Złoty jubileusz w muzycznej szkole

Czytaj dalej
Fot. Edward Gurban
Edward Gurban

Złoty jubileusz w muzycznej szkole

Edward Gurban

Państwowa Szkoła Muzyczna I stopnia im. Grażyny Bacewiczówny obchodzi w tym roku złoty jubileusz. O rozmowę poprosiliśmy dyrektora Jerzego Tadeusza Szyndera, od 34 lat kierującego tą zasłużoną artystyczną placówką w Nowej Soli.

Jak to się zaczęło?
Grupa działaczy kulturalnych w Nowej Soli z kustoszem muzeum Aleksandrem Fudalejem podjęła starania o powołanie placówki kształcącej muzyków. W grupie tej był świetny organizator i pasjonat muzyki Aleksander Lisiecki, który od 1953 roku kierował Społecznym Ogniskiem Muzycznym. Pamiętam ówczesnych nauczycieli jedynie z nazwiska, byli to panowie: Zdanowicz, Dulny, Ksiuczyk, Marzec i pani Wiśniewska. Pan Lisiecki stworzył niemal gotowe fundamenty do gmachu, jaki zaczęto budować, a nazywał się Państwowa Szkoła Muzyczna. W 1967 roku decyzją Ministerstwa Kultury powołano do życia Państwową Szkołę Muzyczną I stopnia. W 1976 roku szkole nadano imię wielkiej polskiej skrzypaczki, Grażyny Bacewiczówny.

Kto na początku nią kierował?
Pierwszym dyrektorem był doskonale mi znany nauczyciel muzyki Liceum Pedagogicznego, które ukończyłem w 1968 roku, prof. Jan Zaleski, chyba jedyny wówczas w Nowej Soli muzyk po Akademii Muzycznej. Wspaniały człowiek i świetny muzyk, chórmistrz i pianista, uczył też gry na mandolinie. Po nim na dwa lata kierowanie szkołą przejął Franciszek Pappelbaum. Zaproponowano mu jednak pracę w Zielonej Górze i tam przeszedł niebawem.

Pański poprzednik kierował już szkołą dłużej?
Najdłużej dyrektorem był Bogusław Stankowiak, który kierował PSM w latach 1972-1983. Tworzył on placówkę na wzór szkół w dużych miastach: kształcenie jednoczesne w zakresie nauczania ogólnego i szkoły muzycznej. Był sprzyjający klimat, krótko prowadzono to w ówczesnej Szkole Podstawowej nr 7. Ale eksperyment się nie udał. Na przeszkodzie stanęły: niezborność miejsca, czasu i przestrzeni. Po prostu zabrakło wspólnego budynku. Niebawem pan Stankowiak przeszedł do pracy naukowej w WSP Zielona Góra. Byłem jego zastępcą i mi zaproponowano objęcie stanowisko dyrektora. Propozycja była dla mnie zaskoczeniem, ale się zgodziłem i do dziś kieruję szkołą.

Szkoła zawsze odgrywała istotną rolę w życiu miasta?
Owszem, było dużo koncertów organizowanych przez szkołę i miasto. Co prawda szkoła nie jest biurem koncertowym, ale bez nich i konkursów nie dało się funkcjonować. Miał tu m.in. miejsce Ogólnopolski Konkurs Pianistyczny, w którym grało wielu znanych później pianistów jak Roman Jabłoński. Finaliści grali wspólnie z Zielonogórską Orkiestrą Symfoniczną. Odbywały się koncerty „Musica Viva”, w których brały udział takie sławy jak Jerzy Maksymiuk, Piotr Paleczny, czy Konstanty Kulka. W szkołach odbywały się zajęcia umuzykalniające. W LO wprowadził je dyrektor Józef Ratajczak. Obecnie dużym powodzeniem cieszą się koncerty uczniów PSM w muzeum miejskim.

Nie omijają was problemy finansowe...
Wymienione imprezy w dużej mierze zawdzięczamy miastu, chociaż mu nie podlegamy. Nie jesteśmy placówką samorządową, tylko państwową i pieniądze otrzymujemy z ministerstwa. Nasz budżet jest ograniczony kwotowo i etatowo. Przydałoby się, żeby ta kołdra nie była taka krótka. Często musimy zabiegać o pomoc od rodziców, organizujemy bale i koncerty. Nie prowadzimy działalności gospodarczej, ale na datki możemy liczyć. Chcemy stworzyć jak najlepsze warunki kształcenia. Pomagamy uczniom, których nie stać na zakup instrumentu, a także finansujemy wyjazdy najzdolniejszych z nich na konkursy muzyczne.

Czy doczekacie się poprawy infrastruktury?
Za mojej kadencji budynek, jaki był, taki jest, plus obiekt przy ul. Kołłątaja. Na bieżąco remontujemy oba budynki: wymiana dachu, kanalizacji, ogrzewania, parkingi, ogrodzenia. Robimy tyle, na ile nas stać. Czekamy jednak na przeprowadzkę i najbardziej nadającym się do naszej działalności byłby obecny gmach MOPS-u w parku „Odry”. Decyzja należy do ministerstwa, które musi znaleźć pieniądze na remont. Wszystko byłoby w jednym bardzo atrakcyjnym miejscu. Byłaby pełna integracja, bezpieczeństwo, ułatwione zarządzanie. Obecnie do zajęć przystosowujemy nawet pomieszczenia w piwnicy budynku przy ul. Zjednoczenia.

Życzymy jak najszybszej poprawy warunków pracy. Najlepiej, gdyby nastąpiło to w roku Jubileuszu. Byłby to świetny prezent dla szkoły.

Edward Gurban

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.