadkiem - tłumaczy. Z tego powodu przez kilka lat w leczeniu Moniki pojawił się przestój. W 2016 roku przeszła operację, w której lekarze obrócili jej piętę - pełni ona teraz funkcję kolana, którego Monika nie miała. 24-latka obecnie czeka na operację, która ma zostać przeprowadzona na początku przyszłego roku. Nie wiadomo jednak, czy odbędzie się w planowym terminie ze względu na pandemię.

Wspomnienia

Monika uśmiecha się do swoich wspomnień z dzieciństwa. Mimo pewnych ograniczeń jakie powodował stan zdrowia, była radosną i żywiołową dziewczynką. Korzystała z uroków bycia dzieckiem, czasem w większym stopniu, niż było to dla niej dozwolone. - Jeśli mogłam coś robić, to po prostu to robiłam - mówi. - Rodzice czy przedszkolanki upominały mnie, że mogę sobie zrobić krzywdę. Dużo chodziłam, nawet starałam się biegać - wspomina.

Zawsze gdzie coś się działo, musiałam się tam pojawić. Czasem na turnusach rehabilitacyjnych nie dało się mnie upilnować. Najczęściej wspominam zajęcia na basenie. Mieliśmy pływać na części dla dzieci, gdzie było kilkanaście centymetrów głębokości. Ja zawsze wypływałam na najgłębszą wodę, później musieli zabierać mnie stamtąd ratownicy. Byłam zabezpieczona, nie było ryzyka, że się utopię. Wtedy też ujawniły się moje predyspozycje do pływania, ale nie czułam potrzeby rozwijania się w tym kierunku - dodaje.

Jednak nie wszystkie wspomnienia są miłe. Monika pamięta przykre sytuacje z podstawówki, kiedy dzieci się z niej wyśmiewały. Zdarzały się również dyskryminacje ze strony dyrektora szkoły - na zawody sportowe mogły jechać jedynie wybrane przez niego dzieci, mimo że te mniej sprawne niejednokrotnie lepiej sobie radziły. Później Monika przekonała do siebie otoczenie swoim zaangażowaniem - często robiła znacznie więcej niż osoby pełnosprawne. Wtedy nieprzyjemne sytuacje zdarzały się znacznie rzadziej.

Przypadek

Sport pojawił się w jej życiu przypadkiem. Monika miała zupełnie inne plany na przyszłość. Poszła na studia związane z zoologią, bo miłość do zwierząt sprawiła, że chciała z nimi pracować. Jej marzenia zmieniły się nieoczekiwanie. - Zobaczyłam przypadkiem na Facebooku ogłoszenie Komitetu Paraolimpijskiego, że poszukiwane są osoby na obóz sportowy - opowiada. - Postanowiłam spróbować, choć nie nastawiałam się zbytnio na powodzenie, bo ilość miejsc była ograniczona. Udało mi się dostać i pojechałam do Poznania, gdzie odbywał się ten obóz. Któregoś dnia przyjechał do nas trener crossfit-u i obserwował mnie podczas ćwiczeń. Później zapytał, czy nie chciałabym wziąć udziału w innym obozie. Zgodziłam się i tak zaczęła się moja przygoda ze sportem - mówi 24-latka.

"Tym, co robię i jak żyję chcę udowodnić, że zawsze można walczyć o swoje marzenia".
Fot. archiwum

Sport stał się nie tylko jej pasją, ale również pomógł radzić sobie z barierami, które codziennie stają na drodze osoby niepełnosprawnej. Monika jest teraz znacznie bardziej zaradna - nie dostrzega już przeszkód, których pokonanie wcześniej wymagało od niej sporo główkowania. To nie tylko ulga dla jej ciała, ale również i psychiki - Monika, jak większość osób niepełnosprawnych, nie lubi kiedy ktoś zbyt nachalnie chce ją wyręczyć z samodzielnego pokonania przeszkody. Zdecydowanie większy komfort daje jej prośba o pomoc, kiedy sama nie potrafi sobie poradzić.

Jeśli osoba niepełnosprawna potrzebuje pomocy, na pewno sama o nią poprosi - przekonuje.

Kiedy powiedzieć „dość”

Monika nawet nie próbuje szarpać się z losem. Pokornie przyjmuje to, co dostała. W rozmowie ze mną mówi, że nie chciałaby zamienić swojego życia na inne, nawet gdyby miała wybór. Nie zastanawia się też, jak wyglądałoby jej życie, gdyby była w pełni zdrowa. Nie chciałaby go zasmakować nawet przez jeden dzień. Być może wtedy byłaby sekretarką lub lekarzem, a w jej życiu nie pojawiłby się sport, który jest dla niej prawdziwą pasją. Tak wielką, że postanowiła zaryzykować i porzuciła swoje dotychczasowe marzenia. Nie pozostaje jednak bierna na okazje, które pojawiają się w jej życiu, nawet te najmniejsze. Traktuje je jak trampolinę, która pozwala na osiąganie kolejnych, coraz większych sukcesów. I przekraczanie samej siebie.

Wie też, że nie może pozwolić sobie na wszystko. Dlatego kiedy musi - stanowczo mówi „dość”. Nie zgadza się na wyczerpujące ćwiczenia, nieadekwatne do etapu sportowego rozwoju Moniki, które jeden z trenerów narzucał jej podczas treningów. Zdecydowała również, że zrezygnuje z uprawiania wioślarstwa, w którym osiągała znaczące sukcesy. - Zaczęło mnie boleć lewe kolano - tłumaczy. Wioślarstwo było dla niego zbyt dużym obciążeniem. Musiałam zachować się rozsądnie i zakończyć moją karierę w tej dyscyplinie - mam tylko jedno kolano, muszę o nie dbać - uzasadnia swoją decyzję.

Walka o spełnienie marzeń

Największym marzeniem Moniki jest zdobycie medalu dla Polski na igrzyskach paraolimpijskich. Byłoby to ukoronowanie jej wysiłku i determinacji. Chciałaby również w ten sposób pokazać niedowiarkom, którzy nie wierzyli w nią i jej umiejętności, że bardzo się mylili. - Uparcie dążę do tego, żeby pokazać sobie i innym, że nic nie jest w stanie mnie zatrzymać. I jeśli tylko będę na to pracować, to jestem w stanie to osiągnąć - dodaje.

Pytam Monikę, co chciałaby przekazać światu swoją postawą. - Tym, co robię i jak żyję chcę udowodnić, że zawsze można walczyć o swoje marzenia - słyszę. - Każdym treningiem zbliżam się do realizacji swoich celów, nawet jeśli zdarzają się takie dni, kiedy nie idzie mi tak jakbym chciała. Zawsze musi przyjść gorszy czas, żeby potem mógł przyjść ten lepszy. To mnie motywuje, żeby nie rezygnować, chociaż nie zawsze jest łatwo. Nie wolno nam się poddawać. Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą.

Anna Helit

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.