Paweł Nijaki

Wyrok sądu przywraca zwolnioną do pracy

Stanisława Fórmanowicz: - Nie czuję satysfakcji. Fot. Paweł Nijaki Stanisława Fórmanowicz: - Nie czuję satysfakcji.
Paweł Nijaki

Stanisława Fórmanowicz może wrócić do pracy. Tak w piątek zdecydował sąd. Ale nie uwierzył, że zwolniono ją z powodu konfliktu z prezydentem.

Sprawa ciągnęła się trzy lata. Przypomnijmy, o co chodziło. Stanisława Fórmanowicz w 2013 r. została zwolniona z pracy. Pełniła funkcję przewodniczącej zespołu i sekretarza w komisji orzekania o niepełnosprawności. Jej zdaniem przyczyną zwolnienia było to, że nie uległa naciskom ze strony prezydenta.

Któregoś dnia przyszedł do niej doradca Janusza Kubickiego i przyniósł wniosek... Prezydent miał dostać właściwe orzeczenie. Polecenia nie wykonała. Sprawę oddała wojewódzkiemu zespołowi w Gorzowie, a ten Świebodzinowi (wg prawa orzeczenie musi być wystawione w innym mieście niż to, w którym ktoś rządzi). Prezydent orzeczenie otrzymał, choć niższe niż się spodziewał. Ma bowiem poważne problemy z kręgosłupem.

Prezydent tłumaczył, że urzędniczka została zwolniona, bo nie wywiązywała się z obowiązków, dezorganizowała pracę i nie miała odpowiedniego wykształcenia. Ale nikt wcześniej tak nie oceniał jej pracy (komisja podlegała wcześniej starostwu). Kobieta była nagradzanym pracownikiem.

Jak przez kilka miesięcy mogłam stać się złym pracownikiem? - pytała Fórmanowicz

W piątek sąd zdecydował o przywróceniu urzędniczki do pracy na poprzednich warunkach. Przypomniał, że sytuacja w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej trzy lata temu była wyjątkowa. Miał on zaległości z poprzedniego roku. Ciężko było więc spokojnie w takich warunkach pracować. Zdaniem sądu, trudno też uwierzyć, że ceniona urzędniczka nagle straciła wszystkie umiejętności. Podkreślał, że wymienione przyczyny zwolnienia są zbyt ogólne, nie wynika z nich, jakie błędy miałaby popełnić Fórmanowicz. Jednocześnie sąd nie wskazał innych powodów takiej decyzji. Nie dał wiary, że mogłoby to być związane z orzeczeniem o niepełnosprawności prezydenta i naciskami w tej sprawie.

- Nie jestem w pełni usatysfakcjonowana wyrokiem - powiedziała nam w piątek S. Fórmanowicz. - Tym bardziej, że postępowanie trwało bardzo długo. Nie było potrzeby prowadzenia tak rozdmuchanego do granic niemożliwości procesu. W krótszym czasie zapadały wyroki w sprawach o wiele poważniejszych niż moja. To już przecież trzeci rok walki przed wymiarem sprawiedliwości. Jak można w tej sytuacji mówić o satysfakcji?

Uważa, że przyczyna zwolnienia nie do końca została wyjaśniona. A jej zdaniem jedynym powodem straty pracy była sprawa orzeczenia o niepełnosprawności prezydenta. Jak dodaje, przez wiele lat oceniana wzorowo przez swoich zwierzchników.
- Nagle w styczniu 2013 roku sytuacja uległa diametralnej zmianie. Zostałam potraktowana nie jak osoba, która wyprowadzała ośrodek z zaległości po poprzednikach, ale jak przedmiot - mówi S. Fórmanowicz. Zapowiada, że będzie jeszcze konsultowała wyrok z prawnikami. O tym, czy wróci do pracy w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej, jeszcze nie zdecydowała.
W piątek w sądzie prezydenta nie było. Wyrok nie jest prawomocny.

Paweł Nijaki

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.