Małgorzata Oberlan

Zakupy z Covidem. 38-letnia Kamila z Torunia siedzi teraz w areszcie

Zakupy z Covidem. 38-letnia Kamila z Torunia siedzi teraz w areszcie Fot. rys. Monika Wieczorkowska
Małgorzata Oberlan

Tych zakupów do końca życia nie zapomni 38-letnia Kamila z Torunia i nie zapomną ekspedientki, które ją obsługiwały. Ona, chora na depresję, siedzi teraz w areszcie. One, z rodzinami, musiały przejść kwarantannę.

Kamila ma 38 lat i od kilku miesięcy, jak twierdzi, leczy się na depresję. Od ponad dwóch tygodni świat ogląda zza krat więzienia w Potulicach (Kujawsko-Pomorskie) - tu trafiają tymczasowo aresztowane osoby zakażone koronawirusem z tego regionu. Ją aresztowano po tym, jak złamała zasady kwarantanny i wyszła po zakupy.

Kamila jest „covidką”, bo test pod koniec kwietnia wyszedł jej dodatni. Decyzją miejscowego sanepidu nakazano jej przejście 14-dniowej kwarantanny domowej.

Izolację zaczęła 29 kwietnia. Na zakupy wyszła po trzech dniach...

Po leki, jedzenie i... pamiątki?

Prześledźmy dokładnie, co się stało. Pełnego obrazu nie przedstawimy, bo nie ma go nikt. Pandemiczne okoliczności całej historii sprawiły, że do dziś - po ponad dwóch tygodniach aresztu - obrońca Kamili nawet nie porozmawiał z nią telefonicznie. Z relacji torunianki wiadomo tyle, ile zdołała przedstawić przy okazji posiedzenia aresztowego.

To była sobota, 2 maja. Kamila mieszka z mężem w samym centrum Torunia. Mąż jest starszy od niej o blisko dwie dekady, dobija siedemdziesiątki i jest schorowany. Nie mogła go prosić o to, by zrobił zakupy. Dotąd to ona je robiła, ona się nim opiekowała, ona brała na siebie prozę życia.

Od kilku miesięcy, jak twierdzi, leczy się na depresję. Zapisane ma przez lekarza leki psychotropowe. To konieczność ich zakupu - po pierwsze - wygoniła ją z mieszkania.

Wyszła rano i najpierw wstąpiła do apteki. Potem do spożywczej sieciówki i jeszcze do delikatesów.

Na koniec, nie wiedzieć czemu, zahaczyła jeszcze o sklep z pamiątkami na starówce. Może z rozpędu? A może pracował tam ktoś z jej znajomych?

Wiedzieć chciałby to także jej obrońca z urzędu.

„Skrajnie nieodpowiedzialne”

Kiedy Kamila była już pod domem, czekała na nią policja i żandarmeria wojskowa. Było przed godziną 11. Tę „covidkę” mundurowi, jak innych, po prostu mieli sprawdzić - czy jest w kwarantannie. Nie odbierała telefonu, więc pofatygowali się do niej osobiście.

- Szybkie rozpoznanie pozwoliło na ustalenie, że kobiety nie ma w domu i widziano, jak wychodzi z budynku. Kiedy funkcjonariusze wrócili do radiowozu zameldować o tym przełożonym, kobieta pojawiła się pod klatką. Tłumaczyła, że wyszła tylko do apteki po niezbędne leki. Wiedziała, że ma pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa. Kiedy funkcjonariusze zaczęli weryfikować te wyjaśnienia, okazało się, że kobieta oprócz apteki odwiedziła również dwa sklepy spożywcze. Te ustalenia potwierdziły nagrania z moni-toringu - meldował Wojciech Chrostowski z Komendy Miejskiej Policji w Toruniu w prasowej informacji pt. „Skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie 38-latki”.

Kiedy funkcjonariusze wrócili do radiowozu zameldować o tym przełożonym, kobieta pojawiła się pod klatką. Tłumaczyła, że wyszła tylko do apteki po niezbędne leki.

Ta informacja błyskawicznie trafiła do mediów. Kolejna, mówiąca o tymczasowym aresztowaniu Kamili na dwa miesiące, również. W żadnej nie było mowy o depresji, bo i raczej być nie powinno - choroby to sprawa prywatna.

Reakcja opinii publicznej, zmęczonej kolejnym miesiącem „#zostań w domu”, nie była trudna do przewidzenia. W internecie rozlała się fala hejtu.

Ekspedientki w izolacji

„Terrorystka” i „tępa dzida” to jedne z łagodniejszych wyzwisk, jakimi poczęstowano Kamilę w komentarzach. Huczało zresztą też w realu.

- Babsztyl głupi... Chora, a wylazła innych zarażać - komentowały w niedzielę, 3 maja, ekspedientki innego sklepu na starówce.

Ich złość i stan napięcia potęgował fakt, że same musiały w dzień świąteczny dyżurować za ladą. Co prawda oddzielone od klientów zasłoną z pleksi, ale czy to wiadomo, na ile ona chroni przed śmiertelnym zagrożeniem.

Faktem pozostaje, że Bogu ducha winne 4 osoby, które krytycznej soboty miały kontakt z „covidką”, skierowano na domową kwarantannę. Ich rodziny również.

„O dalszym losie kobiety zadecyduje sąd. Za sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób przez spowodowanie zagrożenia epidemiologicznego lub szerzenia się choroby zakaźnej może grozić nawet do 8 lat więzienia” - kończył prasowy meldunek Wojciech Chrostowski z KMP w Toruniu.

„Dożywocie!” - żądali w komentarzach niektórzy interna-uci.

Tak się aresztuje „covida”

Kamila zatrzymana została przez mundurowych w sobotę, 2 maja, przed godziną 11. Dwie pierwsze doby spędziła na policyjnym dołku, czyli w policyjnej izbie zatrzymań.

Jak się wtedy czuła? Czy brała swoje leki antydepresyjne? Nie wiemy.

Adwokat Mariusz Lewandowski, wyznaczony do roli obrońcy kobiety z urzędu, pierwszy kontakt („Kontakt w umownym ujęciu” - zaznacza) ze swoją klientką miał 4 maja, w poniedziałek.

- To były godziny popołudniowe. Odebrałem telefon z toruńskiego sądu. Okazało się, że było już po pierwszej części posiedzenia aresztowego. Sędzia miała wątpliwości, co do poczytalności pani Kamili. Usłyszała od niej, że od kilku miesięcy cierpi na depresję i że wyszła do apteki po konkretne lekarstwa. Nazwę „wygoogla-ła” - była wiarygodna. Sąd zarządził więc przerwę w posiedzeniu i wezwał mnie. Stawiłem się - wspomina prawnik.

Ciąg dalszy był przykry i jakiś taki historyczny. Albo przynajmniej - szczególny, symptomatyczny dla czasu pandemii.

Posiedzenie aresztowe odbywało się zdalnie. Prokuratura udostępniła stosowne środki komunikacji, monitory itd. Uczestnikami - zdalnymi rzecz jasna - posiedzenia byli: prokurator, sędzia, protokolant, obsługa techniczna, no i w drugiej części - obrońca.

- Panią Kamilę widziałem na monitorze. Przebywała wewnątrz pojazdu do konwojowania zatrzymanych. Była roztrzęsiona. Kontakt z nią był utrudniony. Pytania formułować musiałem tak, by mogła odpowiedzieć „tak” lub „nie” - relacjonuje adwokat.

Torunianka przekazała, że krytycznego dnia nie miała kaszlu, gorączki czy innych objawów kojarzonych z korona-wirusem. Fizycznie czuła się w formie. Psychicznie czuła się źle. Wyszła po te zakupy, bo nie miała kogo poprosić o pomoc. Tyle.

Sąd Rejonowy w Toruniu zdecydował 4 maja o tym, że Kamilę trzeba tymczasowo aresztować na 2 miesiące.

„Covida” prawo do obrony

Przez ponad 2 tygodnie postępowania, które prowadzi Prokuratura Rejonowa Toruń Centrum Zachód, wydarzyło się dotąd niewiele - patrząc z punktu widzenia Kamili i jej obrońcy.

- Nie udało mi się do dziś nawet porozmawiać przez telefon z klientką. Wnioskowałem o to, ale prokurator, który jako gospodarz postępowania jest władny taką zgodę wydać, nie mógł podjąć decyzji. Usłyszałem, że akta sprawy są w sądzie. Są, ponieważ złożyłem zażalenie na tymczasowe aresztowanie - mówi adwokat Mariusz Lewandowski.

Nie udało mi się do dziś nawet porozmawiać przez telefon z klientką. Wnioskowałem o to, ale prokurator, który jako gospodarz postępowania jest władny taką zgodę wydać, nie mógł podjąć decyzji.

Zdaniem prawnika, Kamila nie powinna siedzieć teraz w Potulicach. - Aresztowanie podejrzanej było zbyt daleko idącym środkiem. Wystarczające było zastosowanie tzw. środków wolnościowych - takich jak obowiązek informowania organu procesowego o miejscu pobytu, poręczenie majątkowe - uważa obrońca.

„Bo psychiatrzy nie badają”

Obrońca martwi się o swoją „covidkę” - pierwszą w życiu.

- Pamiętajmy, że mamy do czynienia z osobą zarażoną koronawirusem, prawdopodobnie z problemami psychicznymi, co czyni jej sytuację w areszcie dodatkowo utrudnioną - podkreśla.

Tak on, jak i sama prokuratura oraz sąd chcieliby wiedzieć, jaki jest stan zdrowia Kamili. Gdyby to nie był czas pandemii, torunianka już dawno przeszłaby przynajmniej standardowe, jednodniowe badanie sądowo-psychiatryczne. Prawdopodobnie jego wynik już popchnąłby sprawę do przodu.

- Badania nadal nie ma, bo psychiatrzy teraz nie badają - mówi prokurator rejonowy Marcin Licznerski z Torunia.

Obrońca dowiedział się, że być może Wojewódzki Ośrodek Lecznictwa Psychiatrycznego w Toruniu odmrozi się i otworzy 25 maja. Trzeba czekać.

Małgorzata Oberlan

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

rozyk

Za złamanie kwarantanny do pierdla, gdy 90 % zakażonych ma objawy skąpe, lub wcale, to naprawdę przesada. Nie latała z nożem, by kogoś zamordować, a i tacy często nie siedzą.

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.