Edyta Jakubowska-Owsik

Żołnierz i policjantka bohaterami

Małgorzata Bednarz i Arkadiusz Milczanowski Fot. Edyta Jakubowska-Owsik - Nie czujemy się bohaterami - mówią skromnie Małgorzata Bednarz i Arkadiusz Milczanowski.
Edyta Jakubowska-Owsik

Staranowali drzwi, wyciągnęli sąsiada z płomieni i sami ugasili pożar!

Był środek nocy, kiedy w jednym z mieszkań w dużym bloku przy ul. Świerczewskiego w Szprotawie wybuchł pożar. - Dochodziła północ, gdy nagle usłyszeliśmy wrzawę na korytarzu - relacjonują Małgorzata Bednarz i Arkadiusz Milczanowski. Dochodzące zza drzwi niepokojące zamieszanie postawiło parę na równe nogi. - Wybiegliśmy na klatkę schodową, a tam kłęby dymu i unoszący się wszędzie swąd spalenizny - opowiadają. Zapanował popłoch. Większość z sąsiadów opuszczała już w pośpiechu budynek. Ktoś krzyczał: pali się! - Wtedy zobaczyliśmy, że dym wydobywa się spod drzwi mieszkania z naprzeciwka, a tam samotnie mieszkał starszy mężczyzna - mówi nam pan Arek. Długo się nie namyślając, para sąsiadów rzuciła się na ratunek. - Najpierw moja Małgosia próbowała sama staranować drzwi, po czym mi, jednym mocnym kopnięciem, udało się je wyważyć. Widok płomieni i kłębów dymu nie przestraszył jednak ratowników, którzy, jak się później okazało, na co dzień noszą mundur, M. Bednarz - policyjny, A. Milczanowski - wojskowy.

Kilka dni temu, przed północą, wybuchł pożar w jednym z mieszkań dużego budynku przy ul. Świerczewskiego w Szprotawie. Na miejsce zdarzenia Natychmiast przyjechały straż pożarna, pogotowie ratunkowe i policja.

- Sąsiedzi nas zaalarmowali. Przed naszym przyjazdem sami jeszcze gasili pożar i ewakuowali mężczyznę - potwierdza nam kapitan Paweł Grzymała, rzecznik żagańskiej straży pożarnej. - Gdyby nie ich szybka reakcja, ten człowiek mógłby się spalić - zaznacza.

Po służbie, na akcji

Okazuje się, że para, która bez namysłu rzuciła się na pomoc starszemu sąsiadowi, to Małgorzata Bednarz, policjantka z Kożuchowa i jej partner, Arkadiusz Milczanowski, żołnierz 10. Brygady Kawalerii Pancernej w Świętoszowie. Podczas, gdy większość z sąsiadów w pośpiechu ewakuowała się z budynku, oni zachowali zimną krew i ruszyli naratunek.

- To oni go uratowali, my tylko biegaliśmy z wiaderkami wody - mówią Michał Zaborowski i Eliza Trzeciak, którzy mieszkają na tym samym piętrze.

- Usłyszałem huk i wyleciałem na korytarz. Patrzę, a to Arek właśnie wyważył drzwi - podkreśla mężczyzna. Po czym zaczął gasić pożar. - A Małgosia? Własnymi rękami wyciągnęła pana Aleksandra z płonącego mieszkania - relacjonuje pani Eliza.

Wskoczyli w płomienie

- Wkroczyliśmy domieszkania, a tam płomienie i kłęby dymu - opowiada nam Arkadiusz Milczanowski. Jak przekonuje, cała „akcja” trwała ok. dziesięciu minut. - To była jedna wielka bieganina z tymi wiaderkami i kupa nerwów - przekonuje żołnierz. I chociaż razem ze swoją partnerką zrobili coś naprawdę niezwykłego, bo uratowali człowiekowi życie, to jak skromnie przekonują, nie czują się wcale bohaterami.

- Wielu by się na to odważyło - mówi A. Milczanowski, który, jak się okazuje, dobrze wiedział, co należy zrobić podczas takiej niebezpiecznej sytuacji. - Od małego należę do Ochotniczej Straży Pożarnej w Borowinie. Poza tym w pracy też mamy szereg szkoleń w tym zakresie.

Mogli się nie obudzić

Przy tym trzeba zaznaczyć, że gdyby nie szybka interwencja młodych mieszkańców z ul. Świerczewskiego, w wyniku pożaru mógł zginąć nie tylko pan Aleksander.

- Przecież my mogliśmy się nie obudzić - mówi przerażona sąsiadka, która fatalnej piątkowej nocy dawno już mocno spała. - Ten nasz starszy sąsiad ma chyba jakieś problemy z głową.

- A jak sytuacja się powtórzy, dziś albo jutro? - pyta Piotr Ksenycz, który z żoną i 10-letnim synem mieszka dokładnie nad „problemowym” sąsiadem.

- Z tym panem od dawna są kłopoty, ale po ostatnim zdarzeniu nikt z nas już nie czuje się bezpiecznie - mówią jednym głosem zlęknieni mieszkańcy. Cały ich strach napędza fakt, że starszy mężczyzna postanowił w swoim mieszkaniu rozpalić... ognisko!

Rozpalił sobie ognisko

Udało się nam porozmawiać z mężczyzną, który wzniecił ogień. - Ludzie, czego wy ode mnie chcecie? Przecież ja tylko paliłem papierki! - mówi zdziwiony pan Aleksander. - Coście się tak na mnie uwzięli? - dodaje podenerwowany.

W każdym razie mieszkańcy bloku przy ul. Świerczewskiego mają dużo szczęścia, że obok nich mieszkają policjantka i żołnierz, którzy jak widać, nawet po służbie, są na służbie.

Edyta Jakubowska-Owsik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.