Kacper Chudzik

Wielka afera w schronisku o... koty

- Nie może być tak, że ktoś zobaczy kota i od razu mamy go zabierać do schroniska - mówi M. Ślufarski. Fot. Pixabay - Nie może być tak, że ktoś zobaczy kota i od razu mamy go zabierać do schroniska - mówi M. Ślufarski.
Kacper Chudzik

Głogów. Schronisko nie dba o koty? Taki zarzut stawiają obrońcy zwierząt i chcą... skontrolować obiekt. Jednak na takie rozwiązanie nie zgadza się ratusz. A nadzorca schroniska uważa, że zarzuty są bezpodstawne.

Nie milknie sprawa miejskiego schroniska dla bezpańskich zwierząt, które od marca prowadzone jest przez nowego nadzorcę - Mariusza Ślufarskiego. W jego stronę kierowane są liczne zarzuty ze strony osób związanych z lokalnymi grupami zajmującymi się obroną zwierząt - głównie Stowarzyszenia Opieki nad Zwierzętami „Amicus”. W sieci pojawiają się opisy sytuacji, w których schronisko nie chciało z różnych powodów przyjechać po bezdomne koty. Zdaniem członków Amicusa, również te zwierzaki, które już trafiły do placówki, nie mają należytej opieki.

– Jako stowarzyszenie nie mamy wstępu do schroniska, ale od zaprzyjaźnionych osób, które były tam prywatnie, mamy informacje, że koty nie mają częstego kontaktu z człowiekiem i po prostu dziczeją – twierdzi Aneta Ciećko z Amicusa.

M. Ślufarski uważa, że wszystkie te uwagi są bezpodstawne. – Koty są zwierzętami dziko żyjącymi i nie powinno się ich wyłapywać. My interweniujemy, gdy zgłaszane są nam chore czy na przykład potrącone zwierzęta. Albo gdy na przykład właściciel umrze i zostawia koty same – wyjaśnia. – Nie może być tak, że ktoś zobaczy na osiedlu kota i od razu mamy go zabierać do schroniska. To nie jest dobre dla takich dzikich zwierząt. Może wcześniej tak było, gdy komuś zależało na jak największym zapełnieniu schroniska, bo za tym idą pieniądze. Ale ja tak nie działam. Chcę, żeby to miało ręce i nogi. A co do kotów w schronisku, to są odwiedzane przez wolontariuszy i nie dziczeją – zapewnia M. Ślufarski.

Ratusz nie chce by Amicus przeprowadzał kontrolę, bo może zrobić to sam

– A skąd pracownik schroniska wie, że kot jest dziki, skoro nawet nie przyjedzie go zobaczyć i tego sprawdzić? – pyta głogowianka Jagoda Kosmala, która od lat zajmuje się pomocą zwierzętom. – Oczywiście, dzikich kotów się nie odławia, ale słyszałam o przypadku, gdy schronisko nie chciało nikogo przysłać po samotne kocięta.

Po wspomniane kocięta w końcu kogoś przysłano, jednak jak informują nas ludzie zaniepokojeni sytuacją, w schronisku do wielu interwencji ostatecznie nie dochodzi.

A. Ciećko dodaje też, że dwa miesiące temu złożono w ratuszu wniosek o zgodę na przeprowadzenie przez stowarzyszenie kontroli w schronisku. Jej wynikami Amicus miałby podzielić się z urzędem miasta. Odpowiedzi w tej sprawie jednak nie ma do tej pory. Udało nam się jednak dowiedzieć, że takiej zgody nie będzie. – Amicus nie jest podmiotem, który powinien przeprowadzać kontrolę w schronisku nadzorowanym przez miasto. Taką kontrolę jesteśmy w stanie przeprowadzić sami – dowiadujemy się od Marty Dytwińskiej-Gawrońskiej z ratusza. A wiceprezydent Piotr Poznański dodaje, że jeśli ktoś ma uwagi do zachowania pracowników schroniska, powinien zgłosić je do miasta. – Według umowy podpisanej z zarządcą schroniska, ma on podjąć interwencję do godziny od zgłoszenia, zwłaszcza jeśli jest podejrzenie, że zwierzę może mieć wściekliznę. Numer alarmowy powinien być czynny całą dobę. Jeśli tak się nie dzieje to możemy interweniować jako ratusz, ale tylko wtedy, kiedy mamy udokumentowane zgłoszenia od mieszkańców – zaznacza.

Kacper Chudzik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.