Winnica Pod Lubuskim Słońcem w Laskach koło Przełaz. O swojej winnicy opowiada Bożena Schabikowska

Czytaj dalej
Fot. Kamilla Ernandes
Renata Zdanowicz

Winnica Pod Lubuskim Słońcem w Laskach koło Przełaz. O swojej winnicy opowiada Bożena Schabikowska

Renata Zdanowicz

Winnica „Pod Lubuskim Słońcem” w Laskach k/Przełazach została założona 12 lat temu. Na obszarze 1,2 ha rośnie 3 tysiące krzewów 11 odmian. Z jednego zbioru w ciągu roku właścicielka winnicy uzyskuje się 2,5 do 3 tys. litrów wina. Bożena Schabikowska mówi, że myli się, kto myśli, że wystarczy posadzić krzewy, zebrać owoce i zrobić wino...

Lubuskie. Wino spod lubuskiego słońca

W naszej podróży po lubuskich winnicach dotarliśmy do Lasek k/Przełaz (gm. Lubrza). Właścicielka winnicy - Bożena Schabikowska, zaprosiła nas na degustację z udziałem kilkunastoosobowej grupy turystów. Swoim gościom miała do opowiedzenia wiele ciekawostek.

Przy pierwszym spojrzeniu na winnicę uwagę zwracają krzewy róż. - Posadziłam białe i czerwone róże, żeby oznaczyć rzędy, ale później przesadzaliśmy krzaki, niektóre odmiany usuwaliśmy i w efekcie kolory kwiatów nie do końca odzwierciedlają odmiany winorośli.

Jednak róże z winnicą wiąże pewien przekaz, według którego są one sadzone na końcu rzędów po to, że jak kiedyś konie pracowały na winnicy, to kolce miały je odstraszać, żeby nie wjeżdżały w rząd tylko obok, troszkę konia ustawiały.

Drugie uzasadnienie jest również praktyczne. Otóż róże pokazują mączniaka na winnicy, chorobę grzybową, która pierwsze atakuje róże, a dopiero później objawia się na winorośli. - Ja nie stosuję tej metody, za to prowadzę pomiary wilgotności i temperatury, obserwuję, co się dzieje, a wiem już z doświadczenia, jakie opryski się stosuje, kiedy winorośl jest wrażliwa i na jakiego mączniaka - wyjaśnia właścicielka winnicy.

- Róże dla mnie nie są wskaźnikowe, są różnej jakości - zastrzega. - Ja mam krzewy niemieckie, selekcjonowane i one są bardzo wytrzymałe, mają piękne liście, nie chorują w ogóle. Jak ktoś ma w ogrodzie winorośl, dobrze mieć też róże i obserwować je, ale to taki domowy sposób.

Angielski model

Bożena Schabikowska zaserwowała gościom Seyval blanc 2016, odmianę bardzo popularną w Anglii. Warto wiedzieć, że w degustacji w ciemno angielskie wina musujące wygrywały z szampanami francuskimi.

Właścicielka winnicy kontynuuje ten angielski model uzyskiwania trunku. - To wino jest bardzo delikatne, najdelikatniejsze, jakie mam, jeśli chodzi o smak, zawartość kwasów, ono jest też wytrawne, ale już dość ułożone - opowiada nalewając gościom wino w kieliszki. - Jak państwo próbują, warto spróbować ze trzy łyki i wtedy dopiero oceniać, czy smakuje, czy nie, żeby się kubki smakowe troszeczkę przestroiły na smak, zwłaszcza jak się wcześniej jadło coś słodkiego, albo można przepłukać usta wodą - doradza gospodyni spotkania.

Więcej drzew niż ludzi

Winnica Pod Lubuskim Słońcem ma 12 lat, została założona w 2007 roku jako taki pomysł na promocję województwa lubuskiego. - Urodziłam się w Bielsku Białej, tam się wychowywałam i mieszkałam, ale tutaj byli moi dziadkowie przesiedleni, ojciec się w Świebodzinie urodził i z przyczyn politycznych musiał mój dziadek stąd wyjeżdżać. Stale przyjeżdżaliśmy do Przełaz na wakacje, ponieważ tu były wszystkie siostry i bracia dziadków. Przyjeżdżaliśmy do rodziny, nad jezioro, na grzyby. Później ojciec kupił jachcik, bo też żeglujemy, i przyjeżdżaliśmy sobie tu pływać. Zawsze nam się to podobało, że tu jest więcej drzew niż ludzi i, że jest tutaj spokój, cisza.

Lubuska tradycja

Skąd nazwa Pod Lubuskim Słońcem? - Pomysł założenia winnicy był taki, żeby kontynuować lubuską tradycję winiarską, aby ją wesprzeć. Mieliśmy założyć małą winniczkę przy domu, ale od razu założyliśmy trochę większą. Kupiliśmy bardzo duży areał ziemi i nie było pomysłu, co z nią robić, bo gleba była niskiej klasy, piaszczysta.

B. Schabikowska zasadziła winnicę, lecz zrobiła to troszkę inaczej. Wówczas studiowała w Krakowie i znalazła Polski Instytut Winorośli i Wina. - Poprosiłam, żeby mi doradzili, jakie odmiany tutaj posadzić, jak tę winnicę założyć. Nic na ten temat nie wiedziałam - wspomina.

Enolog na miejscu powyznaczał rzędy, ustalił, które odmiany należy uprawiać. - Odmiany mam tak dobrane, że wytwarzam dość szeroki wachlarz, od win musujących do win podsuszanych, co jest ważne.

Zimny klimat

Pod Lubuskim Słońcem dojrzewają więc odmiany tzw. zimnego klimatu, podobne uprawia się w winnicach w Kanadzie, Anglii, w pewnych regionach Francji i Szwajcarii. Są one dobrane do miejsca, które jest stosunkowo płaskie, na otwartym terenie i, wbrew pozorom, jest dość zimne. No i, niestety, bywają tu przymrozki, do tego w zimie potrafi tutaj mocno przywiać.

W linii prostej winnica w Laskach leży jakieś 40 km od winnic pod Zieloną Górą, jest też od nich wyżej. Jednak różnice pogodowe sprawiły, że Bożena Schabikowska musiała zdecydować, czy kontynuować tradycje lubuskie, jak to czynią zielonogórscy winiarze i hodować odmiany bardzo wymagające, czy wybrać coś łatwiejszego. - Zaczęłam uprawiać inne odmiany, enolog z Instytutu dobrał mi odmiany mieszańcowe, bardziej odporne na zimno (nawet do minus 26 stopni) i wymagające mniej oprysków. Tutaj nikt się nie zna na tych roślinach i nikt nie wiedział jak je uprawiać, dbać o nie, dlatego uznałam, że nie będę wchodziła w bardziej zaawansowaną odmianę, tylko właśnie wybrałam takie do chłodniejszego klimatu.

- Mój enolog zawsze mi powtarzał, że lepiej zrobić dobre wino z odmiany, może nie tak znanej jak riesling, chardonnay czy cabernet sauvignon, niż silić się na odmianę, której owoce nie dojrzeją i to wino będzie takie sobie - powtarza właścicielka winnicy. - Robię raczej wina zmieszane z różnych odmian - dodaje.

Słabą ziemię trzeba nawozić, natomiast problem jest, kiedy są takie susze jak ostatnie dwa lata, wówczas dobre jest nawadnianie kroplujące dla młodych krzewów, dlatego że one bardzo słabo rosną. Odwiecznym wrogiem winorośli są szpaki. - Walczę z tymi ptakami do października, widziałam po kilka sztuk w styczniu, są tu cały rok.

Praca zaczyna się w lutym

Myli się, kto myśli, że wystarczy posadzić krzewy, zebrać owoce i zrobić wino. Sadzi się winnice na 30 lat, ale pracy na niej jest bardzo dużo przez cały rok. - W lutym zaczynamy ciąć winorośl, tniemy wszystkie te pionowe gałęzie, które rosną do góry, palimy je. To zabiera około 3 tygodni pracy, zaczynamy od 20 lutego i do końca marca naprawiamy rusztowanie, porządkujemy winnicę.

Na początku maja winorośl zaczyna rosnąć i zaczynają się też przymrozki. - W tym roku była z przymrozkami duża walka, u mnie były bardzo silne przez trzy dni, co spowodowało ok. 40 proc. wymrożenia, czyli będę miała o tyle mniej więcej mniejsze zbiory.

Tegoroczne przymrozki trwały od godziny 11 w nocy do 6 rano. Pani Bożena mówi, że wówczas pali mokrą słomę wzdłuż winnicy do jej ogrzania. - Zwykle pali się 2-3 godziny przed wschodem słońca, ale w tym roku przyszedł ziąb trwający 6-7 godzin, co jest bardzo ciężkie do obrony winnicy, uratowania winorośli.

Każdy porządny winiarz ma zachowane wino, po prostu nie sprzedaje całego wina z danego roku, tylko ma zapasy, bo może być właśnie taki rok, kiedy nie ma zbiorów. - Ja miałam dwa takie lata. Po stracie zbiorów w 2011 roku, w dwóch kolejnych latach krzewy słabo owocowały. Winnica ma 12 lat, a dopiero od czterech lat sprzedajemy wino.

Jak przymrozki mijają, winorośl zaczyna rosnąć i robi to dość bujnie i szybko, bo potrafi przyrosnąć około 1 cm i więcej na dobę. - Musimy te gałęzie spinać do pionu, żeby rosły pionowo do góry, a oczywiście winorośl robi wszystko, żeby rosnąć gdzie chce. Całość winnicy, 3 km w linii prostej, trzeba przejść i popodpinać.

W okolicach lipca przychodzi pora na zielone zbiory. - Polegają na tym, że zrywamy grona, które są niewykształcone, albo jest ich za dużo. Zaczynamy już przerzedzać zbiór. Trzeba wiedzieć ile i jak. Trzeba też wziąć pod uwagę, że może się coś wydarzyć, mogą wystąpić choroby grzybowe, że szpaki przylecą i coś zjedzą, więc trzeba ostrożnie wycinać, bo owoce 4-5 miesięcy jeszcze muszą wisieć na krzewach.

- Przed założeniem siatek zrywamy liście, żeby odkryć grona i obrywamy krzewy z gron jeszcze niedojrzałych, czyszcząc zbiór. Cięcie pędów dzieli się na zimowe i letnie, z tym, że latem maszynowo tniemy to, co nam wyrośnie powyżej rzędu. Ścinamy górę, by soki wróciły do kiści, żeby jak najlepsze owoce uzyskać.

Wiemy już ile trudu kosztuje uzyskanie owoców na lubuski szlachetny trunek. Pamiętajmy, że wino kojarzy się z kulturą picia alkoholu, czyli wiemy, ile go wypić, jak wypić, żeby się nie przewrócić, wino nie wzbudza agresji w człowieku.
ZOBACZ - SPECJALNY SERWIS POLSKA TOSKANIA

Renata Zdanowicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.