Żużlowe szkiełko: Kochamy reprezentację

Czytaj dalej
Fot. Przemyslaw Swiderski
Rafał Darżynkiewicz

Żużlowe szkiełko: Kochamy reprezentację

Rafał Darżynkiewicz

Reprezentacyjne szaleństwo ogarnęło bez wyjątku wszystkich. Czy tego chcemy, czy nie - piłka nożna przez ostatnie dni stała się sprawą narodową. Niedzielny wieczór i awans reprezentacji do Euro 2016 przyćmił wszystko i wszystkich, a społeczeństwu dał potężnego kopa.

Zimny początek jesieni i szaro-bura plucha stały się mniej dotkliwe, a i nowy tydzień wygląda optymistycznie. Nie wiem czy, jak to drzewiej bywało, produkcja wzrośnie, ale perspektywa kolejnego roku z emocjami finałów mistrzostw Europy i jeszcze Igrzysk Olimpijskich z Polakami w roli głównej to duża doza optymizmu na przyszłość.

Nieprzypadkowo zacząłem od wątku piłkarskiego, bo ten w bardzo poważny sposób przekłada się na kalendarz żużlowy kolejnego sezonu. Pomni doświadczeń sprzed lat trzech – polskie Euro i igrzyska w Londynie – już dziś, a właściwie już w niedzielny wieczór żużlowi działacze powinni uniknąć konfliktu interesów. Tak jak nie wierzyłem w obojętność kibica żużlowego na występy piłkarskiej reprezentacji kilka lat temu, tak nie wierzę i dziś. Kibic to kibic. Gdy we Francji na boisko wybiegnie „Lewy” i spółka on zasiądzie przed telewizorem, by obejrzeć mecz. Zupełnie nie po drodze będzie mu wyprawa na stadion w Zielonej Gorze, Gorzowie czy nawet Lesznie dajmy na to. To samo będzie gdy – mam taką nadzieję w dalekim Rio grać będą o olimpijski medal siatkarze czy piłkarze ręczni. Żużel zejdzie na dalszy plan i warto o tym pomyśleć już dziś.

Przed laty sprawę potraktowano po macoszemu i w trakcie wielkich imprez mieliśmy puste stadiony. Później na zasadzie „gwałtu rety” przekładano mecze, zmieniano godziny, bo okazało się, że kibic żużlowy to i piłkę reprezentacyjną chce obejrzeć, a i siatkówką, piłką ręczną, a nawet lekkoatletyką i pływaniem się interesuje. O tym „odkryciu” z 2012 roku warto pamiętać przy układaniu kalendarza międzynarodowego, ale przede wszystkim tego naszego ligowego. To przecież góra pieniędzy płynąca z frekwencji na stadionach.

Skoro już o reprezentacji. Ta nasza żużlowa pojechała w Lublinie. Z jednej strony to dobrze dla promocji dyscypliny, że biało-czerwonych mogą zobaczyć w nie tylko tam, ale i Krośnie, Pile czy Gdańsku. W tych ośrodkach to zawsze wielkie święto. Na tym pozytywy się kończą, bo rywale najczęściej są z łapanki. Nawet jeśli naprzeciw naszej husarii stają najlepsi na świecie to jadą… do tyłu. Zabawa, a może trochę cyrk. Światowa czołówka na stadionie Motoru dosiadła rezerwowych motocykli – te najprzedniejsze poleciały już do Australii – i tak trochę markując odbębniła zawody, kasując niezły szmal od organizatorów. Być może jeszcze przez rok - można przecież odkryć Świętochłowice, Poznań, Łódź i Kraków - ktoś będzie się nabierał, ale za chwilę takie mecze kibicom spowszednieją, a wartość reprezentacji zostanie zdewaluowana.

Może pomysł z Ligą Światową jednak ma sens? Walka o stawkę – każdy z każdym, mecz i rewanż – z Australią, Szwecją, Danią, Rosją, a może i Niemcami na ten przykład, to już nie byłyby przelewki. Śmiem twierdzić, że taka zabawa szybko przykryłaby czapką, tak Drużynowy Puchar Świata, jak i wszelkiej maści indywidualne, albo i parowe wynalazki. Reprezentacja w grze, a właściwie jeździe o stawkę to sprawa narodowa. Wprawdzie do piłki żużlowi daleko, ale próbować trzeba. W końcu kochamy reprezentację.

Autor jest dziennikarzem TVP

Rafał Darżynkiewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.