W czasie pandemii w szpitalach i domach opieki jest miejsce dla żołnierzy WOT. Medycy potrzebują wsparcia

Czytaj dalej
Fot. CSWOT w Toruniu
Dorota Witt

W czasie pandemii w szpitalach i domach opieki jest miejsce dla żołnierzy WOT. Medycy potrzebują wsparcia

Dorota Witt

- Zwłaszcza, kiedy na pierwszej linii frontu walki z Covid-19 liczy się każda para rąk, przede wszystkim jestem lekarką - mówi kapitan Anna Lachowska, Kierownik Zespołu Zabezpieczenia Medycznego w CSWOT w Toruniu. Lekarka, która mundur żołnierza zawodowego założyła już w trakcie studiów.

To będzie rozmowa z panią kapitan czy z panią doktor?
Takie trudne pytanie na początek? Pochodzę z rodziny o wojskowych tradycjach, mój dziadek był żołnierzem. Pomysł na wstąpienie do wojska specjalnie więc moich bliskich nie zdziwił. Już w trakcie studiów medycznych założyłam mundur, zostałam żołnierzem zawodowym. To był 2009 rok. Pracę w wojsku od razu traktowałam jako wyzwanie, ale i przygodę - jako szanse na poznanie ciekawych ludzi. Chyba jednak bardziej, a może po prostu częściej, czuję się lekarzem. To mój wyuczony zawód, pierwszy. Kiedy na początku pandemii mój dowódca w CSWOT stanął przed wyborem: zatrzymać mnie w jednostce, przy pracy w terenie czy oddelegować do pracy niemal wyłącznie w szpitalu, nie wahał się (oczywiście jestem pod telefonem i kiedy tylko mogę, pomagam w jednostce). Zwłaszcza, kiedy na pierwszej linii frontu walki z Covid-19 liczy się każda para rąk, przede wszystkim jestem lekarką

W bydgoskim szpitalu wojskowym...
Robię specjalizację z anestezjologii. Trwa to już szósty rok. Trochę długo, ale w trakcie specjalizacji urodziłam dwie córki, więc jest to całkowicie zrozumiałe.

Kobieta w mundurze sensacji już nie budzi, zresztą kobiet w wojsku przybywa. A jakie jest podejście żołnierzy do równouprawnienia?
Nigdy nie odczułam dyskryminacji. Służę w stopniu kapitana, co stawia mnie na określonej pozycji, a w wojsku to ważne. Ale wcale nie funkcja ma decydujący wpływ na to, że jestem traktowana przez kolegów z szacunkiem. Ten buduje się inaczej. Jestem lekarką, służę na co dzień swoją wiedzą, szkolę żołnierzy WOT, czuję się doceniana.

Kobiety w wojsku robią dobrą robotę?
Na pewno zróżnicowanie żołnierzy pod tym względem jest cenne i ma przełożenie na sposób pracy jednostki. Uzupełniamy się z kolegami. Mam wrażenie, że kobiety podchodzą do swojej pracy bardziej zadaniowo: służba to dla wielu z nich sposób do realizacji celu: wykonują więc swoje obowiązki, dając z siebie wszystko, a potem zwykle wracają do domów, gdzie bez trudu wchodzą w role mam, partnerek. Powiedziałabym: jesteśmy multipotencjalne.

Jest tu dla mnie wiele pilnych wyzwań. Moim zadaniem jest, m.in., właściwe zabezpieczenie medyczne zajęć, szkolenie żołnierzy WOT-u w ich specjalnościach wojskowych. Pomagamy również medykom w szpitalach, domach pomocy społecznej, domach opieki - wszędzie, tam, gdzie personelu medycznego jest za mało.

Jaka jest pani rola w Centrum Szkolenia Wojsk Obrony Terytorialnej?
Jest tu dla mnie wiele pilnych wyzwań. Moim zadaniem jest, m.in., właściwe zabezpieczenie medyczne zajęć, szkolenie żołnierzy WOT-u w ich specjalnościach wojskowych. Pomagamy również medykom w szpitalach, domach pomocy społecznej, domach opieki - wszędzie, tam, gdzie personelu medycznego jest za mało. Nie myślę wyłącznie o czasie pandemii, kiedy potrzeby są ogromne z uwagi na to, że przybyło ciężko chorych. Żołnierze mogą z powodzeniem pomagać lekarzom i pielęgniarkom nie tylko przy pacjentach covidowych. Chodzi o proste czynności, których przy opiece nad pacjentami jest całe mnóstwo: o pomoc w karmieniu, roznoszeniu posiłków, o towarzyszenie pacjentom przy codziennych czynnościach. Właśnie z uwagi na te potrzeby w naszym Centrum opracowaliśmy autorski kurs opieki nad pacjentem leżącym. Odbyło się już 16 edycji, w takcie których wyszkoliliśmy 320 żołnierzy.

Lekarzy i pielęgniarek brakowało w kraju już przed pandemią...
Proces kształcenia przyszłych kadr medycznych jest długotrwały. Niestety pandemia zweryfikowała obecne potrzeby personelu medycznego w szpitalach. W momencie szczytu drugiej fali pandemii na naszym oddziale szpitalnym przyjmowaliśmy kilkukrotnie więcej pacjentów niż zwykle. Wówczas każda para rąk gotowych do pracy była potrzebna, aby tym osobom udzielić jak najlepszej pomocy medycznej. Pamiętam taki obraz, sprzed roku: na nasz oddział covidowy wjeżdża winda, która na co dzień przywozi obiad. Drzwi się rozsuwają i widzę wózek z jedzeniem. Tylko wózek, rozumie pani? Okazało się, że osoba, która codziennie rozwozi posiłki także zaangażowana była w pomoc pacjentom. To tylko z pozoru błahe i proste zadanie, bardzo potrzebne we właściwym funkcjonowaniu oddziału. Uważam, że tu właśnie jest miejsce, np. dla przeszkolonych żołnierzy WOT czy wolontariuszy. My jako lekarze w szpitalach nie możemy już pracować więcej. Robimy co w naszej mocy, aby właściwie zadbać o system opieki zdrowotnej w naszym kraju. Walka o życie pacjentów chorych na Covid-19, którzy trafili na intensywną terapię, angażuje wszystkie nasze siły i środki. Nie, nie wymyśliliśmy sobie pandemii. To nie teoria spiskowa. Tak, w szpitalach - bez bliskich u boku - umierają ludzie. Coraz młodsi ludzie. Nie, to nie są statyści. Tak, szczepienia to jedyna droga wyjścia z sytuacji. O Covid-19 wiemy coraz więcej, ale ciągle się jej uczymy. To dziwna choroba: pacjenci nie wyglądają na tak bardzo chorych, jak są. Rozmawiają z lekarzem, są świadomi nawet, kiedy saturacja wynosi 70: logicznie odpowiadają na pytania, mówią, że nic się nie dzieje, że wcale się nie duszą. Nie czują tego. W drugiej chwili stają się niewydolni oddechowo. Zatrzymują się. Umierają po kilku minutach. Oczywiście Covid-19 to niejedyna choroba, na pacjentach borykających się z innymi ciężkimi schorzeniami sytuacja także się odbija - coraz częściej trafiają na leczenie za późno.

Nie zastawiała się pani: a po co mi to? Może zrezygnuję z pracy?
Pamiętam taką rozmowę z bliski, jakiś rok temu. Mogłabym przecież wziąć urlop wychowawczy. Nie. Nie po to zostałam lekarzem i nie po to jestem żołnierzem, by dezerterować w krytycznej sytuacji. Choćby dla tych kilku uratowanych na intensywnej terapii pacjentów covidowych - warto.

Jak pani odreagowuje codzienny stres?
Jesteśmy wyszkoleni do pracy w ciągłym stresie, pod dużą presja czasu, z ogromną odpowiedzialnością. W CSWOT w każdej chwili możemy porozmawiać z psychologiem. Kiedy chcę się wygadać, dzwonię. Dla lekarzy w cywilu też jest taka linia, na której można uzyskać wsparcie psychologa. Mam to szczęście, że mam się do kogo przytulić: moją odskocznią jest czas spędzany z trójką dzieci i mężem. Choć tworzenie rodziny w obecnej sytuacji nie jest proste. Mamy niesamowitą nianię. Jest z nami od lat. Stała się członkiem naszej rodziny. To dzięki niej funkcjonujemy. Tylko że niania też ma prawo zachorować na covid...

A kiedy byli państwo na wakacjach?
O, a na to mam dobra odpowiedź: w lutym uciekliśmy z dziećmi, dziadkami i nianią na kilka dni w Tatry.

Czym zajmuje się CSWOT w Toruniu?

Dorota Witt

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.