Winnice szeroko otwarte nie tylko dla sommelierów

Czytaj dalej
Fot. Mariusz Kapała
Dariusz Chajewski

Winnice szeroko otwarte nie tylko dla sommelierów

Dariusz Chajewski

Cudze chwalicie, swego nie znacie? Lubuscy winiarze twierdzą, że najbardziej szkodzą im stereotypy. I już w ten weekend zapraszają do siebie. Mówią, że naprawdę warto

Słońce, zbocza łagodnych wzgórz porośnięte winnicami, wieża kościoła, mury pałacu... Nie, to nie Italia, ale Lubuskie. Biorąc pod uwagę zapowiedzi synoptyków, w tym obrazku w weekend może zabraknąć tylko słońca, choć to nie powinno nam przeszkodzić w wędrówce enoturystycznym szlakiem. Tak, tak, Lubuskie może się takim pochwalić.

Wcale nie takie drogie

Czy przełom kwietnia i maja to dobra pora na odwiedzenie winnic? - Każda pora roku jest na to dobra - zapewnia Krzysztof Fedorowicz z winnicy „Miłosz” w Łazie pod Zieloną Górą. - Właśnie w maju możemy przede wszystkim sprawdzić, jakie jest zeszłoroczne wino, czy miniony rok był dla winiarzy udany. Oczywiście dotyczy to wina białego i różowego, bo w przypadku win czerwonych warto z oceną wstrzymać się jeszcze przez rok.

Fedorowicz, podobnie jak inni lubuscy winiarze, obrusza się, słysząc pytanie o zbyt wysoką, zdaniem wielu Lubuszan, cenę trunków z lokalnych winnic. - Tak się może wydawać, gdy porównujemy cenę naszych win z tym, co wiele osób kupuje w marketach - uważa Fedorowicz. - My produkujemy metodą naturalną, a tam w grę wchodzą rozmaite zabiegi chemiczne, aromaty, dokwaszanie, wzbogacanie cukrem... Ja robię z jednego krzewu butelkę wina, w winnicach przemysłowych na południu Europy - trzy. U mnie wydajność z hektara przy dobrej aurze to 3-4 tysiące litrów, w przemysłowych - 15 tysięcy. Stąd, moim zdaniem, owe 50 złotych za litr nie jest ceną wygórowaną.

Na dodatek, jak słyszymy w winnicach, krytyczne oceny jakości lubuskich trunków bazują głównie na dawnych, nawet przed-wojennych stereotypach. Tymczasem są one coraz bardziej doceniane, zaczynają zbierać nagrody na profesjonalnych konkursach. Stają się też ulubionym regionalnym podarunkiem. A negatywne opinie często wygłaszają ludzie, którzy lubuskich trunków nawet nie spróbowali. Mimo że, jak winiarze zgodnym chórem twierdzą, enoturystyka w naszym regionie się rozwija i z roku na rok gości jest coraz więcej. Mało tego. To już nie jest tylko wakacyjny, egzotyczny wypad gości z innych regionów, ale lokalnego wina chcą spróbować także „tubylcy”.

Gdyby jeszcze bardziej zadbać o „oprawę”, chociażby o zabytki... Nawiasem mówiąc, także winiarskie. Na przykład Fedorowicz już od lat w chaszczach wokół Łazu i Zaboru tropi żywe relikty przedwojennego winiarstwa, które tutaj kwitło. Udało mu się przywrócić lubuskiemu winiarstwu kilka archaicznych odmian. „Archaicznych”, ale wciąż cennych, którymi zachwycali się już fachowcy przybyli z krajów o bardziej okazałych winiarskich tradycjach.

- Oczywiście, że zapraszamy, a wartością dodaną tej wizyty jest możliwość poznania rodzinnej winnicy, która prowadzona jest już w drugim pokoleniu - mówi Kinga Koziarska z winnicy „Kinga” w Starej Wsi pod Nową Solą. - Naszej winnicy strzeliło właśnie 30 lat, czyli zaczynaliśmy na długo przed modą na lubuskie winiarstwo. Stąd można się tutaj dowiedzieć, dlaczego najpierw postawiliśmy na odmiany deserowe i nadal część naszej winnicy ma taką specjalizację, zobaczyć, jak się przez lata zmienialiśmy. A nasze wino można degustować w jednej z nielicznych ocalałych w Polsce rybakówce...

Różowe czy białe?

A i wino może być specjalne. Mianowicie w Starej Wsi powstaje wino różowe z białej odmiany winorośli. Dla nas brzmi to niezbyt sensacyjnie, ale podobno znawcy wiedzą, o co chodzi. A w tle stara francuska receptura... Podobno sensacja, rewelacja.

- Fajnie, że możemy już mówić o prawdziwych enoturystycznych szlakach w regionie - cieszy się Koziarska. - Czyli taka wędrówka nie musi ograniczać się do wizyty w jednej winnicy. Czego mi brakuje w regionie? Trochę takiego szerszego podejścia do enoturystyki i turystyki w ogóle, myślenia w skali Lubuskiego. My zachwalamy produkty naszych serowarów, piekarzy. Dobrze, gdyby to działo w drugą stronę. Aby hotelarze i restauratorzy polecali winiarzy...

Stara Wieś jest zresztą doskonałym tego przykładem. Pasieka z tradycjami, gospodarstwo agroturystyczne, koniki... Do tego odległa o kilometr Nowa Sól z zabytkami, parkiem Krasnala, rejsami po Odrze.

A czy Mierzęcin nie czuje się trochę taką odseparowaną od innych winnic wyspą? - Bez przesady. Może na południu jest i więcej winnic, ale nasza skala... - odpowiada Piotr Stopczyński. - Gdyby zestawić ilość wina produkowanego przez nas i pobliską winnicę Turnau... Zdecydowanie warci jesteśmy odwiedzin. Zapraszamy przez cały rok: można wejść na teren winnicy, degustować, kupić wino, a doradzą naszym gościom sommelierzy.

Na opracowanym lubuskim szlaku wina i miodu znajduje się 61 punktów. I każdy to inna historia do opowiedzenia, ale i inny smak. Abyśmy mogli je poznać, lubuscy winiarze przygotowali specjalną ofertę na wiosenne i letnie weekendy. To okazja do skosztowania trunków, poznania sposobu produkcji winorośli, ale także kupna sadzonek. Na deser ogromna porcja winiarskich i kulinarnych ciekawostek. - Nasze województwo naprawdę „smakuje” wyjątkowo, a odradzająca się tradycja winiarska i produkcja miodu sprzyjają odkrywaniu zapomnianych lokalnych potraw - dodaje marszałek Elżbieta Polak.

Tegoroczne weekendy otwartych winnic rozpoczynają się już w tę sobotę. Odwiedzić można siedem adresów (szczegóły na infografice obok). W sumie w akcji udział bierze 11 lubuskich winnic. Kolejne terminy to: 4-5 czerwca, 9-10 lipca, 13-15 sierpnia i 3-10 września.

Gmina Zabór - otwarcie Lubuskiego Centrum Winiarstwa.
Fot. Mariusz Kapala / Gazeta Lubuska 09.10.2015. gmina zabor otwarcie lubuskiego centrum winiarstwa lubuskie centrum winiarstwa w zaborze winnica winiarstwo tradycja winiarska fot. mariusz kapala / gazeta lubuska

Według danych Agencji Rynku Rolnego (2015/2016) w Polsce mamy 103 zarejestrowane winnice. W Lubuskiem jest ich 18 i zajmują powierzchnię 39,27 ha. Tymczasem Małopolska to 18 winnic i 23,75 ha, a Podkarpacie 18 winnic i 10,57 ha. Ale, jak podkreśla Przemysław Karwowski, jeśli doliczymy imponującą winnicę samorządową (około 35 ha) w Zaborze, nasz areał winorośli to już około 100 ha.

Dariusz Chajewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.