Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Tomasz Czyżniewski

Wydarzenia Zielonogórskie - obelisk odsłonięty

Pomnik odsłonił Krzysztof Donabidowicz Fot. Mariusz Kapała Pomnik odsłonił Krzysztof Donabidowicz
Tomasz Czyżniewski

Bronisław Pszonak przyszedł dziś pod filharmonię z całą rodziną. 50 lat temu był tu z kolegami. Kosztowało go to dziewięć miesięcy więzienia. - Tata to bohater - uważa jego córka Monika Wardyn.

B. Pszonak z wnuczką Nell stanął z boku. Tuż przy wejściu do kościoła. Na krzesełka dla gości się nie pchał. A powinien tam siedzieć, bo to jego rocznica. Wraz z Ryszardem Bawarowskim i dwoma innymi osobami został zaliczony do grupy, które współdziałały przy spaleniu samochodu MO. "Pszonak porwał z samochodu milicyjnego rakietnicę, Baworowski strzelił z niej kilkakrotnie w motor samochodu i zapalił go, a pozostali atakowali funkcjonariuszy MO, którzy mogli ewentualnie gasić pożar" - odnotował prokurator Franciszek Rafałowski. Wyrok: dziewięć miesięcy wiezienia.

Dwudziestoletni wtedy B. Pszonak pracował na warsztacie ZPB przy ul. Fabrycznej. Poszedł sprawdzić co się dzieje. - W pewnym momencie patrzę, a tu milicjant po cywilnemu (znałem go z widzenia) bije kobiety. Milicjanci okropnie się zachowywali. Nie wytrzymałem i przyłączyłem się do walczących - opowiada. Jednak z rakietnicą nie miał do czynienia.

Przez lata nikomu nie opowiadał o wydarzeniach. - Pracowałem w Zastalu. Wstydziłem. Dopiero gdy opisał pan w "GL" moją historię dowiedzieli się o niej koledzy w pracy. Byli zaskoczeni. Okazali mi sporo szacunku - uśmiecha się Pszonak.

Podchodzi do nas jego córka Monika Wardyn. - Pierwszy raz usłyszałam o aresztowaniu od dziadków. Miałam kilka lat - wspomina. - Rodzice jednak zaprzeczyli. Dopiero jak byłam w liceum, na przełomie lat 80. i 90. tata zaczął o tym opowiadać. Jestem z niego dumna. To bohater.

Obydwoje przytakują, że obchody wyglądają okazale. - Wreszcie! - wzdychają.

Rzeczywiście 50 rocznica Wydarzeń Zielonogórskich miała wyjątkową oprawę. Na wysokości zadania stanęli wszyscy organizatorzy: Kościół, wojewoda i władze miasta. Już wcześniej otwarto wystawy, wydano książkę o wydarzeniach, odbył się koncert w filharmonii. Najważniejsza była niedziela. Uroczystości rozpoczęła msza w kościele Matki Bożej Częstochowskiej. - Dom Katolicki to nie była ludowa kapliczka lecz centrum życia religijnego, duszpasterskiego i kulturalnego - biskup Stefan Regmunt przypominał dlaczego komuniści chcieli odebrać budynek. - Władze likwidowały stowarzyszenia, zabierały majątek, by łatwiej wprowadzić państwo laickie.

Dom Katolicki to nie była ludowa kapliczka lecz centrum życia religijnego, duszpasterskiego i kulturalnego

Podobnie mówił w kazaniu abp. Józef Michalik przypominając, że w tym samym roku odbierano kościołowi plebanie w Złotniku, Przemkowie, Żarach czy Bledzewie. - W latach 1961-62 r. represjom poddano 65 kapłanów. Oni mieli jednak oparcie w swoich ludziach. Tak było również w Zielonej Górze - mówił arcybiskup.

Po mszy zgromadzeni mogli zobaczyć widowisko "Obudzone Miasto", w którym oprócz aktorów wystąpiły dzieci z SP 11. Aktorka opisywała zwykłe losy kobiet chroniących swoje dzieci.

- Stałem tutaj gdzie teraz jest scena - pokazuje fotograf Krzysztof Donabidowicz. - Było bardzo dużo ludzi. Bałem się, że w środku są moje dzieci. Później poszedłem sprawdzić do domu, czy wróciły? Wróciły.

Donabidowicz siadł skromnie z boku. Przed chwilą nie chcieli go tu wpuścić miejscy strażnicy. Nie rozpoznali jednej z najważniejszych postaci uroczystości. To Donabidowicz, skazany na rok więzienia (nie brał udziału w zajściach) odsłaniał wczoraj pamiątkowy obelisk - dzieła rzeźbiarza Roberta Kaji.

- Wreszcie. Należy się tym ludziom - kiwa głową Donabidowicz. Zgadza się z nim siedzący tuż obok Zdzisław Matelski (rok więzienia - rzucał kamieniami). - Strasznie się denerwuję. Miałem już pięć zawałów - zwierza się. I dodaje: - Byłem tu już wczoraj. Pomnik się mi podoba. Chciałem jeszcze z pieskiem pójść na wystawę w filharmonii, ale mnie nie wpuścili. A 50. lat temu stałem tu na górce, koło kościoła. Ciągnęło się to za mną przez całe życie. Mam film o wydarzeniach i mogę go pokazywać wnukom.

Spod drzewa uroczystościom przyglądał się Bogdan Malinowski. - 30 maja przyjechałem ze szkoły w Nowej Soli. Nic nie zrobiłem, ale zabrali mnie na komendę i spałowali - wspomina. - Ogolili na łyso i wypuścili. Uważam, że tu powinien stanąć pomnik ks. Kazimierza Michalskiego.

Uroczystość dobiega końca. Salwa honorowa, biskup Regmunt poświęca pomnik Donabidowicz zrywa szarfę, delegacje kładą kwiaty. Na końcu z wiązanką stoi Aleksandra Krawcewicz. - To hołd mojemu dziadkowi Zbigniewowi Jagodzińskiemu. Został skazany na 3,5 roku więzienia - tłumaczy. Podchodzi do nas jej mama Eleonora. Są wzruszone uroczystością. - Wystąpiłam o kasację wyroku sprzed 50 lat. Jestem to winna ojcu - mówi pani Eleonora.

Tomasz Czyżniewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Bilety na balet moskiewski

Bilety na "Dziadka do orzechów" w wykonaniu Baletu Moskiewskiego

180,00 378,00

Moscow City Ballet w niezwykłym widowisku w Zielonej Górze. Spektakl to prawdziwie bajkowe doświadczenie!

Kup teraz

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.