M. Weidner, M. Korn, A. Pazda

ZIELONA GÓRA. Eksplozja gazu w bloku wyrwała dwie ściany. Był pożar i ewakuacja 100 osób

ZIELONA GÓRA. Eksplozja gazu w bloku wyrwała dwie ściany. Był pożar i ewakuacja 100 osób Fot. Magda Weidner, Michał Korn, Czytelnik
M. Weidner, M. Korn, A. Pazda

Była środa, kilkanaście minut po 21.00, gdy doszło do eksplozji gazu w wieżowcu przy ul. Wyszyńskiego 25. Huk słychać było w promieniu kilku kilometrów. Eksplozja doprowadziła do wyrwania dwóch ścian zewnętrznych budynku. Mieszkanie, w którym doszło do wybuchu, było w tym czasie puste. Ekslozja dotknęła jednak wielu lokatorów.

Z budynku ewakuowano prawie 100 osób. Budynek został wyłączony z eksploatacji. Lokatorzy nie mogli wrócić do mieszkań. Przez całą noc obiektu pilnowała straż miejska i policja. Sześć osób zostało przetransportowanych do bursy przy ul. Botanicznej, trzy przewieziono do szpitala, w tym jedna z zawałem, a dwie podtrute tlenkiem węgla.

Policja potwierdza GL, że poszukuje dwóch lokatorek mieszkania, w którym doszło do wybuchu gazu i pożaru

Wybuch gazu za ścianą

Dla mieszkańców to był koszmar. - Eybuch był na naszym piętrze. Pierwsze drzwi z korytarza do tzw. zabudówki na klatce „wciągnęło” do windy. Na szczęście szyby nam nie poleciały, bo mieliśmy okna otwarte. Futryny są jednak w tak opłakanym stanie, że nawet okien nie można zamknąć. Dobrze, że ściana, która dzieli nasze mieszkanie z tym, gdzie doszło do wybuchu, nie runęła - mówiła GL jedna z lokatorek.

- Kiedy doszło do wybuchu, byłam kilkaset metrów stąd, koło przystanku. Jezu, był taki huk... Byłam pewna, że co najmniej pięć samochodów się zderzyło. Dopiero chwilę później zobaczyliśmy dym wydobywający się z okien i straż pędzącą na sygnale. To było coś okropnego - opowiada inna. Kolejna dodaje:- Blok aż zadrżał.

Czy jestesmy bezpieczni?

Wczoraj w południe przed wieżowcem odbyło się spotkanie z lokatorami. Dowiedzieli się, że prąd, gaz i woda nadal są wyłączone. Na 16.00 planowane badania instalacji. Dopiero po nich inspektor budowlany może wydać np. pozwolenie na włączenie sieci wodociągowej.

- Do zakończenia badań skuteczności zerowania instalacji elektrycznej prosimy mieszkańców o niekorzystanie z odbiorników urządzeń elektrycznych takich jak np. grzałki elektryczne. Windy w budynku są wyłączone do remontu. Nie ma przeciwwskazań do korzystania z piwnic. W godzinach popołudniowych przeprowadzone zostanie badanie szczelności gazowej w obiekcie, które może potrwać kilkadziesiąt godzin. Dzisiaj na pewno gaz nie zostanie doprowadzony do mieszkań - mówił Waldemar Michałowski, dyrektor miejskiego departamentu bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego w Zielonej Górze.

- Ale czy my możemy czuć się bezpiecznie? - zaczęli dopytywać mieszkańcy bloku przy Wyszyńskiego? Jaką gwarancję nam dajecie, że jeśli te kobiety wrócą, to nie dojdzie do kolejnego nieszczęścia - padały w kierunku władz pytania.

- Moja siostra mieszka w tym budynku. Kobiety z mieszkania, gdzie doszło do wybuchu, były widziane tego dnia przez sąsiadów wielokrotnie. Po prostu spakowały się i wyszły dobre 40 minut przed samym wybuchem. To dwie kobiety, matka około 70 lat i jej córka około 40 lat - opowiada nam zielonogórzanka.

W wieżowcu dochodziło do nieprzyjemnych sytuacji.

- One się odgrażały lokatorom. Podpalane były skrzynki na listy, uszkadzane zamki od drzwi wejściowych - mówiła starsza pani.

Policja szuka matki i córki

- Widziałam je 40 minut przed wybuchem. Spakowane - mówi sąsiadka. Mieszkańcy mówili nam, że kobiety, w mieszkaniu których doszło do wybuchu, wielokrotnie groziły, że wysadzą blok. Podkreślali, że bali się obok nich mieszkać, a sprawę „często zgłaszali”.- Mieszkamy na tym samym piętrze, na którym doszło do wybuchu. Ośrodek pomocy społecznej, prokuratura, policja i sądy nie reagowały na nasze apele. Te kobiety się odgrażały, że się wysadzą, że swoje mieszkanie przekażą radykalnym islamistom na dom modlitw. Bagatelizowanie sprawy przez władze przyczyniło się do tragedii - mówi mieszkaniec piętra, gdzie doszło do eksplozji.

Pan Mariusz, którego mama mieszka w bloku, potwierdza:

- Dzieci po prostu się ich bały. Dzwoniły do swoich rodziców, żeby wyszli po nich przed blok, bo bały się wejść na korytarz.

Podinsp. Małgorzata Stanisławska potwierdza, że policja otrzymywała zgłoszenia. - Interwencje były zgłaszane przez sąsiadów, ale również przez te kobiety - powiedziała nam, dodając, że za wcześnie na szczegóły.

Nie wszyscy wrócili do mieszkań

Około 12.30 lokatorzy mogli wejść po raz pierwszy od prawie 12 godzin do swoich mieszkań. Ci z pierwszego, drugiego i trzeciego piętra załamywali ręce. Powybijane szyby, zniszczone drzwi, uszkodzone okna, pełno wody. Niektórzy lokatorzy to mieszkające samotnie osoby starsze. Ciężko im będzie uprzątnąć powstały po wybuchu bałagan. - Przykro się na to patrzy. Serce pęka. Człowiek tu mieszkał tyle lat. Trudno będzie się otrząsnąć... - słyszeliśmy od kobiety otwierającej drzwi swojego mieszkania.

Niestety nie wszyscy wrócili do swoich kątów. Mieszkania nr 6,12,18 i 24 zostały wyłączone z użytkowania. Lokatorce z mieszkania nr 24 na czas remontu zostało przekazane mieszkanie zastępcze. Mieszkania 6 i 12 zabezpieczono przez administratora budynku. Wykonanie ekspertyzy wieżowca zaplanowano na piątek.

M. Weidner, M. Korn, A. Pazda

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.