Dariusz Chajewski

Wojna? To trzeba po prostu przeżyć, aby wiedzieć czym jest

Znana nam z opowieści pani Heleny ulica Kowelska. Karta została wydana pod koniec I wojny światowej Fot. Archiwum Znana nam z opowieści pani Heleny ulica Kowelska. Karta została wydana pod koniec I wojny światowej
Dariusz Chajewski

Niewielki, szary dom w centrum Letnicy. Helena Frączak przeprasza, że tak niewiele pamięta, mimo że z Kresami żegnała się jako nastolatka. A może to dobrze, że o wielu rzeczach zapomniała...?

Zamykamy oczy. Parterowy dom przy ulicy Spra we Włodzimierzu Wołyńskim. - Co znaczy "spra" - pytamy Helenę Frączak z Letnicy. - Gdybym to wiedziała... - odpowiada.

Dom to raptem dwa pokoje, kuchnia i mnóstwo komór i zakamarków. Obok obora z dwoma krowami i stajnia, w której zawsze jest co najmniej jeden koń. Dobrze, idziemy ulicą Spra, którą po roku 1939 Rosjanie przemianowali na Primiejską. Po obu stronach mijamy domki jednorodzinne, a raczej obejścia rolników. Jak opowiada pani Helena, dom jej rodziców był ostatnim na przedmieściach Włodzimierza Wołyńskiego. Czyli spacer był długi. Po drodze koszary. Mamy 23. i 27. pułk. Do tego szkoła podchorążych. We Włodzimierzu zlokalizowano bowiem Szkołę Podchorążych Rezerwy Artylerii, która funkcjonowała do września 1939 r. Pani Frączak nie do końca jest pewna, ale to chyba ich nazywano "żelaznymi oficerami". Żołnierze stacjonują przy szosie do Kowla, inni w kierunku Kolędowa. Ale idziemy dalej...

- Przez dwa lata chodziłam do szkoły przy garnizonie - wspomina mieszkanka Letnicy. - Ta przy kościele była przepełniona.
Dochodzimy do ulicy Kowelskiej. I dalej do centrum Włodzimierza...

Znana nam z opowieści pani Heleny ulica Kowelska. Karta została wydana pod koniec I wojny światowej
Archiwum Włodzimierz Wołyński leży dziś około 15 km od polskiej granicy. W pobliżu miasta usytuowane jest kolejowe przejście graniczne.

- Pamiętam trzy kościoły - wspomina pani Helena. - My należeliśmy do parafii kościoła farnego. Do wyboru miałam dwie drogi. Uwielbiałem tę prowadzącą przez rozległy cmentarz. Ten spacer był niesamowity zwłaszcza jesienią. Tam było mnóstwo liściastych drzew, a te liście... Miałam ochotę zabrać je wszystkie do domu. Były cudowne...

Włodzimierz Wołyński to jedno z najbardziej polskich miast na Kresach. Powstał w drugiej połowie X wieku jako warowny gród na pograniczu zdobytych właśnie przez Ruś na Polakach ziemiach Grodów Czerwieńskich. Już w 988 roku stał się stolicą Księstwa Włodzimierskiego, a od II poł. XI w. był także stolicą prawosławnej eparchii włodzimiersko-brzeskiej. W 1160 ukończono budowę słynnego soboru Zaśnięcia Matki Bożej. W 1349 ziemie te zostają ponownie przyłączone przez Kazimierza Wielkiego do państwa polskiego.

W 1366 roku Janusz Suchywilk przekazał tutaj swoje dobra bratankom i ustanowił w ten sposób pierwszą ordynację w Polsce. Prawa miejskie otrzymał w 1431, a w 1569 r. na mocy unii polsko-litewskiej znalazł się kolejny raz w granicach Polski. Tak, to historia Kresów w pigułce. 7 lipca 1792 roku pod Włodzimierzem odbyła się jedna z bitew Polaków z Rosjanami, w której wziął udział Tadeusz Kościuszko. Odparte zostało wówczas trzykrotnie silniejsze wojsko rosyjskie. Po rozbiorze Polski w 1793 miasto znalazło się w zaborze rosyjskim. 22 stycznia 1919 r. miasto wyzwolił 17. Pułk Piechoty...

Znana nam z opowieści pani Heleny ulica Kowelska. Karta została wydana pod koniec I wojny światowej
Archiwum W 1937 roku w miasto liczyło 29,6 tys. mieszkańców. Większość stanowili Polacy i Żydów - odpowiednio 43 i 39 proc.

- Gdy zamykam oczy, przypominam sobie centrum miasta - wspomina pani Helena. - Trzy świątynie. Dla mnie najważniejsza była oczywiście fara. To nasza parafia. Pamiętam, jak święcono dzwony. Niezwykłe przeżycie. Olbrzymi budynek gimnazjum. I targowisko. Mój tato pochodził z okolicznej wsi i wszyscy znajomkowie, gdy przyjeżdżali na targ, zostawiali u nas konie i wozy. Był gwar i radość z każdej transakcji. Oczywiście lubiłam pochodzić i spojrzeć na witryny sklepów wokół fary, ale to nie znaczy, że wszystko to chciałam mieć. Do dziś mam zasadę, że chodzę po sklepach, gdy mam pieniądze. Tam na wystawach były rzeczy do szkoły. Moi rodzice jeśli chodzi o zamożność byli typowymi średniakami.

To był kresowy raj? Nie, pani Helena mówi - trochę pod prąd - że między Ukraińcami i Polakami sielanki nigdy nie było, był podział na ukraińskie i polskie wsie. Były animozje, nawet, gdy paśli krowy.

W latach 1919-1939 Włodzimierz był stolicą powiatu włodzimierskiego. W 1937 roku miasto liczące 29,6 tysiąca mieszkańców było zdominowane narodowościowo przez Polaków i Żydów (odpowiednio 43 i 39 proc.); Ukraińców było 15 proc. Między wrześniem 1939 a czerwcem 1941 znajdowało się pod okupacją sowiecką, następnie niemiecką. Wówczas wymordowano całą społeczność żydowską. 1 września 1942 r. Niemcy rozpoczęli trzydniową akcję likwidacji miejscowego getta. Ponad 15 tysięcy Żydów rozstrzelano pod wsią Piatydnie. Zbrodni dokonały SD z Równego, oddziały żandarmerii z Włodzimierza i z Łucka, ukraińska policja oraz 103. ukraiński batalion policyjny z Maciejowa...

Znana nam z opowieści pani Heleny ulica Kowelska. Karta została wydana pod koniec I wojny światowej
Archiwum Znana nam z opowieści pani Heleny ulica Kowelska. Karta została wydana pod koniec I wojny światowej

W 2009 roku archeolodzy ukraińscy, prowadząc wykopaliska na terenie Włodzimierza Wołyńskiego, natrafili na masowy grób, w którym odnaleźli polskie orzełki i guziki od mundurów. Stwierdzili, że są to ofiary mordów przeprowadzanych przez NKWD w 1941 w związku z "ewakuacją więzień" po czym zaprosili do współpracy polskich archeologów. Badacze polscy doszli do wniosku, że odnalezione szczątki to ofiary zbrodni nie radzieckiej, a niemieckiej - zamordowani w ramach Holokaustu Żydzi.

- Wojnę trzeba przeżyć, aby wiedzieć, czym tak naprawdę jest, jakich spustoszeń dokonuje w ludzkiej psychice - wspomina pani Helena. - Mimo to tęsknię za moim Włodzimierzem. Ale jeśli pyta pan o wspomnienia, to pamiętam przede wszystkim strach. To nie są miłe wspomnienia. Widzę obrazy, słyszę dźwięki. Łuny płonących polskich wsi wokół rozświetlające nocne niebo. Psy wyły, bydło ryczało... Uciekaliśmy każdej nocy do centrum miasta, aby uniknąć pogromu. Tam, w kątach różnych izb, w tłumie podobnych nam uciekinierów, staraliśmy się przeczekać noc. Tutaj ten strach jeszcze podsycano. Płacz i straszliwe opowieści ludzi, którzy cudem uniknęli śmierci, którzy stracili bliskich. Co tam będę mówić. To był Wołyń...

Już po wojnie zaczęli liczyć. Z najbliższej rodziny ojca pani Heleny zginęło 57 osób. Padają imiona. Wujek, stryjenka, kuzyn. Szczegóły porażają. Gdy rodzina wuja zobaczyła bandę UPA podchodzącą pod zagrodę, uciekli przez okno do wydawałoby się zaprzyjaźnionego ukraińskiego sąsiada. Zaprzyjaźnionego... Ten razem z synami chwycił za siekiery i zarąbali całą rodzinę. Albo mieszanie małżeństwo... Obiecano im, że jego rodzina przeżyje, jeśli podejmą bojowników UPA - to nazwa oficjalna - bogatą kolacją. Na kolację złożyło się pół wsi. Banda biesiadowała pół dnia. Po czym zamordowali całą rodziną. Mąż, Ukrainiec, stanął w obronie żony... Nie przeżył. Ciocia pani Heleny była w ciąży...

Znana nam z opowieści pani Heleny ulica Kowelska. Karta została wydana pod koniec I wojny światowej
Archiwum Pani Helena opowiada o trzech włodzimierskich kościołach.

UPA pustoszyła przedmieścia. Polaków broniła utworzona przez Niemców polska policja oraz nielegalna samoobrona. Wśród uchodźców panowało przeludnienie, głód i choroby. Łącznie w kilkunastu napadach UPA we Włodzimierzu zginęło 111 Polaków. Pani Helena wertuje książkę o Włodzimierzu, którą wnuczka odbiła jej na ksero. Pokazuje zdjęcia księży. Większość wojny nie przeżyła. O, ten uczył ją dwa lata religii. Przeżył Katyń. Ale zaraz po wyjściu Sowieci przyszli po niego jeszcze raz. Zabrali go po mszy na Matki Boskiej Gromnicznej.

- Nie wytrzymaliśmy pod koniec 1943 roku - wspomina mieszkanka Letnicy. - Tak nie można było żyć, nieustannie czekając kiedy przyjdą po nas. Uciekliśmy. Na zachód, gdyż myśleliśmy, że tam jest bezpiecznie. Dla nas zachód to było Horodło. W zamian za opiekę nad starszą kobietą dostaliśmy kąt do spania. I pamiętam chłopów wyławiających z Bugu bosakami zwłoki niemieckich żołnierzy. Mniej więcej wówczas zresztą na piechotę ruszyłam, aby zobaczyć, co dzieje się z naszym domem. Stał pusty, tylko przez pewien czas rezydowali tam Niemcy.

Później była wędrówka dalej na zachód. I wrażenie tymczasowości, i nadzieja, że lada dzień wsiądą do pociągu i wrócą do siebie. Do Włodzimierza.

- Później namawialiśmy ojca, aby wsiadł do pociągu i pojechał zobaczyć, co tam u nas - kończy pani Helena. - Mógł spać po stogach. Jednak nie chciał. Powiedział, że ojczyzna to ludzie, a kogo on tam ma? Nikt nie został...

Dariusz Chajewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.