Uwaga! Nie drażnić Kszczota, bo będzie medal

Czytaj dalej
Jakub Guder

Uwaga! Nie drażnić Kszczota, bo będzie medal

Jakub Guder

Dziś Adam Kszczot pobiegnie w finale biegu na 800 m podczas mistrzostw świata w Londynie. W półfinale pokazał rywalom, że jest bardzo mocny

Po biegu eliminacyjnym na 800 m Adam Kszczot stanął przed kamerami TVP Sport. Za mikrofonem – sympatyczny reporter Aleksander Dzięciołowski. Tym razem jednak popełnił faux pas, którego mistrz mu nie wybaczył.
– Twój trener powiedział, że już nigdy nie będziesz taki szybki jak w Rio – wypalił dziennikarz. – Nie powinieneś mi takich rzeczy mówić, dzięki, pa! – odparł Kszczot i odszedł. Następnego dnia w półfinale udowodnił, że nie tylko wciąż jest dość szybki, ale ma też na bieżni wybitną inteligencję i perfekcyjnie realizuje założony plan. „Nikt nie biega tak mądrze jak Adam Kszczot” –_mówią dziennikarze NBC. Trudno się z nimi nie zgodzić.

W niedzielę Kszczot wyszedł na prowadzenie już 250 m przed metą. Nie robi tak często i – prawdę mówiąc –_część obserwatorów tego półfinałowego biegu obawiała się, czy wicemistrz świata z Pekinu wytrzyma narzucone przez siebie tempo. Wytrzymał świetnie i wygrał tę serię, co oczywiście dało mu awans do dzisiejszego finału.
– Zacząłem przesuwać się do przodu. Na 500 m do mety czułem, że się zbliżają. Jak tylko usłyszałem pierwsze kroki z prawej strony, to postanowiłem też się ruszyć – tłumaczył swój plan nasz zawodnik.

Tuż za nim metę przekroczył Nijel Amos. Reprezentant Botswany jest w tym roku drugi na światowych listach. Co ciekawe, rezultat 1:43.18 uzyskał na początku czerwca właśnie na Stadionie Olimpijskim w Londynie.
– Świetnie się to ułożyło, bo minąłem jednego z liderów list Amosa. Widać było, że reszta gubi się w takich momentach, kiedy robi się ciasno za plecami tych, którzy biegną z przodu w danym momencie. Ruszyłem swoim rytmem, ostatnie 200 m pobiegłem w 26 sekund z kawałkiem – analizował Kszczot, który stwierdził, że półfinał nie kosztował go aż tak wiele energii.

Polak jasno przyznaje: Chciałbym stanąć na podium. Rywali ma jednak bardzo solidnych. Oprócz Amosa (to wicemistrz olimpijski z Londynu) na starcie staną m.in. Francuz Pierre Ambroise Bosse (na IO w Rio czwarty) czy zaledwie 19-letni Kenijczyk Kipyegon Bett, mistrz świata juniorów z ubiegłego roku z Bydgoszczy, który wśród finalistów legitymuje się drugim wynikiem w tym roku (1:44.04).
Atutem Kszczota powinno być doświadczenie, bo jest z całej ósemki najstarszy. On ma 28 lat – oni są o przynajmniej kilka lat młodsi. Na takim dystansie, gdzie liczy się nie tylko szybkość i wytrzymałość, ale też spryt, to może być bardzo ważne.
Przed dzisiejszym startem 800-metrowcy mogli całą niedzielę odpocząć. – Będą nerwy, ale trzeba myśleć pozytywnie. Będzie na pewno spotkanie z psychologiem Janem Blecharzem, krótka analiza tego, co za nami, czyli eliminacji, półfinałów, i przygotowanie do finału. Ważne jest, żeby być pewnym siebie – mówił Kszczot przed finałem.

Niestety – nie zobaczymy dziś razem z nim ani Marcina Lewandowskiego, ani Michała Rozmysa, którzy przepadli w półfinałach.
Szkoda zwłaszcza tego pierwszego, bo metę przekroczył jako trzeci, a dwóch pierwszych otrzymywało bezpośrednią przepustkę do walki o medale. Lewandowski liczył jeszcze, że trzeci bieg będzie wolniejszy od jego startu. Do końca miał nadzieję. O tym, że jednak nie awansuje, dowiedział się w strefie mieszanej, rozmawiając z polskimi dziennikarzami.

– Ja pierdzielę... Znów jestem pierwszym niewchodzącym... Nie wiem, co mam powiedzieć. Widocznie nie było mnie stać na ten finał. Nie czuję się spełniony na 800 m i może już nigdy nie będę – mówił załamany 30-latek. Do finału zabrakło 0.1 sekundy. Paradoksalnie Lewandowski pobiegł szybciej niż Kszczot.

Jakub Guder

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.