Andrzej Pierzchała

Widziane z prowincji. „Sąd sądem, a …” - felieton Andrzeja Pierzchały

Widziane z prowincji. „Sąd sądem, a …” - felieton Andrzeja Pierzchały Fot. pixabay.com
Andrzej Pierzchała

Onegdaj ukuto taki zgrabny bon mot, że „obywatel powinien iść do sądu po sprawiedliwość, a idzie po wyrok”. Wyrok urągający logice, którego często nie rozumie.

Jeśli wiedza i powszechna świadomość obywatelska w podstawowych dziedzinach życia społecznego, w tym politycznego, jest wykładnikiem poziomu demokracji (a wierzę, że jest!) to mamy dziś kolejny, fundamentalny zgoła problem. Problem społecznej edukacji prawnej niedostrzegany od ponad 30 lat zarówno w wymiarze szkolnym, jak akademickim (poza wydziałami prawa), ale nade wszystko ogólnospołecznym, w sensie choćby medialnym. Stąd też większość problemów związanych z dziedziną prawa, od fundamentalnych ustrojowych, dotyczących podziału władz czy konstytucji, a na prawomocnych wyrokach kończąc, jest na ogół dla przeciętnego Polaka niezrozumiała! Aktualne zamieszanie wokół Trybunału Konstytucyjnego czy Sądu Najwyższego, ale nade wszystko wysyp absurdalnych wyroków, gwałcących elementarną logikę, że o przyzwoitości nie wspomnę oraz stricte polityczna (wbrew Konstytucji RP) aktywność sędziów i prokuratorów, każe zapytać o … przyczyny.

Otóż ów aktualny stan prawnej anarchii, budzący zdumienie i zrozumiały niepokój obywateli, oczywiście nie wziął się znikąd, toteż warto przypomnieć jego praprzyczyny, które jak większość patologii w III RP mają swoje źródła w tajnych Magdalenkowych układach i konsekwentnych zaniedbaniach pierwszych po tzw. transformacji rządów i prezydentów (Mazowiecki, Wałęsa, Kwaśniewski + Komorowski). Ale i w oficjalnym obiegu „na początku było słowo”, czyli jedna z najgłupszych wypowiedzi 30-lecia, autorstwa prof. Adama Strzembosza (pseudonim: „Co na niego mają?”), o tym, że „środowisko sędziowskie samo się oczyści”, a potem to już jakoś poszło. Ważną rolę w propagowaniu tego typu absurdów odegrała oczywiście Gazeta Michnika, działająca długo w warunkach swoistego monopolu (czytajcie Stanisława Remuszkę, obowiązkowo!). Jej sławetna „pedagogika wstydu”, np. z bycia Polakiem i antykomunistą (sic!), której częścią były też zaklęcia typu, że „nie komentuje się wyroków sądów”, „nie wypada grzebać w życiorysach i koneksjach rodzinnych, bo one nie podlegają osądom” etc. A sam Michnik był „prekursorem” walki z medialnymi tezami swoich oponentów w sądach, a nie na łamach i traf chciał, że większość procesów wygrywał (?!). Za to lata pracy dziennikarzy i pracowników Gazety (później dołączyły TVN, Onet, WP i inne „wolne media”) nad wypaczaniem świadomości rodaków zrobiły swoje, co dziś sprzyja owej prawniczej anarchii w sposób zdecydowany.

Ale zostawmy historię, jakkolwiek ważną w tej materii nadzwyczaj, bowiem istotą demokracji (tu i teraz) jest powszechne społeczne poczucie sprawiedliwości, mocno ostatnimi czasy nadszarpnięte. Nawet powierzchowna wiedza z jakiejkolwiek dziedziny społecznej wskazuje bowiem właśnie na poczucie sprawiedliwości jako na fundament demokracji i mitycznego wciąż społeczeństwa obywatelskiego. Onegdaj ukuto taki zgrabny bon mot, że „obywatel powinien iść do sądu po sprawiedliwość, a idzie po wyrok”. Wyrok urągający logice, którego często nie rozumie. Z pytaniami: czy, jak ,kiedy i w jaki sposób możliwa jest zmiana tej absurdalnej i szkodliwej sytuacji, zostawiam Państwa do następnego wydania Magazynu Gazety Lubuskiej.

[polecane]24174713,24118031, 24089395, 23940837[/polecane]

Andrzej Pierzchała

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2023 Polska Press Sp. z o.o.