Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Wasze Kresy: Na górce Nowosiółka, na dole Strypa

Czytaj dalej
Fot. Archiwum rodzinne
Szymon Kozica

Wasze Kresy: Na górce Nowosiółka, na dole Strypa

Szymon Kozica

W dużej izbie był piec, na którym też się spało. A na kominie suszyły się w płóciennych workach orzechy, jabłka, gruszki... - wspomina Danuta Ducka z Nowej Soli. Na Ziemie Odzyskane przyjechała w Wigilię.

Bardzo duża wioska, 360 numerów. Położona w pięknym miejscu, na górce. A dołem płynęła Strypa. Jak szło się do Jazłowca, roztaczał się cudny widok. Jeden sklep prowadził Żyd, drugi był polski, w domu ludowym. Kościół, mleczarnia...
To obraz przedwojennej Nowosiółki Jazłowieckiej, powiat Buczacz, województwo tarnopolskie. - Moja rodzina mieszkała tam z dziada pradziada - opowiada pani Danuta, a ja ukradkiem zerkam na święty obrazek z napisem „Pani nasza jazłowiecka, módl się za nami”.

Mamałyga najlepiej smakowała ze skwarkami

Józef i Anna Barylakowie mieli ośmioro dzieci: Stefana (rocznik 1898, ojciec pani Danuty), Franciszka, Marcina, Karola, Władysława, Katarzynę, Marię i Julię. Ośmioro pociech doczekali się też Andrzej i Anna Barylakowie: Stanisława, Izydora, Józefa, Kazimierza, Marii (1912, matka pani Danuty), Karoliny, Zofii i Petroneli. Owocem związku Stefana i Marii Barylaków było zaś pięcioro potomstwa: Edward (1932), Janina (1933), Danuta (1936), Zbigniew (1938) i Irena (1943).

- Mieszkaliśmy na górce, przy gościńcu. A na dole był prował, rów. Czyściutka woda płynęła. Jak żeśmy bawili się gdzieś w pobliżu, to od razu źródełko biło. Porobione były krynice, z których tę wodę się czerpało - pamięta pani Danuta. - Na naszej ulicy dwa domy były ukraińskie, a reszta polskich. Mieliśmy chatę krytą słomą. Bardzo duża sień, przegrodzona. Tam była komora, w której mama przechowywała mąkę, mleko, mięso. Z komory po drabinie wchodziło się na strych, tam suszyło się zioła. Wie pan, kiedyś ludzie wszystkie zioła zbierali.

Edward Barylak, starszy brat pani Danuty.
Archiwum rodzinne Tradycyjne zdjęcie w ogrodzie. Maria i Stefan Barylakowie z córkami (od lewej) Danutą, Ireną i Janiną.

- Były dwie izby. W mniejszej mama gotowała i jak było zimno, to myśmy tam też spali. W tej izbie stał bardzo ładny, wysoki kredens, z szybami - na górze talerze i filiżanki, na dole garnki. Był też kufer z pościelą i ręcznikami, który w razie czego służył jako stół. Trzy masywne krzesła i bambetel. Wie pan, co to bambetel? - pyta pani Danuta. A ja w sam raz wiem, bo wyjaśniła mi to kiedyś pani Teresa z Zielonej Góry, która pochodzi ze Zbaraża. Otóż bambetel to niezwykle funkcjonalny tapczan, który za dnia był wygodnym siedziskiem, a nocą doskonałym legowiskiem.

- W dużej izbie stały dwa łóżka, stół, za nim długa ława i jakieś krzesła. I jeszcze piec był, na którym też się spało. A na kominie suszyły się w płóciennych workach orzechy, jabłka, gruszki na wigilię - rozmarza się pani Danuta. - Na wigilię zawsze musiało być dwanaście potraw. Kutia, pierogi z kapustą i grzybami, sos z podpieniek, gołąbki z kaszy gryczanej z cebulką smażoną na oleju (wie pan, każdy miał swój olej, bo ludzie konopie sadzili), makaron z kompotem zagęszczonym mąką ziemniaczaną, barszcz, śledzie, kapusta, ciasto, opłatek... A któregoś razu na wigilię tato kazał mi nawet pączki usmażyć! I choinkę zawsze mieliśmy, ubieraną w ciastka, jabłka, orzechy, łańcuchy. A jak byliśmy więksi, to tato kupił nam farbę złotą i srebrną do dekoracji.

Z domu wychodziło się na piękne podwórko, wyłożone płytami, które latem, nagrzane promieniami słońca, rozkosznie muskały bose stopy. - I bardzo duży ogród mieliśmy. Dwa orzechy, które tato sadził, gdy był jeszcze dzieckiem, dwie jabłonki, duża grusza i śliwki węgierki. I kwiaty - wylicza pani Danuta. - Nie było piwnicy, tylko wykopane ziemianki, w których przechowywaliśmy ziemniaki i buraki, a latem śmietanę, sery i mleko. I jeszcze na podwórku stał bardzo wysoki, pleciony z leszczyny kosz, w którym suszyły się obrane kolby kukurydzy. Na dole miał drzwiczki, żeby można było kukurydzę wyjąć i zrobić mąkę na mamałygę (najlepiej smakowała ze skwarkami!) albo na ciasto małaj.

Wiele wspomnień z dzieciństwa kojarzy się pani Danucie z jedzeniem, niebawem dowiemy się dlaczego. - I jeszcze proso się siało, na kaszę jaglaną. Z niej piekło się leguminę, polewało śmietaną i myśmy tym się zajadali - uśmiecha się pani Danuta. - A w obejściu mieliśmy też oborę i trzy krowy. Dwa, trzy świniaki były, w dwóch pomieszczeniach. Jak tata zabijał, to świniak musiał mieć 200 kilo, żeby słonina porządna była, taka na cztery palce. Kur może ze dwadzieścia, kaczki. I dwanaście morgów pola.

We wrześniu 1939 cały ten świat legł w gruzach

Zbieraliśmy lebiodę i pokrzywy. Na „zupę”

Stefan Barylak był leśniczym, doglądał dóbr baronowej Błażowskiej. Arystokratka miała oczywiście imponującą posiadłość, zameczek z pięknym ogrodem i okazałym parkiem, który dobrze znała pani Danuta. I połacie lasów obfitujących w dziki, jelenie... - Zimą do baronowej zjeżdżali na polowania. Tato musiał wiedzieć, gdzie jest najwięcej zwierzyny, do dyspozycji miał psy - dodaje pani Danuta. Pochłonięty przez obowiązki ojciec pracował od rana do wieczora. Cały dom i gospodarstwo były na głowie matki.

We wrześniu 1939 cały ten świat legł w gruzach. - Wszystkich zabrali na wojnę, zostali starcy i dzieci - mówi pani Danuta. - Przyszli Niemcy, zamieszkali u sąsiadów, a u nas zrobili sobie ubojnię, bo było bardzo duże podwórko. Zabijali krowy, cielaki, świnie... I jeszcze trzeba było piec im chleb. Mama sama nie dawała rady, więc pomagała jej babcia Anna. Nam też zabrali kury, świnie, nawet ziemniaki z kopca. Zostawili tylko krowę, zlitowali się, gdy zobaczyli, że są małe dzieci.
Pani Danuta prosi, żebym koniecznie napisał o głodzie. O takim głodzie, którego dzisiejsze dzieci i młodzież nie znają. - Był czas, że zbieraliśmy lebiodę i mama gotowała z niej „zupę” - przyznaje. - Zrywało się także pokrzywy, ale nie te, które parzą, tylko pokrzywy głuche, co kwitną na różowo i na biało. Też na „zupę”.

Edward Barylak, starszy brat pani Danuty.
Archiwum rodzinne Zbigniew Barylak, młodszy brat pani Danuty. Pani Danuta była „środkową” z pięciorga rodzeństwa.

W roku 1944 Barylakowie zostali wypędzeni z Nowosiółki Jazłowieckiej do wsi Zubce. - Tam byli sami Ukraińcy. Ale dali nam jedną chatę i tam mieszkaliśmy. Tato w nocy pilnował naszej krowy, żeby Ukraińcy jej nie zabrali - podkreśla pani Danuta. - Po jakimś czasie wróciliśmy do domu, a tam już wszystko zabrane...

Wiosna 1945 była tragiczna. Któregoś dnia do Nowosiółki Jazłowieckiej przyszła pewna kobieta. Powiedziała, że jest Polką z pobliskiej wsi Trybuchowce, żoną młynarza. Że już nie może wytrzymać wśród samych Ukraińców i odda mnóstwo zboża, jeśli tylko będzie mogła przenieść się właśnie tu. Ufni ludzie z Nowosiółki Jazłowieckiej posłali trzy furmanki. I ruszyli w drogę. Bratowe Marii Barylak - Petronela i Karolina, kuzynka Maria Radomska, 12-letni siostrzeniec Kajetan, kuzyn Andrzej Łyczakowski i siostra Karolina, która wyszła za Ukraińca.

- Jak pojechali, to już nie wrócili - kiwa głową pani Danuta. - Okazało się, że ta kobieta, co przyszła do wsi, to nie była Polka, tylko Ukrainka, nasłali ją banderowcy. I oni wszystkich złapali. Puścili tylko ciocię Karolinę, która miała męża Ukraińca. Później dowiedzieliśmy się, że resztę powiązali drutem kolczastym i potopili w Dniestrze. Kajetan bardzo płakał, więc zabrali go ze sobą i pewnie później też zabili, bo ślad po nim zaginął. A Petronela zostawiła w domu syna i córkę, mąż na wojnie; Karolina - też syna i córkę, mąż na wojnie; Maria Radomska - dwie córki, mąż już nie żył, zamordowany przez banderowców; Andrzej Łyczakowski - syna... Dobrze, że były babcie, to tymi dziećmi się zajęły.

I taka to była nasza wigilia...

Tymczasem wojna się skończyła. Wracający z frontu żołnierze zajmowali gospodarstwa, całe osady na Ziemiach Odzyskanych. Chłopcy z Nowosiółki Jazłowieckiej wybrali Długie pod Szprotawą. Ładną, dużą wieś. I ściągali tu swoje rodziny. Jesienią 1945 zaczęła się długa podróż. - Stacja kolejowa była w Pyszkowcach, 30 kilometrów od nas, może więcej - szacuje pani Danuta. - Siedzieliśmy tam chyba miesiąc, czekaliśmy na pociąg.

Edward Barylak, starszy brat pani Danuty.
Archiwum rodzinne Pierwsza Komunia Święta już w Niegosławicach. Strzałką zaznaczona Irena Barylak, młodsza siostra pani Danuty.

Stryj Franciszek na stację nie dotarł. Po drodze banderowcy zamordowali go w Zaleszczykach Małych. Gdy został ranny, próbował jeszcze się bronić, ale zginął w okrutnych mękach z rąk bezlitosnych rezunów.
- Pociągiem dotarliśmy do Niegosławic w sam wieczór wigilijny. I dalej furmanką do Długiego. Było tak ciepło, tak miło, jakby to była wiosna - relacjonuje pani Danuta. - Przyjechaliśmy, jeszcze Niemcy byli. Przywieźliśmy krowę, mama ją wydoiła, dała Niemce mleko i mąkę, żeby coś ugotowała. A sama grzała wodę, kąpała nas wszystkich i ubierała w czyste rzeczy. Myśleliśmy, że Niemka ugotuje jakiś makaron, a ona zrobiła... my to nazywaliśmy melzupa - rozrobiona mąka, rozbita i wrzucana na mleko. Nie chcieliśmy tego jeść. Wtedy Niemcy przynieśli nam makaron z makiem. To było słodkie, to nam smakowało. I taka to była nasza wigilia...

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Gazety Lubuskiej.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Gazety Lubuskiej
  • codzienne e-wydanie Gazety Lubuskiej
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Szymon Kozica

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Dwa bilety na Free Fight Federation 8 czerwca

Płacisz za pół roku z Gazetą Lubuską, a dwa bilety na Free Fight Federation dostajesz GRATIS!

180,00 400,00

FFF to nowość, której celem jest konfrontowanie w klatce ludzi znanych z pierwszych stron gazet, którzy chcą się sprawdzić w twardej formule MMA.

Kup teraz

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.