Wojna w Ukrainie. Ramzan Kadyrow i jego ludzie

Czytaj dalej
Fot. Przemyslaw Swiderski
Dorota Kowalska

Wojna w Ukrainie. Ramzan Kadyrow i jego ludzie

Dorota Kowalska

Na wojnie w Ukrainie próbuje ugrać jak najwięcej dla siebie: wychodzi przed szereg, wydaje się być bardziej antyukraiński niż sam Putin, niektórzy mówią: pajacuje. Wciąż jednak pozostaje symbolem okrucieństwa. Ramzan Kadyrow i jego bojownicy od samego początku wspierają rosyjskie wojska w inwazji na Ukrainę. Kiedy Rosjanie wycofali się z podkijowskich miejscowości ci, którzy przeżyli, opowiadali, że to właśnie bojownicy czeczeńscy dokonywali tam makabrycznych zbrodni wojennych.
W środę, 20 kwietnia, Radio Swoboda, powołując się na niezależne rosyjskie media podało, że Kadyrow miał obiecać każdemu ochotnikowi, który pojedzie walczyć na Ukrainę, jednorazową wypłatę w wysokości 300 tys. rubli, przynajmniej tak informowało w środę. Kandydatem może zostać każdy „zdrowy” mężczyzna w wieku poniżej 50 lat, nie musi mieć nawet doświadczenia wojskowego, czy bojowego.
W sieci opublikowano kilka filmów, które pokazują szkolenie takich ochotników. Jednym z nich jest 47-letni mieszkaniec rosyjskiego Tambowa Jurij Tatarintsev, karany za morderstwo, porwanie i posiadanie broni.
Kadyrow robi wszystko, żeby nie schodzić z pierwszych stron gazet. W poniedziałek, 18 kwietnia, w mediach społecznościowych pojawiło się nagranie, na którym sprzeciwia się prowadzonym przez Ukrainę i Rosję negocjacjom pokojowym.
- Teraz zaczyna się prawdziwa operacja specjalna - twierdzi, nawiązując do ofensywy Rosji na wschodzie Ukrainy.
Kadyrow wystosował również „apel” do żołnierzy z Ukrainy, którzy „z nieznanych powodów wciąż nie uciekli”.
- Uciekajcie, opuśćcie swoje pozycje. Udajcie się tam, gdzie są wojska rosyjskie. Oni was nakarmią i napoją - twierdzi.
Tyle tylko, że, póki co, to „kadrowcy” musieli uciekać, czyli czeczeńskie wojsko armii rosyjskiej, nazywane tak od nazwiska swojego czeczeńskiego przywódcy. Już na początku wojny ludzie Ramzana Kadyrowa dostali zadanie: wyeliminować prezydenta Ukrainy. Prób było ponoć kilka, ale ich działania skutecznie uniemożliwiły służby ukraińskie. Potem, 13 marca prorządowe media rosyjskie opublikowały nagranie wideo z rzekomego spotkania Ramzana Kadyrowa z jego oddziałami. Miało do niego dojść w piwnicy domu znajdującego się kilka kilometrów od Kijowa. Kontrwywiad SBU ustalił jednak, że Kadyrowa nie było w tym czasie na Ukrainie, a 13 marca „kadrowcy” z obwodu kijowskiego wrócili na Białoruś i dalej do Czeczenii.
Wcześniej ponieśli kilka dotkliwych porażek. W lutym nie udało im się zająć lotniska w Hostomelu. Zginęło tam kilkuset „kadrowców”, w tym dowódca 141. pułku zmotoryzowanego Czeczeńców, gen. Magomed Tuszajew. 4 marca z Białorusi wszedł na Ukrainę kolejny oddział wojsk czeczeńskich, w sumie około 1200 osób, grupą dowodził Danił Martynow, asystent Ramzana Kadyrowa. „Kadyrowcy” stacjonowali w okolicach Borodzianki. Według SBU w nocy wysadzono amunicję, część oddziału zginęła, reszta podzieliła się na mniejsze grupy. Koniec końców, 13 marca Czeczeni zostali ewakuowani z obwodu kijowskiego do Groznego. W tym samym czasie Ramzan Kadyrow ogłosił, że wysyła na Ukrainę kolejnych tysiąc swoich ludzi. Jak przekazał ukraiński dziennikarz Roman Tsymbaliuk, do końca marca, do Ukrainy wysłano około 1500 czeczeńskich bojowników, ukraińscy żołnierze zabili ponad połowę z nich.
Teraz znowu czeczeński przywódca ogłasza nabór ochotników. Nie traci rezonu.
W połowie kwietnia Kadyrow napisał, że jego bojownicy celowo ujawnili swoje pozycje w mieście Popasna w Donbasie i czekają na starcie a czeczeńskimi ochotnikami walczącymi po stronie Ukrainy.
„Szatani mówiący po czeczeńsku wciąż nie mogą spotkać naszych bojowników w konfrontacji ogniowej. Żołnierze czeczeńscy intensywnie ich szukają, a nawet podają współrzędne swojego położenia w nadziei, że obudzi się sumienie szatanów i przynajmniej jakoś się pokażą” - pisze o walkach w Popasnej Ramzan Kadyrow.
W poście zamieszczonym na Telegramie 13 kwietnia ubolewa, że do takiego spotkania nie doszło wcześniej pod Kijowem i w okolicach Ługańska.
„Godzina rozrachunku jest bardzo blisko, diabły!” - odgraża się.
„Szatani”, to walczące u boku Ukraińców dwa ochotnicze czeczeńskie bataliony, których członkowie od lat sprzeciwiają się rządom Kadyrowa w Czeczenii.
Kadyrowi nie brak tupetu i buty, tyle tylko, że jego czeczeńskie oddziały są tematem kpin i żartów w sieci. Szybko wyszło na jaw, że „wojska tiktokowe” Kadyrowa walczyły już z pustymi budynkami i piwnicami, a nawet „atakowali powietrze”. Materiał podsumowującym internetową działalność „kadrowców” opublikowała niedawno telewizja internetowa Nastojaszczeje Wremia. Okazało się na przykład, że nagrania z rzekomych walk pod Kijowem powstały na Białorusi. Ukraińskie Slidstvo.info przeanalizowało z kolei nagrania z rzekomej „pierwszej linii frontu” w Mariupolu. Większość powstała na jednym skwerku na obrzeżach miasta, na głębokim zapleczu pozycji rosyjskich.
„Kadyrowcy uwielbiają strzelać przed kamerami. Tu np. rozstrzeliwują sygnalizator świetlny, a tutaj – drzwi do garażu” – relacjonuje Nastojaszczeje Wriemia.
Nie oznacza to jednak, że nie walczą na Ukrainie.
„Walczą i zabijają wielu cywilów, o czym świadczą doniesienia ukraińskiego wywiadu i oświadczenia władz ukraińskich, a także relacje świadków z wyzwalanych terenów" - ocenia telewizja.
We wtorek, 19 kwietnia, ukraińscy przedstawiciele obwodu zaporoskiego poinformowali na Telegramie, że „kadrowcy”, zamordowali trzech rosyjskich żołnierzy.
„Według danych ukraińskiego wywiadu, rosyjscy żołnierze wszczęli bunt w rejonie połohowskim obwodu zaporoskiego. Kadyrowcy rozprawili się z trzema prowodyrami tych działań, gotowymi złożyć broń i wrócić do domu” -przekazano w komunikacie rzecznika zaporoskiej administracji obwodowej Iwana Arefjewa.
Szef obwodu ługańskiego Serhija Hajdaja donosi, że Czeczeni są też wykorzystywani jako żołnierze tak zwanych oddziałów zaporowych. Do ich zadań należy powstrzymywanie przed dezercją osób przymusowo zmobilizowanych do rosyjskiej armii. Chodzi także o Ukraińców, zmuszanych do walki w szeregach agresora.
„Kadyrowcy” słyną ze swojej brutalności, sam Ramzan Kadyrow, to mało ciekawa postać. Dziennikarz śledczy „Sunday Times” David Franchetti pisał w 2006 roku, że za większością zbrodni popełnianych w Czeczenii stoją właśnie jego ludzi.
„Biorąc pod uwagę zebrane przez nas dowody, nie mamy wątpliwości, że większość zbrodni popełnianych w Czeczenii, jest dziełem ludzi Kadyrowa. Nie ma również wątpliwości, że Kadyrow osobiście brał udział w biciu i torturowaniu ludzi. To, co robią, to czyste bezprawie. Co gorsza, ścigają także ludzi niewinnych, których imiona przekazał ktoś, kogo skatowali na śmierć. On i jego poplecznicy sieją strach i terror w Czeczenii. (…) Podróżują nocą jako szwadrony śmierci, porywając cywilów, których następnie zamyka się w izbie tortur, gwałci i morduje ” – pisał w swoim raporcie cytowanym przez stronę jamestown.org.
W 2006 roku niemiecka organizacja Towarzystwo Ludów Zagrożonych nazwała Kadyrowa przestępcą wojennym i poinformowała, że jego oddziały odpowiadają za 75 proc. ostatnich mordów, gwałtów i porwań popełnionych w Czeczenii.
Są tacy, którzy uważają, że za morderstwem dziennikarki Anny Politkowskiej odpowiada właśnie Ramzan Kadyrow, w każdym razie, że to on wydał na nią zlecenie. Polikowska wielokrotnie pisała o łamaniu praw człowieka przez Kadyrowa, jej zdaniem w czeczeńskiej wsi Centaroj Ramzan urządził salę tortur dla swoich politycznych przeciwników. „Kadyrowcy” mają też stać za morderstwem Borisa Niemcowa, rosyjskiego polityka, działacza demokratycznego, opozycjonistę i obrońcę praw człowieka.
Na początku nie takie stawiano przed nimi zadania. „Kadyrowców” zaczął tworzyć w 1994 roku Achmet Kadyrow, ojciec Ramzana. Podczas I wojny czeczeńskiej, jego oddziały walczyły z rosyjską inwazją, potem Achmet Kadyrow przeszedł na drugą stronę, przystąpił do sił kremlowskich. W 2000 roku został przywódcą zależnej od Rosji Czeczenii, a sami „kadrowcy” stali się swego rodzaju państwową policją. Kiedy Achmet zginął w zamachu, to Ramzan przejął faktycznie władzę w państwie i w 2007 roku przekształcił organizację na służbę ochrony osobistej. „Kadyrowcy” byli wielokrotnie oskarżani o łamanie praw człowieka, o bicie, mordowanie, torturowanie. Wielu z nich, to osoby z przeszłością kryminalną, często amnestionowani separatyści. „Kadyrowcy” słyną ze swojej brutalności, sieją postrach w Czeczenii.
Kadyrow i jego ludzie od lat wspierają Putina, walczyli z wojskami Rosji w Gruzji i Syrii. Sam Kadyrow popierał aneksję Krymu i działania Rosji na wschodzie Ukrainy. Nie ukrywa, że Putin jest dla niego osobą niesłychanie ważną, a nawet, że darzy go uczuciem.
„Kocham go bardzo, tak jak mężczyzna może kochać mężczyznę” - mówił kilka lat temu w wywiadzie dla „Newsweeka”.
Dla Kremla jest raczej wygodnym narzędziem w ręku, może dlatego, zachodnie media nazywają Kadyrowa „psem Władimira Putina.”

Dorota Kowalska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.