Żużlowe szkiełko: "Pogoda kpi i skazuje na straty"

Czytaj dalej
Fot. Pawel Relikowski / Gazeta Wroclawska
Rafał Darżynkiewicz

Żużlowe szkiełko: "Pogoda kpi i skazuje na straty"

Rafał Darżynkiewicz

Połowa kwietnia. Druga połowa kwietnia. Dokładnie siedemnasty kwietnia, a trzy kluby jeszcze nie rozpoczęły rozgrywek ligowych. Sezon być może zainaugurują w najbliższą niedzielę, ale gwarancji nie ma. Na horyzoncie maj, a rozgrywki nijak nie mogą nabrać właściwego kwietniowego tempa. Tak to już jest, że o meczach żużlowych ciągle decyduje aura. Ta w tym roku kpi sobie z rozgrywek i jest jak jest.

Jest źle

Póki co wszyscy związani z dyscypliną tracą. Tracą tysiące, dziesiątki, a być może nawet setki tysięcy złotych. Odwołane mecze to jedno – pół biedy jeśli z wyprzedzeniem, gorzej i drożej, gdy na trybunach już zasiedli kibice, a telewizje przygotowały transmisje. Z zaplanowanych – licząc obie ligi telewizyjne – dwunastu zrealizowano tylko połowę. Koszty ogromne i jeśli do strat nadawców doliczyć brak ekspozycji sponsorów – to co najmniej dwanaście godzin żużla mniej na antenie – to kwiecień już kosztował blisko milion złotych. O tyle biedniejsza jest dyscyplina i wcale nie są to wirtualne pieniądze.

Stratę wizerunkową trudno oszacować

Niejeden sponsor dwa, a może nawet trzy razy się zastanowi zanim zainwestuje w żużel. Co to bowiem za inwestycja, jeśli zysków nie ma żadnych. Meczu nie ma, transmisji nie ma, a wszystkiemu winna pogoda. Zysk zależny od aury. Prezes klubu żużlowego, jawi się jako rolnik czy dyrektor niegdysiejszego PGR, który może nawozić inwestować, a zbiory i tak nie zależą od niego. Ryzykowna i droga zabawa.

Trwa dyskusja, jak uniknąć zbędnego ryzyka i ogromnych strat

Motoarena jest jedna i pewnie kolejnych nikt żużlowcom nie sprezentuje. Trzeba, więc obyć się bez dachu nad torem. Plandeki? Kilka projektów pojawia się tu i ówdzie. Trwają dyskusje, ale raczej wśród kibiców niźli tych, którzy tematem powinni zająć się jak najbardziej poważnie. To potrzeba chwili i nie ma co czekać do kolejnej wiosny. Owszem przyszłoroczną inaugurację można zaplanować nawet na połowę maja, ale czy to ma sens? Nie i jeszcze raz nie.

Nie wierzę, że w XXI wieku, przy tylu uczelniach technicznych - może wystarczy poziom techników - nikt nie wymyśli sensownego rozwiązania dla dyscypliny. Może jakiś konkurs? Może nagroda? Dziesięć procent kwietniowych strat to potężne pieniądze tak na badania, jak i nagrodę dla wynalazców. Zyski w kolejnych latach będą krociowe, a żużel będzie mógł funkcjonować także w marcu i kwietniu. Czekanie na lato to pójście na łatwiznę. Zresztą i tak kalendarz nie da gwarancji, że lato będzie suche.

Kadłubowa liga to wygrywająca Stal i przegrywający mistrz z Leszna. Taki syndrom złotych medali.

Wiszą na szyjach i… są zbyt ciężkie. Porażka u siebie, porażka w Tarnowie i lesznianom puszczają nerwy. Skąd my to znamy. W Gorzowie tę lekcję już odrobili. Teraz syndrom mistrza dotknął Unię. Trochę to potrwa i nie wiadomo kiedy przejdzie. Mistrz nie ma łatwo.

Rafał Darżynkiewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.