Warto jest postawić na piłkę

Czytaj dalej
Fot. Karolina Misztal
Jakub Lesiński

Warto jest postawić na piłkę

Jakub Lesiński

Pamięta o swoich rodzinnych stronach i pierwszym klubie, ale na stałe do Kostrzyna już nie wróci. Rozdziału pt. „Reprezentacja Polski” jeszcze nie zamknął. Grzegorz Wojtkowiak chce być przy futbolu.

Powspominajmy pana początki w Kostrzynie...
Jak tylko poczułem, że będę uprawiać futbol, to w grę wchodziła tylko i wyłącznie Celuloza. To drużyna z mojego miasta. Od wczesnych lat mojego życia pojawiałem się regularnie na treningach i to był mój priorytet. Podchodziłem do tego może nie profesjonalnie, ale z bardzo dużym zaangażowaniem. Chciałem, aby w późniejszym czasie pojawiły się owoce.

Jak pan trafił do Wronek?
Bodajże w wieku 16 lat grałem już na poziomie czwartej ligi. Zostało to zauważone i dostałem powołanie do juniorskiej reprezentacji Polski, na którą jeździłem regularnie. W pewnym momencie w zimowym okienku transferowym do klubu zadzwonił telefon i po rozmowie zdecydowano, że warto, gdybym pojechał się sprawdzić do Amiki. Nie było żadnych wątpliwości, że trzeba obrać kierunek na Wronki i spróbować. Po jakichś trzech, czterech sesjach treningowych okazało się, że Wielkopolanie chcą ze mną podpisać kontrakt. Oczywiście ucieszyłem się z tego faktu i dopięliśmy formalności, na trzy lata. Na początku związałem się z trzecioligowymi rezerwami, ale po rozegraniu kilkunastu spotkań przeszedłem do pierwszego zespołu.

Grzegorz Wojtkowiak ma 32 lata. Po opuszczeniu Kostrzyna grał w Amice Wronki, Lechu Poznań, TSV Monachium, aż trafił do Gdańska

Swój debiut w ekstraklasie się pamięta?
Tak. Wszedłem bodajże na siedem minut.

Dokładnie osiem, z Górnikiem Polkowice.
OK. Pierwszy kontakt z piłką to nie było wybicie w przód, tylko w górę. Takie spotkania pozostają w pamięci.

Jaka jest recepta, żeby „wypłynąć” na „szersze, piłkarskie wody” z takiego małego miasta?
Nie wiem, czy taka istnieje. Na pewno województwo lubuskie nie ma klubów rywalizujących chociażby na zapleczu ekstraklasy, jednak posiada trochę zawodników wywodzących się właśnie stąd i występujących na naszym najwyższym poziomie. Ten fakt na pewno cieszy. Generalnie trzeba mieć duże zawzięcie oraz zacięcie w sobie i to już w tych najmłodszych latach. Taki piętnastolatek musi sobie powiedzieć: „tak, ja chcę iść w tym kierunku”. Pozostaje mu podporządkować życie w małej miejscowości temu, aby skupić się na treningach.

Dlaczego właściwie Lubuskie jest taką... „piłkarską pustynią”?
Nie mam pojęcia. Dobrze, że mamy swoich przedstawicieli w ekstraklasie, ale przydałaby się drużyna, która reprezentowałaby województwo na wyższych szczeblach. Myślę, że tego najbardziej brakuje.

Pana najlepszy okres w karierze przypada na występy w Lechu Poznań?
Na pewno z „Kolejorzem” zdobyłem dużo. To mistrzostwo, Puchar oraz Superpuchar Polski. Do tego mnóstwo meczów w europejskich rozgrywkach. To był bez wątpienia bardzo fajny czas dla mnie.

Trzeba mieć duże zawzięcie oraz zacięcie w sobie i to już w najmłodszych latach

Co dał panu transfer do Niemiec w 2012 roku?
Poszedłem do Monachium w dobrym momencie. Chociaż nie ukrywam, że gdybym trafił tam dwa lata wcześniej, na pewno dałoby mi to więcej. Chciałem spróbować i zobaczyć, jak to jest w innym kraju. Uczyłem się różnych taktycznych zadań w defensywie, a także indywidualnych zachowań.

Generalnie to jest pan zadowolony z dotychczasowej kariery?
Oczywiście, że tak. Wiadomo, że są momenty i sytuacje, kiedy można zrobić coś lepiej. Nie będę generalizować, czy jest dobrze czy źle. Robię swoje, w dodatku to, co kocham, jak najlepiej umiem. Póki co sprawia mi to dużą radość.

Jak pan zapamiętał swoje mecze w barwach seniorskiej reprezentacji Polski?
Z pewnością to dobry okres. Przede wszystkim Euro 2012 i to mimo tego, że nie wystąpiłem w żadnym ze spotkań podczas tej imprezy. Znalazłem się jednak w szerokiej kadrze i muszę przyznać, że bardzo fajnie zobaczyć wszystko od środka, przeżyć to. Ta impreza, w dodatku odbywająca się w Polsce, sporo dała każdemu z nas. Nie tylko indywidualnie, ale również patrząc na obecną drużynę narodową. Wtedy ta ekipa zaczęła się budować, a dzisiaj mamy tego efekty.

Ostatni raz wystąpił pan w „biało-czerwonych” barwach w 2014 roku. Kadra to temat nadal otwarty, a może już zamknięty?
Myślę, że żaden zawodnik nie powinien myśleć o reprezentacji w kategoriach tego drugiego. Dobra gra w klubie może otworzyć do niej drzwi. Zdaję sobie sprawę, że w tym momencie kadra, jeżeli chodzi o personalia, jest już praktycznie wyselekcjonowana. Jednak wiadomo, że do kolejnych mistrzostw Europy zostało jeszcze kilka miesięcy. Tylko przez ciężką pracę i dobre występy można sobie jeszcze tę furtkę uchylić. Nie mówię tutaj tylko o sobie, ale też o innych zawodnikach.

Na co stać naszą drużynę narodową na Euro 2016?
Eliminacje pokazały, że możemy walczyć jak równy z równym z wieloma zespołami ze Starego Kontynentu i wygrać z każdym. Będzie to dla nas ciekawa impreza. Nie chcę wybiegać w przyszłość i typować, jakie zajmiemy miejsce. Chciałbym, żeby to był finał, aczkolwiek poczekajmy. Oczekuję sukcesu, ale to jest turniej, więc rządzi się swoimi prawami. No i wystąpi tam wiele świetnych ekip.

Wybraliśmy miasto, w którym będziemy mieszkać. Nie jest to ani Kostrzyn, ani Gdańsk

Dlaczego pana obecnemu klubowi, Lechii Gdańsk, w tym sezonie wiedzie się nieco poniżej oczekiwań?
Mecz w Lubinie, po którym rozmawiamy pokazał, że gramy w kratkę. Zwycięstwo, potem porażka... Na pewno potrzebujemy serii triumfów. Pomimo tego, że mamy bardzo dobrą drużynę, to jeden błąd, stracona bramka powoduje, że przegraliśmy z Zagłębiem 0:1. Trzeba szybko wyciągnąć wnioski.

Interesuje się pan lubuską piłką, przegląda pan wyniki?
Z okresu, kiedy ja jeszcze występowałem, w zespole Celulozy nie zostało wielu piłkarzy. Mam kontakt ze znajomymi, z którymi grałem w Kostrzynie. Staram się być na bieżąco i życzyłbym sobie, aby ten poziom w Lubuskiem był wyższy.

Jak często pan tu przyjeżdża?
Z tym jest trudniej. Nie dysponuję wolnym czasem. Nasze życie jest już tylko i wyłącznie podporządkowane piłce. Do tego dochodzi rodzina. Córka chodzi w Gdańsku do „zerówki”, więc są też obowiązki poza sportem.

Są plany na dalszą karierę?
Nie chcę wybiegać w przyszłość. Mam nadzieję, że cały czas pozostanę przy futbolu, także po zawieszeniu butów na kołku.

Jest opcja, żeby zakończyć granie w Celulozie?
Takiego pomysłu nie ma. Wybraliśmy już miasto, w którym będziemy mieszkać. Nie jest to ani Kostrzyn, ani Gdańsk. Pozostają więc jedynie odwiedziny. Cały czas jestem zapraszany na różnego rodzaju imprezy okolicznościowe związane z Celulozą i całym lubuskim regionem, aby promować lokalną piłkę.

rozmawiał Jakub Lesiński

Jakub Lesiński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.