Zakaz wjazdu do domu

Czytaj dalej
Fot. Artur Szymczak
Artur Szymczak

Zakaz wjazdu do domu

Artur Szymczak

- Remont odciął nam drogę do domów - żalą się mieszkańcy bloków przy pl. Staromiejskim w Gorzowie. Na razie mogą omijać zakaz. Co potem? Jak dojedzie tu pogotowie czy straż?

- Od kilku lat mieszkam w Anglii. Tam gdy remontują drogi, to najpierw używają głowy, żeby przemyśleć, jak zorganizować ruch - mówi zdenerwowany Andrzej Kulisiewicz, który ma mieszkanie przy pl. Staromiejskim w Gorzowie. We wtorek, 26 lipca, skontaktował się z nami, żeby zgłosić problem. Okazuje się, że wraz z remontem ul. Walczaka i części Warszawskiej - który zaczął się w poniedziałek - został odcięty dojazd do małego osiedla przy Białym Kościółku.

Z każdej strony stoją barierki i znaki zakazu. Teraz nie tylko pan Andrzej może drapać się po głowie, ale i 363 rodziny mieszkające w blokach przy placu. - Jakieś sześć lat temu lat temu remontowali tą drogę. Wtedy można było mądrze to zaplanować. A teraz co? Jak mam dowieźć mamę na rehabilitację? - rozkłada ręce pan Mirosław, który też mieszka przy pl. Staromiejskim.

Na razie nie jest jeszcze najgorzej, bo można przesunąć barierki i dojechać do budynków. - Budowa się dopiero zaczęła. Ale co będzie gdy zaczną rozkopywać drogę? Jaką mamy alternatywę? Chyba zostaje nam transport drogą powietrzną! - drwi Andrzej Kulisiewicz. Rzeczywiście, gdy pracę będą bardziej zaawansowane, mieszkańcy nie dojadą już do domów. Samochody będą musieli zostawiać kilkaset metrów od bloków (np. na parkingu filharmonii). Tylko co w sytuacji, gdyby do budynków musieli dojechać strażacy albo karetka pogotowia?! - Nawet nie chcę myśleć - aż kipi pan Mirosław.

Jaką mamy alternatywę? Chyba zostaje nam transport drogą powietrzną!

Miasto tłumaczy, że o utrudnieniach mieszkańcy byli informowani już kilka miesięcy wcześniej. - Prowadziliśmy kampanię informacyjną. Mieszkańcy powinni o tym wiedzieć - mówi Krzysztof Kropiński z biura miejskiego inżyniera ruchu. Pan Jan, który również mieszka przy Staromiejskim, postanowił porozmawiać z policją. Bo niby barierki można rozsunąć, ale jednak jest na nich zakaz wjazdu. No i taki wjazd „pod zakaz” może się skończyć mandatem.

We wtorek na miejsce przyjechał naczelnik drogówki, żeby sprawdzić, jak wygląda sytuacja. Wizyta okazała się owocna. - Pod znakiem mają być umieszczone tabliczki, że zakaz wjazdu nie dotyczy mieszkańców - tłumaczy sierż. Maciej Kimet z zespołu prasowego lubuskiej policji.

Mieszkańcy dojadą więc do domów, ale tylko na razie. - To dobra wola kierownika budowy. Bo on odpowiada za bezpieczeństwo na placu budowy - dodaje Krzysztof Kropiński.

Kłopot pozostaje. Bo przecież wkrótce ulica zostanie rozkopana i wtedy do bloków na placu już nikt nie dojedzie. O to, jak ma tu dotrzeć karetka czy straż, ma zadbać kierownik budowy. - Dziś będzie się spotkanie w tej sprawie - mówi Kropiński.

Co nas czeka

Artur Szymczak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.