Rafał Darżynkiewicz

Żużlowe szkiełko: Kompleks i szantaż

Rafał Darżynkiewicz Fot. archiwum GL Rafał Darżynkiewicz
Rafał Darżynkiewicz

Łatwo nie było, ale skończyło się planowo. Polacy wjechali do wielkiego finału Drużynowego Pucharu Świata. Młodzież, choć z wieku juniora kilku reprezentantów już wyrosło, zupełnie spokojnie wytrzymała presję. Tej nie brakowało, bo jak wiadomo gospodarzom pomagają ściany i… sędzia w spódnicy też.

Nic to dla naszych, choć żaden z reprezentantów nie może pamiętać Ireny Nadolnej za pulpitem sędziowskim. Nie było ich wtedy na świecie. Młodzież nasza obyta i z takimi okolicznościami przyrody, więc duński klimat też im nie przeszkodził w zwycięstwie. Duńczycy już mogą mówić o polskim kompleksie. Vojens biało-czerwoni zdobywają raz za razem. W sobotę było łatwiej, bo Nicki Pedersen wyjechał na wakacje i nikt - nawet profesor Hans Nielsen nie śmiał trzykrotnemu mistrzowi świata zakłócać kanikuły. Hasło reprezentacja na Pedersena nie działa.

W tym reprezentacyjnym „niedziałaniu” Duńczyk nie jest odosobniony. Menedżer reprezentacji Rosji, wraz z tamtejszą federacją musiał uciec się do fortelu, by w Vojens „Sborna” wystąpiła w najsilniejszym składzie. Prawie się udało. Prawie, bo na nasze szczęście zabrakło Grigorija Łaguty. Jeśli „Grisza” palec wyleczy – licencyjny fortel czyli brak zgody na ligowe starty w Polsce obowiązuje podobno do soboty – to Rosjan widzę w finale. Z tymi reprezentacjami to jakaś dziwna sprawa. Zawody fajne, jest ciekawie, dużo się dzieje, a żużlowcy – poza Polakami i Szwedami oraz w mniejszym stopniu Australijczykami – do jazdy w Drużynowym Pucharze Świata się nie garną. Bez ściemy, gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi najczęściej o pieniądze, a właściwie ich brak w poszczególnych federacjach. Weźmy takich Rosjan. Dopóki był sponsor – zresztą poniekąd z Polski rodem – dopóty wszyscy w wyznaczonym przez Andrieja Sawina miejscu i czasie byli. Kasy zabrakło, więc i najlepszych żużlowców zabrakło. W tym roku użyto fortelu, choć są i tacy, którzy mówią o szantażu.

Dziś drugi półfinał, a potem dzień po dniu baraż i finał. Brytyjczycy sporo ryzykują. Trochę deszczu i cały kalendarz weekendu może zostać przewrócony do góry nogami. Dajmy na to, że baraż rozegrany zostanie w sobotę, Wtedy finał w niedzielę i liga w Polsce odwołana. Oby nie. Zawody dzień po dniu na jednym stadionie przypomniały mi lansowaną jeszcze nie tak dawno inną formułę rywalizacji o miano najlepszej drużyny świata. Nic bowiem nie stoi na przeszkodzie, by tak turnieje kwalifikacyjne, jak i półfinały, baraż i finał rozegrać w jednym kraju. Zielona Góra – Gorzów, a może Toruń – Bydgoszcz, albo jeszcze inaczej Leszno – Poznań. Od soboty do soboty prawdziwy żużlowy mundial z udziałem piętnastu reprezentacji, a turniejów do rozegrania sześć. Ciekawa koncepcja.

Taki mundial to dziś tylko marzenie. Kilku polskim żużlowcom może natomiast ziścić się inne marzenie. Marzenie o medalu na igrzyskach. W Rio nie mają szans, ale za niespełna rok na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu – to powód remontu tego zabytkowego obiektu – odbędzie się turniej drużynowy. Stawką medale Igrzysk Sportów Nieolimpijskich. To jednak melodia przyszłości, teraźniejszość to Manchester.

Rafał Darżynkiewicz

Rafał Darżynkiewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.