W moich piwnicach więziono kiedyś ludzi

Czytaj dalej
Fot. Mariusz Kapała GL
Anna Chreptowicz

W moich piwnicach więziono kiedyś ludzi

Anna Chreptowicz

- Był taki czas, że mnie ciarki przechodziły, jak schodziłem do piwnicy. Ale po tylu latach człowiek się przyzwyczaił - mówi pan Albin z Sulechowa.

Jak to jest mieszkać w dawnym areszcie? - zastanawia się Albin Sobek z Sulechowa. - Ano, miałem sporo czasu, żeby się przyzwyczaić… Tu jest mój dom i nie wyobrażam sobie, żebym mógł mieszkać gdzie indziej. Tu, naprzeciwko, budowali nawet mieszkania i proponowali nam, czy nie chcielibyśmy się przenieść. Ale żona powiedziała, że jak nie ma balkonu, to się nigdzie nie ruszamy!

Albin Sobek ma 84 lata i życie, w którym bardzo dużo przeszedł. Siedział w łagrze w Łodzi, potem razem z całą swoją rodziną został wysiedlony na lubelszczyznę.

- A potem wróciliśmy w nasze strony. Jakiś czas mieszkaliśmy w Zbąszynku, skąd codziennie dojeżdżałem do Zielonej Góry, bo udało mi się znaleźć pracę w Zastalu. Codziennie o 3.30 trzeba było wstawać i jechać, żeby zdążyć na czas. Oj, ciężko było, ciężko - wspomina pan Albin.

Ostatnim przystankiem rodzinnej wędrówki Sobków był Sulechów, w którym pan Albin znalazł pracę w wodociągach.

Tutaj rodzinie udało się też kupić dom. I to nie byle jaki - stali się bowiem właścicielami niewielkiej kamienicy z 1905 roku stojącej przy ul. Magazynowej. Kamienicy, w piwnicach której podczas wojny i zaraz po niej, więziono wielu ludzi.

- Z początku to nawet nie wiedzieliśmy, że tu jakiś areszt był. Człowiek wiedział wtedy tylko to, że gdzieś mieszkać trzeba. A że pojawiła się okazja do kupienia tego budynku, nie było się co zastanawiać. Wzięliśmy kredyt bardzo niskooprocentowany, na jakieś 2 procent. Połowę przekazało państwo. I tak budynek stał się mój - mówi pan Albin.

O areszcie usłyszał od Wincentego Żoka, znanego sulechowskiego cukiernika, który twierdził, że przez jakiś czas był tu przetrzymywany.

- Żok pisał nawet jakieś wspomnienia z tamtego czasu, miał też zdjęcia wyrytych na ścianach nazwisk aresztowanych, ale wszystko to gdzieś zaginęło. Nie bardzo wiadomo, za co go też zatrzymali. No a potem pan Wincenty zmarł i razem z nim zginęła cała ta historia - mówi Marian Różycki, który sulechowskiego cukiernika znał osobiście. O wspomnieniach nie pamiętają także córki pana Żoka, które, jak same mówią, w tamtych latach były młodymi dziewczynkami i kompletnie nie interesowały się historią.

- Na niektórych ścianach i sklepieniach wciąż widnieją niewyraźne napisy więźniów - mówi Albin Sobek.
Mariusz Kapała GL - Na niektórych ścianach i sklepieniach wciąż widnieją niewyraźne napisy więźniów - mówi Albin Sobek.

- Żok mówił mi, że siedział w tym areszcie jakieś trzy miesiące. Mówił, że przetrzymywano tu mnóstwo ludzi, Polaków, Rosjan. Faktycznie, jak się tu w latach 60. wprowadziłem, na ścianach widać było jeszcze wyraźnie napisy wyryte przez więźniów - opowiada pan Albin i oprowadza nas po dawnych celach, w których teraz składuje między innymi drewno i ziemniaki.

Dawne cele, z uwagi na ich dużą powierzchnię, trzeba było jakoś zagospodarować.

- O, tu zrobiłem łazienkę, bo kiedyś był tu tylko wychodek przed budynkiem. Wiecie państwo, po tylu latach człowiek już nie myśli o tym, że kiedyś tu ludzi męczyli. Napisy gdzieś się pozamazywały. Trzeba żyć dalej. A to, co się tu działo kiedyś, przeszło już do historii.

Anna Chreptowicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.