Władysław Dajczak: korona mi z głowy nie spadnie [rozmowa]

Czytaj dalej
Fot. Fot. MARIUSZ KAPAŁA
Zbigniew Borek

Władysław Dajczak: korona mi z głowy nie spadnie [rozmowa]

Zbigniew Borek

O kradzieży samochodu, szansach na obwodnice Strzelec, Krosna Odrz. i Kostrzyna rozmawiamy z wojewodą Władysławem Dajczakiem.

Jak minęły pierwsze 100 dni urzędowania?
Początek to zapoznanie się z funkcjonowaniem urzędu i podległych mi służb. Od pierwszego dnia rozpocząłem też intensywną koordynację ich funkcjonowania. Odbyłem prawie 200 spotkań z przedsiębiorcami, samorządowcami, przedstawicielami administracji zespolonej, oświaty czy Solidarności. Spotykałem się też z Lubuszanami.

Można do pana przyjść z ulicy?
Oczywiście. Regularnie organizuję spotkania, na które można się umówić. W miesiącu jest dzień, który na to zarezerwowałem. Ale jeśli ktoś przyjdzie bez umówienia, a nie mam innego spotkania, na pewno go przyjmę. Były takie przypadki.

Nie boi się pan, że jak „Lubuska” o tym napisze, tłumy będą waliły?
Przestrzegano mnie: „nie będzie pan nic innego robił, bo nie starczy czasu”. Jakoś nie mam obaw, jeśli pojawią się tłumy, też dam radę.

Coś pan z tych spotkań z ludźmi wynosi? Dobry wizerunek?
To mi przez myśl nie przeszło. Widzę natomiast, jak takich spotkań Lubuszanom potrzeba.

Jest pan w stanie komuś pomóc?
W niektórych sprawach jestem w stanie interweniować. Badamy np. dwie sprawy, o których opowiedzieli mi mieszkańcy Gorzowa i Międzyrzecza. Ludzie chcą na swoim osiedlu spokojnie żyć, a za płotem jest hałas i smród, bo zrobiono im składowisko aut i starych opon. Z naszych wstępnych ustaleń wynika, że wydając na to zgodę, urzędnicy nie postąpili właściwie. Doprowadzimy sprawy mieszkańców do końca. Ale nawet jeśli nic nie mogę jako wojewoda zrobić, to dla ludzi jest ważne, że zostali wysłuchani.

Jak u sekretarza partii za komuny, co to „pomóc nie pomógł, ale przynajmniej wysłuchał”?
To porównanie też słyszałem (uśmiech). Skoro ludzie chcą mówić o tym, co im doskwiera, powinni być wysłuchani, także przez wojewodę, który reprezentuje przecież rząd. Jedna pani była nawet tym wzruszona, bo przez pół roku próbowała się dostać do mojej poprzedniczki i ciągle słyszała, że pani wojewody nie ma albo sprawa nie leży w kompetencji wojewody. A ja staram się urzędować tak, jak nakazała nam pani premier.

Czyli?
Skromnie i pracowicie. Nie obnosić się z funkcją, służyć ludziom.

A dojeżdża pan ze Strzelec do pracy w Gorzowie sam czy pana wożą?
Tu jest problem (śmiech)... Otóż z wyjazdu do Karpacza wróciłem bez samochodu.

Wojewodzie ukradli?!
I to niemal nazajutrz po tym, gdy komendant policji mówił mi, że rośnie liczba kradzieży aut... Moje dojazdy z kierowcą to jednak też kwestia bezpieczeństwa: często kończę pracę późnym wieczorem, zdarzało się i o 1.00. Jeśli jednak znów będę miał swój samochód i będzie taka potrzeba oraz możliwość, będę nim dojeżdżał, korona mi z głowy nie spadnie.

Skoro Strzelce „mają” wojewodę, łatwiej będzie im o obwodnicę niż Kostrzynowi czy Krosnu?
Liczą się zupełnie inne względy. Strzelce są najbardziej zaawansowane, jeśli chodzi o dokumentację, Krosno nieco mniej, Kostrzyn najmniej. Inwestycja w Kostrzynie ma pochłonąć 300 mln zł, w Krośnie 270, a w Strzelcach 70. Problem polega na tym, że poprzedni rząd wpisał na krajową listę inwestycje drogowe za 195 mld zł, a zarezerwował 107 mld.

Chce pan powiedzieć: drodzy strzelczanie, wy na obwodnicę szansę macie, ale wy, krośnianie czy kostrzynianie, zapomnijcie?
Nie. Chcę powiedzieć mieszkańcom Strzelec, Krosna, Kostrzyna, ale też np. Wschowy: zrobię wszystko, aby spełnić wasze oczekiwania w sprawie dróg. Rząd szuka dodatkowych pieniędzy, decyzje będą najpewniej w maju.

Zbigniew Borek

Jestem wydawcą, kieruję też gorzowską redakcją "Gazety Lubuskiej". Jako reporter lubię pracować w terenie (a wszystko jest terenem, jak stwierdził kiedyś filozoficznie jeden z kolegów po fachu), pogadać z ludźmi, a przede wszystkim słuchać ich historii. Dziennikarsko interesuję sprawami społecznymi, polityką, Gorzowem, w którym mieszkam, Strzelcami, z których pochodzę, regionem, w którym żyję i pracuję, a poza tym - przynajmniej się staram - wszystkim, co wydaje mi się ważne także w kraju i na świecie. Pilotuję w "Gazecie Lubuskiej" i naszym wydawnictwie m.in. sprawy polityczne, robię parę projektów plebiscytowych i sporo innych rzeczy, które są do zrobienia. "Lubuskiej" pracuję dłużej niż jestem żonaty, a żonaty jestem już dość długo. No i dzieci mi się fajnie starzeją :)

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.